
W latach PRL-u, raczej niewesołych, gdy media były zdominowane przez nachalną polityczną propagandę, nieocenioną pomocą służył dziennikarzom, a nade wszystko czytelnikom, znakomity przemyski ornitolog, przyrodnik i podróżnik Przemysław Kunysz. To on podrzucał nam tematy lekkie niczym ptak w locie, które choć trochę ubarwiały tamtą szarą rzeczywistość.
Wiem coś o tym, bo dzięki Przemkowi sam wielokrotnie podawałem do PAP wiadomość np. o pierwszym bocianie, który przyleciał do Polski, zwiastując wiosnę. Koledzy drwili nawet, że dzięki tym informacjom pierwszy bociek pojawia się co roku właśnie na Podkarpaciu. Do dziś nie wiem, czy na pewno był pierwszy w kraju, ale pierwszy powiadamiał o tym Kunysz. A ludziom jakoś lżej robiło się na sercach.
Dziś żyjemy w stresie wywołanym barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę, więc pomyślałem, że może znów warto wspomnieć o tych dostojnych ptakach, by przypomnieć, iż nadeszła wiosna, która zawsze niesie nadzieję.
Oczywiście nie można nawet porównywać czasów PRL z obecną tragiczną sytuacją u naszych wschodnich sąsiadów, która złowrogim echem odbija się na całym świecie. Ale z pewnością nie zaszkodzi dodać, że pierwsze bociany już u nas są! Co prawda Przemek tym razem tego nie potwierdził, bo gdy pisałem ten tekst, przebywał na Kubie, będącej celem jego kolejnej ważnej wyprawy badawczej po całym globie, ale doniesiono mi, że w gminie Stubno, uznawanej za bocianią stolicę Polski, widziano bociana, który znów jako pierwszy zameldował się na Podkarpaciu.
A kiedy ten pracowity ptak już do nas wróci, to od razu bierze się do roboty i naprawia gniazdo lub na starym buduje całkiem nowe. Stąd też taki ptasi dom może ważyć nawet kilka ton. Mówił mi o tym przed laty Kunysz, który opowiadał też, że boćki przeważnie trafiają do tego samego gniazda, ale zdarza się, że zasiedlają inne, co odbywa się na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. I potem nie wpuszczają już prawowitych lokatorów. Bo bociany, choć to wspaniałe ptaszyska, też mają swoje przywary. Choćby takie, że wbrew powszechnej opinii wcale nie są monogamiczne. Po powrocie do gniazda dany osobnik nie czeka cierpliwie na powrót swego partnera i jeśli ten się spóźnia, to szybko sprowadza sobie innego lub inną.
Poza tym z zasady bociany są parą tylko wtedy, gdy wspólnie wychowują potomstwo. Gdy zaś młode dorosną – to adieu! I zwykle na drugi rok przylatują już z innym partnerem. Niektórzy mogą im zazdrościć, ale ile one się za tym nalatają!
Na koniec trzeba dodać, że żaden ornitolog nigdy nie udowodnił, aby bociany przynosiły dzieci. Taką teorię może lansować jedynie minister Czarnek. Znane są natomiast przypadki zupełnie odwrotne, kiedy to te miłe ptaki porywały i pożerały niemowlęta hominidów, tj. małp z rzędu ssaków naczelnych. Ale o tym zapominamy, bo bociany kochamy. Wszak wiosna przylatuje wraz z nimi.
Jan Miszczak



12 Responses to "Wiosna przylatuje z bocianami"