
i skazał go na 3 lata więzienia. Matka zmarłego chłopca, pani Elżbieta,
występowała w procesie jako oskarżycielka posiłkowa. Chciała dla niego
najwyższego wymiaru kary przewidzianej przez kodeks karny. Fot. Monika Kamińska
Sąd Okręgowy w Przemyślu utrzymał wczoraj w mocy wyrok trzech lat więzienia, jaki zapadł w pierwszej instancji dla Mariusza S. Należące do niego psy rasy american pitbull terier we wrześniu 2020 r. zagryzły 12-letniego Kamila, kolegę syna jego konkubiny.
Przypomnijmy; sąd pierwszej instancji uznał Mariusza S. za winnego w zakresie narażenia swego pasierba oraz Kamila na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia, jak i nieumyślnego spowodowania śmierci Kamila i wymierzył mu karę 3 lat pozbawienia wolności. Zdecydował także o nawiązce dla matki śp. Kamila oraz Szymona, syna konkubiny S., który broniąc kolegi przed agresywnymi psami, doznał powierzchownych obrażeń. Od tego wyroku apelację złożył zarówno obrońca oskarżonego, radca prawny Grzegorz Górski, jak i pełnomocnik matki Kamilka, mec. Andrzej Szufel.
Nie miał pozwolenia
Proces Mariusza S. rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Przemyślu równo rok po tragedii, która rozegrała się w jego mieszkaniu na przemyskim Zasaniu. W mieszkaniu poza S. i jego konkubiną oraz ich wspólną córeczką mieszkał także syn partnerki mężczyzny, 11- letni Szymon. Rodzina miała dwa psy rasy american pitbull terier: 5-letnią wówczas Kataleję i 13-miesięcznego Jockera. Na posiadanie żadnego z tych psów Mariusz S. nie miał wymaganego prawem pozwolenia. Feralnego dnia partnerka Mariusza S. była w szpitalu z ich wspólną córeczką, zaś Mariusz S. zajmował się dorywczą pracą. Mały Szymek wyszedł wcześniej ze szkoły i wracał do domu, w którym nie było nikogo, poza dwoma psami. Po drodze chłopiec spotkał kolegę, 12-letniego Kamila, którego zaprosił do siebie. Gdy chłopcy weszli do kuchni mieszkania S., doszło do ataku na Kamila ze strony jednego lub obu psów. Niejasność w tym zakresie wynika z rozbieżności w zeznaniach. 11-letni Szymon utrzymywał bowiem, że Kamila zaatakował i gryzł oraz szarpał tylko samiec pitbulla, Jocker. Z kolei sąsiadka S., którą do jego mieszkania zwabiły krzyki Szymona wołającego o pomoc, zeznała tak w śledztwie, jak i przed sądem, że widziała oba psy szarpiące i gryzące Kamila i znajdujące się po obu stronach ciała chłopca. Dziecko doznało rozległych obrażeń i mimo wysiłków lekarzy zmarło 3 dni później.
Nie przyznawał się do winy
Mariusz S. trafił do tymczasowego aresztu, ale wkrótce opuścił go ze względu na stan zdrowia. Ani w śledztwie, ani przed sądem nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. A prokurator zarzucił mu narażenie 11-letniego Szymona oraz 12-letniego Kamila na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci tego drugiego. Grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. S. cały czas utrzymywał, że nie miał świadomości, iż jego psy mogłyby komuś zrobić krzywdę, a do tragedii doszło wskutek nieszczęśliwego splotu wydarzeń. Podkreślał, że bardzo żałuje tego, co się stało, dodając, że bardzo chciałby przeprosić matkę Kamila, ale ta nie chce o tym słyszeć.
Matka zmarłego chłopca, pani Elżbieta występowała w procesie jako oskarżycielka posiłkowa. Każda rozprawa była dla niej kolejnym dramatem, podczas którego niejako ponownie przeżywała tragedię, jaka spotkała jej rodzinę i utratę jedynego synka. Szlochała, zeznając, ale także słuchając zeznań świadków. Mama śp. Kamila leczy się po jego śmierci psychiatrycznie. Kobieta ma depresję, cierpi na bezsenność i stany lękowe.
Obciążająca opinia
W toku procesu szczególnie obciążające dla Mariusza S. była opinia biegłej behawiorystki, ewaluatorki psów agresywnych i zoopsycholożki, Elizy Dołżańskiej-Pietrzak. Specjalistka poddała testom psy Mariusza S. zaraz po tragedii i wydała opinię, którą przed sądem podtrzymała i uzupełniła. Biegła podkreśliła, że pies Jocker przejawiał wyjątkową agresję i pewność siebie typowymi dla tak młodego psa. Specjalistka zauważyła też, że psy typu bull, a do takich należały psy Mariusza S., muszą być prowadzone ze szczególną dbałością o niwelowanie u nich poziomu agresji, bo mają bardzo krótki czas reakcji na bodźce stymulujące agresję i ogromną siłę, także w uścisku swoich szczęk. Mowa była także o tym, że psy bywały agresywne w stosunku do partnerki Mariusza S., co w jednym z przypadków zakończyło się dla niej interwencją chirurgiczną. Do tego w dniu tragedii suka Mariusza S. miała ruję, o czym oskarżony wiedział, a mimo to nie izolował samicy od samca, a w dodatku pozwolił na to, by 11-letni wówczas Szymon miał klucze od mieszkania, w którym były dwa bardzo groźne psy. Na te fakty powoływał się zarówno oskarżyciel publiczny, żądając dla oskarżonego dwóch lat pozbawienia wolności, jak i pełnomocnik matki Kamila, mec. Andrzej Szufel. Matka Kamila podkreślała, że chce dla Mariusza S. najwyższego wymiaru kary przewidzianej przez Kodeks karny.
Obrońca oskarżonego wnosił o powołanie innej biegłej, ale sędzia Tomasz Kuźma prowadzący proces nie przychylił się do tego wniosku. Oskarżony nie pofatygował się na ogłoszenie wyroku I instancji. Sąd uznał Mariusza S. za winnego w zakresie zarówno narażenia Szymona i Kamila na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia, jak i nieumyślnego spowodowania śmierci Kamila i wymierzył mu karę 3 lat pozbawienia wolności. Sędzia Tomasz Kuźma uzasadniając decyzję sądu podkreślił, że nie zgadza się z obroną, jakoby za tragedię odpowiedzialny był splot wydarzeń. Poza karą pozbawienia wolności dla Mariusza S. sąd zdecydował też o nawiązce z jego strony dla Szymona w wysokości 3 tys. zł za obrażenia, jakich doznał chłopiec, oraz nawiązce na rzecz matki Kamila w wysokości 50 tys. zł.
Obustronne odwołanie
Od tego wyroku do Sądu Okręgowego w Przemyślu odwołała się zarówno obrona, jak i matka Kamila mająca w procesie status oskarżycielki posiłkowej. Rozprawa odbyła się wczoraj (5 kwietnia), a przewodniczył sędzia Mariusz Fołta, który na początku szczegółowo przeanalizował akta sprawy z I instancji. Obrońca Mariusza S., radca Grzegorz Górski, w apelacji wnosił o powołanie innych biegłych, ale sąd ten wniosek odrzucił. Ogólnie wnosił też o uniewinnienie swego klienta, bo – jak podkreślał – w toku postępowania pojawiły się wątpliwości co do jego winy, a te – zgodnie z zasadą – powinny przemawiać na korzyść oskarżonego. Gdyby jednak sąd nie wziął tego pod uwagę, obrona wnosiła o skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez niższą instancję, bo – jak twierdziła – w poprzednim postępowaniu były błędy natury formalnej. Z tymi argumentami nie zgadzali się ani oskarżyciel publiczny, prok. Adam Zuber, ani pełnomocnik matki śp. Kamila, mec. Andrzej Szufel, wykazując, że obrona nie ma racji powołując się na nie.
Ostatecznie Sąd Okręgowy w Przemyślu nie przychylił się do apelacji żadnej ze stron i utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. W uzasadnieniu sędzia Mariusz Fołta zauważył, że argumenty obrony były absurdalne i nie znajdowały żadnego odbicia w rzeczywistości. Sędzia jednocześnie podkreślił, że rozumie oskarżycielkę posiłkową i to, że w jej odczuciu nie ma wystarczającej kary dla oskarżonego, dodał jednak że wyrok wydany przez pierwszą instancję jest karą sprawiedliwą, ponieważ występowały okoliczności łagodzące.
Monika Kamińska


