
Nieważne w jakim stylu i czy, po 90 minutach, dogrywce, czy serii rzutów karnych. Najważniejsze, aby wygrać! Tylko bowiem zwycięzca dzisiejszego meczu Polska – Szwecja na Stadionie Śląskim w Chorzowie, który obejrzy komplet ponad 50 tys. widzów, a wśród nich wielu kibiców z Podkarpacia, zapewni sobie awans na mistrzostwa świata w Katarze (21 listopada – 18 grudnia 2022 r.).
Przed potyczką z reprezentacją „Trzech Koron” w polskiej ekipie nie brakuje problemów. Wiadomo, że czwartkowy towarzyski mecz ze Szkocją kontuzjami okupili Bartosz Salamon i Arkadiusz Milik. Obu zabraknie w kadrze meczowej na spotkanie ze Szwecją. Do końca za to będzie trwać walka o postawienie na nogi Krzysztofa Piątka, który także nabawił się urazu w ostatnim meczu reprezentacji. – Krzysiek od soboty ma założony najnowszej generacji opatrunek próżniowy, który trzykrotnie przyspiesza gojenie rany, można w nim ćwiczyć. To raczej mało znana metoda, rozwiązanie w sporcie niestosowane. Zobaczymy, jak będzie dalej. Opatrunek zdejmujemy w poniedziałek, wtedy się okaże – mówił przedwczoraj lekarz polskiej kadry, Jacek Jaroszewski, cytowany przez Przegląd Sportowy. Sen z powiek Czesławowi Michniewiczowi spędzał także uraz Roberta Lewandowskiego. Kapitana polskiej reprezentacji zabrakło w czwartkowym meczu ze Szkocją. Dzień później nie wziął on udziału w treningu, a w sobotę miał indywidualny tok zajęć. – U niego wciąż jest problem z więzadłem pobocznym kolana. To uraz, którego nabawił się jeszcze w Bayernie przed przyjazdem na zgrupowanie
– informował w sobotę Jakub Kwiatkowski, rzecznik polskiej reprezentacji. Jeszcze w ten sam dzień „Lewy” przeszedł kolejne badania. – Ich wyniki są pozytywne. Ale trzeba mu tę nogę jeszcze wzmocnić. Zwłaszcza mięsień czworogłowy uda, by obciążenie tego więzadła było mniejsze. Ale to daje nadzieję – graniczącą z pewnością – że będzie gotowy do gry – dodał Kwiatkowski. Jego słowa wydaje się, że potwierdzają niedzielne wydarzenia. Lewandowski pojawił się bowiem na murawie chorzowskiego stadionu i trenował wraz całą polską kadrą. Podobnie było podczas wczorajszych zajęć. – Z Robertem Lewandowskim wszystko jest w porządku. Także Krzysztof Piątek wyjdzie na dzisiejszy trening. Ma założony opatrunek, który zabezpiecza ranę przed infekcją. Możemy zgłosić go do 23-osobowej kadry – mówił przed wczorajszymi popołudniowymi zajęciami Czesław Michniewicz, który dodał: – Poświęciłem dużo czasu na analizę naszego rywala, mamy wiele materiałów na temat reprezentacji Szwecji, konkretnych zawodników i problemów tej kadry. Szwedzi grają bardzo uporządkowaną piłkę, umieją się ustawiać i potrafią zaskoczyć rywali dalekimi podaniami. Są bardzo pragmatyczni, lubią swoją grę i potrafią kontrolować tempo rywalizacji. My zagramy trzema obrońcami, nawet mimo pewnych problemów. Nie odchodzimy od tego systemu. Faworyta tego meczu nie ma. Oni mają Ibrahimovicia na ławce, my mamy Lewandowskiego w składzie. Gramy u siebie, co daje nam pewną przewagę – zakończył selekcjoner Biało-Czerwonych.
Powrót Ibrahimovicia
Podczas gdy Polska grała towarzysko ze Szkocją (jej półfinałowy baraż z Rosją został zweryfikowany jako walkower 3-0 na korzyść Biało-Czerwonych
– przyp. red.), Szwecja walczyła przed własną publicznością z Czechami o awans do finału baraży. Podopieczni Janne Anderssona rozstrzygnęli to spotkanie w dogrywce, a zwycięską bramkę strzelił dla nich w 110. minucie Robin Quaison. W pojedynku tym zabrakło w ekipie Szwecji jej gwiazdora, Zlatana Ibrahimovicia, który musiał pauzować za kartki. Dziś będzie on do dyspozycji Anderssona. – Jest spora szansa, że wejdzie na boisko. Ma w sobie siłę na nieco minut, ale na ile, to trudno powiedzieć. Na pewno jednak nie wyjdzie w pierwszej jedenastce. Zlatan jest bardzo groźny, zwłaszcza, gdy musimy gonić za wynikiem, ale bardzo dobrze odnajduje się także w defensywie, gdybyśmy kończyli mecz pod presją – wyjaśnia szkoleniowiec Szwedów. Wprawdzie 40-letni napastnik nie jest piłkarzem, od którego zaczyna się budować reprezentację, ale wciąż jest on jej niezwykle ważnym ogniwem. – Chcę grać tak długo, jak zdołam. Dopóki nie uznam, że jest na świecie ktoś lepszy ode mnie, będę grał. Na razie nikogo takiego nie ma. Czas pokaże – niczego nie planuję. Nie chcę pewnego dnia pomyśleć, że żałuję, iż za szybko zakończyłem karierę. Gdybym miał poczucie, że jednak mogłem grać dłużej, nie wybaczyłbym sobie tej decyzji do końca życia. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzień zakończenia kariery nadejdzie. I wiem, że nic innego nie dostarczy mi takiej adrenaliny, jaką zapewnia mi futbol. To problem każdego piłkarza – przyznaje piłkarz AC Milan. W porównaniu do ostatniego meczu z Czechami, w wyjściowym składzie Szwecji nastąpią prawdopodobnie dwie zmiany: kontuzjowanego Martina Olssona zastąpi prawdopodobnie Ludwig Augustinsson, zaś w miejsce Marcusa Danielsona ma zagrać Emil Krafth. – To dla nas duża strata i poważne osłabienie. Trudno, takie sytuacje zdarzają się jednak w futbolu właściwie zawsze – przyznaje selekcjoner Szwecji, który nieco z ironią wypowiedział się również o szansach swojego zespołu na awans na mundial w Katarze. – Polska jest faworytem, ma 90 procent szans na awans – przyznał Andersson. Szwedzi jeszcze przed przylotem do Krakowa, zasięgnęli zdania ekspertów w kwestii bezpieczeństwa rozgrywania meczu w Chorzowie. Wszystko to w związku z wojną w Ukrainie. – Przejrzeliśmy to w grupie i uzyskaliśmy dobry obraz tego wszystkiego na spotkaniu z departamentem bezpieczeństwa związku. Czujemy się z tym bardzo bezpiecznie – przyznaje Filip Helander, szwedzki obrońca Rangers F.C.
Po raz 4. o awans
na Śląskim
Dzisiejszy baraż będzie 61. meczem polskich piłkarzy na Stadionie Śląskim. Biało-Czerwoni już trzy razy w Chorzowie wywalczyli awans na mundial i raz na Euro. Historia meczów z ekipą „Trzech Koron” na chorzowskim obiekcie nie przemawia jednak za polską kadrą. Obie reprezentacje zagrały ze sobą w „Kotle Czarownic” trzykrotnie i za każdym górą byli Skandynawowie: 0-2 w 1989 r., 0-1 w 1999 r. i 0-2 w 2003 r. Łącznie z 27 meczów ze Szwecją, Biało-Czerwoni wygrali 8, 4 razy padł remis, a aż 15-krotnie triumfowali rywale, którzy mają również korzystny dla siebie bilans bramkowy (59-38). Ku pokrzepieniu polskich serc należy dodać, że w eliminacjach do katarskiego mundialu, Szwedzi w meczach wyjazdowych spisywali się słabo, wygrywając zaledwie jedno z 5 meczów
(3-0 z Kosowem, 1-2 z Grecją, 0-2 z Gruzją i 0-1 z Hiszpanią). Dla Polski dzisiejszy pojedynek będzie również znakomitą okazją do rewanżu za ubiegłoroczną porażkę 2-3 na Euro. Wówczas Biało-Czerwoni, mimo iż przegrywali już 0-2, po dwóch bramkach Roberta Lewandowskiego doprowadzili do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do Szwedów, a konkretnie do Victora Claessona, który zdobył dla nich zwycięską bramkę. – Staram się nie rozmyślać o poprzednim meczu ze Szwedami. Los dał nam szansę rewanżu, ale każde spotkanie pisze swoją historię. Jestem przekonany, że to my wyjdziemy obronną ręką z tego starcia. Nie tylko ja, ale także reprezentacja Polski właściwie nigdy takiego meczu nie grała. Dla takich spotkań gra się w piłkę. Takie wydarzenia wywołują wyłącznie pozytywne emocje
– przyznał wczoraj Kamil Glik.
POLSKA – SZWECJA
wtorek, godz. 20.45
(transmisja TVP1)
Marcin Jeżowski


