Bezlitośni dla litościwego

Policyjna ekipa śledcza penetrowała konkretnie wyznaczony teren, posługując się nieoznakowanym radiowozem, z czego wynika, że najwidoczniej miała do wykonania jakieś specjalne zadanie. Oczywiście nie wiemy jakie, bo takich danych policja nie ujawnia, natomiast znamy efekt tych działań, które w sumie zakończyły się sukcesem. Tyle tylko, że absolutnie nieoczekiwanym.
W pewnym momencie funkcjonariusze postanowili zatrzymać się na poboczu drogi, zjeżdżając na sam skraj i niemal dotykając przydrożnego rowu, by zapewne czynić jakieś kolejne obserwacje. Chociaż byli w mundurach, to zdjęli czapki, by na pierwszy rzut oka nie zostali rozpoznani. Szyby w samochodzie były bowiem lekko przyciemnione, więc mogli swobodnie obserwować teren i mieć niemal pewność, że nikomu do głowy nie przyjdzie, iż w środku siedzą funkcjonariusze.
Opisujemy tę sytuację, opierając się w zasadzie na domysłach, ale całość zdarzenia zdaje się te nasze domniemania całkowicie potwierdzać. Poza tym nie ma to większego znaczenia, gdyż relacjonowany tu epizod najbardziej chyba zaskoczył samych policjantów oraz niejakiego Michała A., głównego bohatera niniejszej opowieści.
Bo oto nagle obok policyjnego pojazdu zatrzymał się jakiś prywatny samochód. Siedzący za kierownicą mężczyzna otworzył okno i uprzejmie zapytał policjantów, oczywiście nie wiedząc z kim ma do czynienia, czy przypadkiem coś im się nie stało i czegoś nie potrzebują.
– Może zepsuł się wam samochód – dopytywał – bo ja znam się na tym trochę i chętnie pomogę.
Policjanci już chcieli odpowiedzieć, że wszystko jest w porządku, podziękować za troskliwość i doradzić, by uczynny oraz litościwy kierowca pojechał dalej w swoją stronę, ale zauważyli, iż zachowuje się on dość dziwnie, lekko bełkocze, oczy mu się szklą i w ogóle sprawia wrażenie niezbyt trzeźwego bądź naćpanego.
Założyli zatem służbowe czapki, wyszli z nieoznakowanego radiowozu, podeszli do życzliwego, a teraz osłupiałego mężczyzny i poprosili o dokumenty, których nie miał. Ale grzecznie przedstawił się jako Michał A., od którego jechało wódą na kilometr. Użyli więc alkomatu, który wykazał blisko dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu, choć facet sprawiał wrażenie, jakby wydmuchał dwa promile powietrza w wydychanym alkoholu. Poza tym w ogóle nie miał prawa jazdy, które stracił za… jazdę po pijaku. W tej sytuacji policjanci musieli być bezlitośni wobec litościwego kierowcy, któremu grozi teraz kryminał, wysoka grzywna oraz nawet dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
Miał rację aforysta Aleksander Kumor, gdy napisał, że NIE KAŻDY MICHAŁ JEST ANIOŁEM.

Jan Miszczak

2 Responses to "Bezlitośni dla litościwego"

Leave a Reply

Your email address will not be published.