
Czernihów to jedno z tych ukraińskich miast, które od pierwszego dnia wojny doświadcza rosyjskiego terroru. Zrównano tam z ziemią już wiele budynków, w tym bloków mieszkalnych i obiektów użyteczności publicznej. Przed wojną, według danych oficjalnych, miasto liczyło około 300 tysięcy mieszkańców. Jest stolicą obwodu czernihowskiego, czyli przekładając na nasze nazewnictwo administracyjne, stolicą województwa. 24 lutego świat mieszkańców Czernihowa, tak jak świat milionów Ukraińców, zawalił się.
– Jestem w Polsce od 5 marca – mówi Irina Brusilcewa, naczelniczka Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta Czernihowa. – Dotarłam do Polski wraz z wieloma kobietami, które przywieźliśmy do granicy. Najpierw trafiliśmy do Andrychowa, później nawiązaliśmy kontakt z Dariuszem Bożkiem, który jest prezydentem naszego partnerskiego miasta, z panem Markiem Bukałą, który pracuje w tutejszym urzędzie i biegle mówi po ukraińsku i z wolontariuszami, którzy przywieźli nas do Tarnobrzega. Chciałam tu przyjechać, bo my współpracujemy już wiele lat i wiedziałam, że są tu nasi przyjaciele.
Pani Irina przyznaje, że nikt z mieszkańców Czernihowa nie spodziewał się dzień przed wybuchem wojny, że może do niej dojść. Nikt nie był na nią przygotowany: ani mer, ani zwykli mieszkańcy. Nikt. A wojna w Czernihowie, któremu prezydent nadał status „miasta bohatera” zaczęła się już pierwszego dnia. Pod miasto podjechały czołgi i zaczął się regularny ostrzał, który trwa do dziś.
Dokładnie na linii Kijów – Moskwa
– Położenie naszego miasta jest takie, że jest to miasto przygraniczne i Rosjanie liczyli, że szybko je zdobędą i pójdą dalej na Kijów. Czernihów broni się jednak już ponad trzy tygodnie i mieszkańcy zrobią wszystko, aby nie dopuścić do jego zdobycia – mówi Irina Brusilcewa.
Położenie Czernihowa było zawsze jego zaletą geograficzną, gdyż znajduje się dokładnie na linii Kijów – Moskwa. Niestety, w czasie wojny, zdobycie miasta jest dla najeźdźców niezwykle ważne, dlatego też trwa na nie tak nieustępliwy atak agresora.
A w mieście nie ma już prawie nic.
– Miasto jest bombardowane całą dobę. Dniem i nocą. Ale my nie poddajemy się, bronimy się i zapewniamy Kijowowi to, że wojska rosyjskie nie mogą tam wejść w większej sile. W Czernihowie nie ma już nic. Nie ma od wielu dni prądu. Nie ma wody. Nie ma kanalizacji. W sklepach nie ma żywności. Żeby kupić chleb, trzeba stać w kolejce nawet 4 – 5 godzin – mówi Irina Brusilcewa.
Wiele osób znajduje się pod gruzami
Pani Irina przyznaje, że nikt nie wie tak dokładnie, ilu mieszkańców jej miasta poniosło śmierć w wyniku rosyjskiej agresji.
– To jest trudne do oszacowania, bo wiele osób znajduje się jeszcze pod gruzami – mówi Irina Brusilcewa. – Tych danych się nie publikuje, gdyż są to dane wrażliwe. Po to się ich nie podaje, aby Rosjanie nie wiedzieli. Ale tylko w środę, 16 marca zginęło w Czernihowie 67 osób, w tym 10, które stały w kolejce po chleb. Ta wiadomość obiegła świat. A po chleb stoi się teraz od 5 do 8 godzin i nie ma pewności, że się go dostanie. W sklepach nie ma już nic, żadnych produktów spożywczych.
Miasta bronią ukraińscy żołnierze i cywile.
– Broni go także cały czas mer Władysław Atroszenko, który z całą swoją drużyną pozostał w mieście i on kieruje obroną Czernihowa – mówi urzędniczka. – Tak jak już mówiłam, miasto jest bombardowane każdego dnia i rosyjscy faszyści nie cofają się przed niczym. Nie oszczędzają ani domów mieszkalnych, ani przedszkoli, ani żłobków, ani szpitali. Nie oszczędzają także zabytków i świątyń.
Czernihów jest okrążony przez wojska od wielu dni i dlatego występują ogromne trudności z dotarciem do niego dostaw humanitarnych w postaci żywności, czy środków medycznych i higienicznych.
Jestem wzruszona aż do łez
Pani Irina jest poruszona i ogromnie wdzięczna za pomoc, jaką otrzymała w Tarnobrzegu nie tylko ona, ale wszyscy, którzy trafili tutaj i do Polski. Mówi o tym z wielkim wzruszeniem. Poruszona jest aż do łez.
– To jest niezwykłe, w jaki sposób nasze dzieci zostały przyjęte w szkołach. W tym moja córka i to na każdym szczeblu. Od dyrektora, przez nauczycieli, aż po dzieci – mówi pani Irina. – Oni organizują takie spontaniczne zbiórki pieniędzy. Tylko wczoraj dzieci z klasy mojej córki zebrały dla niej około 300 zł, aby mogła sobie dokupić przybory do szkoły. Ona nie chciała wziąć tych pieniędzy, bo powiedziała, że musi się zapytać mamy, ale ja jej wytłumaczyłam, że powinna je wziąć, bo obrazi dzieci, które okazały jej takie serce. Jesteśmy wam bardzo wdzięczni. W ogóle wszyscy mieszkańcy Ukrainy, z którymi utrzymuję łączność, wyrażają wielką wdzięczność za pomoc humanitarną i za gościnność.
Wszystkie dzieci przyjęte do szkół
W Tarnobrzegu, mieście partnerskim Czernihowa, znaleźli schronienie nie tylko mieszkańcy tego niszczonego wojną miasta, ale i z innych regionów Ukrainy.
– Na terenie miasta uchodźcy przebywają w 67 miejscach. Są to 254 osoby zakwaterowane u osób prywatnych, które zarejestrowały je w Straży Miejskiej – mówi Robert Kędziora, komendant Straży Miejskiej w Tarnobrzegu. Jest to 115 dorosłych i 139 dzieci. Uchodźcy przebywają także w ośrodkach kościelnych, gdzie przebywają 42 osoby. W ośrodkach wypoczynkowych i pensjonatach. Tam przebywa 31 osób.
Pani Irina Brusilcewa od poniedziałku pracuje w Urzędzie Miasta Tarnobrzega jako doradca do spraw uchodźców. Służy pomocą Ukraińcom, którzy znaleźli na terenie miasta schronienie przed wojną i urzędnikom oraz wolontariuszom, którzy organizują dla nich pomoc i niezbędne dokumenty.
– Oni wszyscy są wam bardzo wdzięczni. Ja też wam bardzo dziękuję, dziękuję prezydentowi pięknego miasta, najpiękniejszego dla mnie miasta Tarnobrzega za gościnność. Wszystkie dzieci, które trafiły do Tarnobrzega zostały już przyjęte do szkół. My wam bardzo za to dziękujemy. Teraz dla ich mam najważniejsza jest praca, a ta też się już znajduje – mówi pani Irina. – Jedna z pań już znalazła zatrudnienie w szpitalu, w sprawie drugiej pani doktor także będą prowadzone rozmowy w poniedziałek. Są już także inne miejsca pracy.
Ci co zostali, mieszkają w piwnicach
Życie mieszkańców Czernihowa, którzy nie zdecydowali się na ewakuację, sprowadzone zostało do przebywania w piwnicach i schronach.
– Bardzo rzadko wychodzi się na świeże powietrze. Większość czasu spędzają właśnie w schronach i piwnicach. Nie chcą się poddać. Wszyscy są bardzo dumni, że miasto się nie poddaje i powtarzają, że będą go bronić do końca – mówi mieszkanka Czernihowa.
W ostatnich dniach pojawiły się w mediach informacje, że Ukraińcy chcą wracać z Polski do swojej ojczyzny. Pani Irina mówi, że spośród tych osób, które zamieszkały w Tarnobrzegu nie ma takich przypadków: – Na razie nie mamy takiej możliwości, ale my się o to modlimy. Aby móc wrócić…



3 Responses to "Modlimy się o to, aby móc wrócić"