To, co robią Rosjanie to terroryzm, nie wojna

Dr Maciej Milczanowski – ekspert do spraw bezpieczeństwa. Zastępca dyrektora Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim. Były żołnierz 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. Fot. Wit Hadło

Rozmowa z dr Maciejem Milczanowskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa

– Co Pan, jako żołnierz myśli, śledząc to, co dzieje się w Ukrainie?
– Sztuka wojskowa polega przede wszystkim na obronie własnego kraju i walki o coś, co jest ważne dla nas, naszych rodzin. To najemnik robi coś, co ma mu przynieść wygodne życie. Żołnierz powinien walczyć zgodnie z zasadami moralnymi, które kierują sprawiedliwą wojną. Ukraińcy walczą z pełnym poświęceniem, na 130 procent. Natomiast Rosjanie kompletnie nie rozumieją, o co walczą. Albo uciekają bądź kombinują, jak na front nie dojechać. Albo z drugiej strony ich działania przeradzają się w okrucieństwo. Skoro i tak jest to wojna niesprawiedliwa, to nie mają hamulców. Gdy pada rozkaz do brutalnego działania, dokładają coś od siebie.

– Bombardują szpitale, teatry, strzelają do cywilów…
– Wkurza mnie, gdy eksperci na chłodno to analizują. Przecież to rzeź cywilów! To nie powinno się dziać. Żołnierz tak nie robi! Po prostu. Wojsko walczy z wojskiem. Są określone środki względem cywilów, bo trzeba zmniejszać liczbę zabitych czy rannych, pomagać im. Poza tym wiadomo, że ludność też w jakiś sposób uczestniczy w wojnie, więc trzeba ograniczać ich wpływ, ale regularne mordowanie cywilów, to nie jest działanie wojskowe. To, co robią Rosjanie to terroryzm, a nie wojna.

– Mamy już 3 tydzień konfliktu. Rosjanie bombardują kolejne miasta, ale niewiele się zmienia, jeśli chodzi o przewagę na froncie. Czy możliwa jest jeszcze duża ofensywa na Kijów i odcięcie stolicy?
– Rosja ma na tyle wielki potencjał, że wiele rzeczy możemy mylnie oceniać, ale wydaje mi się, że Putin już się przekonał, że nie zajmie Kijowa. Oczywiście, będzie tam cały czas działał, jednak musiałby ściągnąć naprawdę duże siły, żeby choć zbliżyć się do takiego celu, a tego nie widać. Dlatego Rosjanie intensyfikują działania tam, gdzie mają największe sukcesy wojskowe, czyli na południu. Próbowali ściągać do pomocy Białorusinów, Kazachów, Kirgizów, ale to się nie udało.

– Mieli mieć wsparcie Syryjczyków…
– Ale jeśli już to kilkuset, a nie 16 tysięcy. Putin wie, że nie ma skąd brać żołnierzy. A przekwalifikowanie własnych na piechotę i ściąganie ich z głębi kraju nie ma sensu. I nie to, żeby ich żałował, ale ich efektywność byłaby niewielka. Wydaje mi się, że Kijów nie padnie, dlatego zaczynają mówić o pokoju. To bardzo ważny sygnał. Powoli pojawia się nowa ścieżka do wyjścia z tej wojny z zapewnieniem, że Ukraina jest neutralna. Być może Putin będzie chciał stworzyć tzw. republiki separatystyczne i podzielić kraj, ale Ukraina na to nie przystanie. Wtedy wojna toczyłaby się długo.

– Zdaniem niektórych, w Charkowie miałby zostać utworzony marionetkowy rząd. Pytanie, czy Rosjanie podbiją to miasto, z którego już niewiele zostało?
– Oni nie liczą się ze stratami. Wiedzą, że to nie oni będą odbudowywać ten kraj, a Ukraina przy wsparciu Unii Europejskiej, więc niszczą, co mogą. Stolica marionetkowego rządu może być kompletnie zburzona. To nie ma żadnego znaczenia. Przypomnijmy sobie Donieck w 2014 r. Liczyło się odcięcie miasta od reszty kraju. Rujnowanie miast i śmierć ludzi zupełnie nie są problemem dla Putina. Myślę jednak, że ten najczarniejszy scenariusz, czyli odcięcie wschodnich i południowych terytoriów oraz utworzenie republik, choćby militarnie jest nadal mało realne dla Rosji. Liczę, że po stronie rosyjskiej pole do negocjacji będzie się rozszerzać.

– Wspomniał Pan o potencjale militarnym. Liczby na papierze mówią, że Rosjanie stracili ok. 400 czołgów, ale mają – według różnych szacunków, przynajmniej
10 tys. Czy są w stanie wyciągnąć je z magazynów?
– Wyliczenia na kartce są obarczone ogromnym błędem. Jakaś część to niesprawny sprzęt, którego nawet nie próbuje się naprawiać. Po drugie, nie bierze się pod uwagę remontów, do których trzeba części, czasu itd., co też ogranicza dostępność. Sprzęt, który jest używany, także ma pewien limit wytrzymałości, nawet jeżeli nie zostanie zniszczony. Nigdy nie jest tak, że można wysłać nieograniczoną ilość posiadanego arsenału. Pamiętajmy też o ochronie potężnej granicy rosyjskiej. Niektórzy mówią, że nie jest zagrożona ze strony Chin, czy Kazachstanu, więc może przerzucić siły. Absolutnie nigdy nikt w historii tak nie robił! Nawet Hitler w 1939 r. nie opróżnił zupełnie zachodniej granicy. Przez moment pojawiały się informacje, że Putin przerzuca jednostkę z Azji. Logistycznie to bardzo trudne. Trzeba by pokonać ogromne terytoria, co generuje wielkie koszty. Dlatego Putin szuka piechoty z jakimkolwiek sprzętem i opiera się na taktyce terrorystycznej, bo nie jest w stanie ściągnąć dużo więcej zasobów.

– A na ile Rosjanie mogą zagrozić z powietrza?
– O ile nie mają całkowitej dominacji, bo jednak Ukraińcy utrzymali swoje możliwości używania lotnictwa, o tyle przewaga Rosji jest bardzo duża. Zestrzeliwanie ich samolotów jest bardzo ważne, bo im więcej ich spadnie, tym bardziej będzie krwawić wojsko agresora. Rosja ma duże możliwości, dlatego Ukraińcy tak rozpaczliwie prosili o zamkniecie przestrzeni, potem o MIG-i, a teraz o artylerię do obrony przeciwlotniczej, którą właśnie wysłano. To ważne wsparcie. Może być jednym z kulminacyjnych momentów tej wojny, jeśli Ukraińcom uda się odpowiednio rozmieścić te środki i wykorzystać je do sparaliżowania rosyjskich działań.

– Jakie znaczenie dla tego, co dzieje się za naszą granicą miała misja premierów?
– To był bardzo odważny i dobry ruch. Nie możemy wesprzeć Ukrainy, tak jak byśmy chcieli, czyli powstrzymać Rosję militarnie, a takie wyrazy solidarności są ważne. W końcu liderzy pastw pojawili się w ostrzeliwanym Kijowie, gdzie jest ogromne ryzyko.

– Padło dużo mocnych słów. Premier Morawiecki, mówiąc o sankcjach zwrócił się bezpośrednio do państw Zachodu, pytając, czy „wasz komfort jest ważniejszy niż łzy i krew dzieci w sercu Ukrainy?” Pana zdaniem wprowadzenie mocniejszych sankcji, które mogłyby uderzyć również w Europę, jest realne?
– Moim zdaniem konieczne. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Putin, który się starzeje, nie potrzebuje takiej wojny z Ukrainą. Po co mu ona? Po co plany o zajmowaniu Gruzji czy Mołdawii? Rosja chciała budować swoją potęgę bo celem byłsa konfrontacja z NATO. Nie zamierza odbudowywać dawnego mocarstwa tylko dla satysfakcji. Zbiera siły i wzmacnia się przed konfrontacją z głównym przeciwnikiem, którego Putin zawsze wskazywał. To NATO jest „zaciekłym wrogiem” Rosjan. Jeżeli nie spojrzymy na to w ten sposób, popełnimy te same błędy, do których dopuszczono w 1939 i 1940 roku. Wtedy wielu na zachodzie wydawało się, że Polska to taki kraj, który Hitler połknie i się zadowoli. Ale było inaczej. Putin też ma ogromne ambicje. Różnica jest taka, że jego machina militarna jest znacznie mniej sprawna – dlatego straszy „atomem”.

– Wicepremier Kaczyński powiedział, że potrzebna jest misja pokojowa NATO na terytorium Ukrainy…
-Sądzę, że takie deklaracje powinny być konsultowane w ramach NATO. Z drugiej strony sam pomysł – choć na razie niejasny – może mieć sens. Być może ograniczona misja, np. „zamknięcia nieba” nad zachodnią częścią Ukrainy, po to, by ochraniać ludność cywilną, jest możliwa. To jednak wymaga kalkulacji na szczeblu Pentagonu oraz wojsk Paktu. Wydaje mi się, że taka opcja jest rozpatrywana na najwyższych szczeblach. W sytuacji ludobójstwa i działań terrorystycznych obowiązkiem krajów cywilizowanych jest chronić ludność oraz wspierać słabszego, który broni się w wojnie sprawiedliwej. Ale oczywiście może to grozić eskalacją konfliktu.

– Pamiętajmy, że propozycja padła na kilka dni po ostrzale w Jaworowie, tuż za naszą granicą. Czy był wyraźny sygnał dla państw Sojuszu?
– Putin otwarcie powiedział, że NATO wspiera Ukrainę i będzie bombardował korytarze, którymi płynie uzbrojenie. Poza tym w Jaworowie mieścił się kontyngent ludzi z całego świata, którzy się tam szkolili. Rosjanie chcieli tym atakiem doprowadzić do ograniczenia wsparcia, ale moim zdaniem skutek będzie odwrotny. Strategicznie Putin się pogubił. Nie lekceważę go, ale uważam, że zupełnie nie wie, jak wyjść z tego wszystkiego i szuka planów awaryjnych. To, co mu zostało, to zastraszenie.

– Czy w tej wojnie będzie wygrany?
– Przegranym z pewnością będzie ludność ukraińska, która ogromnie cierpi. Giną zupełnie niewinni ludzie. Niemniej Ukraina wyjdzie z tego zwycięsko – z dwóch powodów. Po pierwsze i najważniejsze, miała własny potencjał zbrojny. Wspomagany przez NATO, ale to Ukraińcy stanęli do walki, ginęli i powstrzymywali Rosjan. Padły słowa, które pamiętamy jeszcze z czasów II wojny światowej, że trzeba czasem poświęcić życie dla własnych rodzin, dla ojczyzny. Ukraińcy udowodnili, że w trzeciej dekadzie XX wieku te hasła są nadal aktualne. Po drugie, Zachód w sposób bezprecedensowy stosuje sankcje. Rosja jest najbardziej zsankcjonowanym krajem w historii. Wydaje mi się, że Ukraińcy obronią swoją wolność i pod tym względem wyjdą z tego zwycięsko. Dziś, trudno nie wskazywać, kto tu jest winny. Dlatego z przykrością odbieram postawę papieża.

– Dlaczego?
– Franciszek rozmawia z Cyrylem, którego nie chcę nazywać głową Kościoła, bo to, co on mówi, to wezwania do dalszej terrorystycznej walki i eksterminacji ludzi. Papież idzie do ambasady rosyjskiej. A nie rozmawia z Ukraińcami. Mówi, że poszkodowani w tej wojnie są rosyjscy żołnierze i ludność cywilna, nie wskazując na Ukrainę. Rozumiem, że z perspektywy głowy Kościoła martwi się o ludzi w ogóle, niemniej żal za śmierć rosyjskich żołnierzy i niewskazywanie Ukraińców jako poszkodowanych, wydaje mi się wielkim błędem papieża. Do tej pory nie jest w stanie wskazać, kto jest agresorem w tej wojnie. Zajmuje dziś stanowisko, które bardzo dużo będzie kosztowało cały Kościół. Trudno mi zrozumieć, że w tak oczywistej sytuacji nie był w stanie opowiedzieć się po stronie dobra, ale wybrał lawirowanie i kunktatorstwo.
Rozmawiała Wioletta Kruk

19 Responses to "To, co robią Rosjanie to terroryzm, nie wojna"

Leave a Reply

Your email address will not be published.