Światowa gigantka tenisa

Lubi matematykę, nie przepada za językiem hiszpańskim, kocha Pink Floyd, a przed meczami słucha AC/DC.
Mimo że w tenisa zawodowo gra zaledwie kilka lat,
na korcie dorobiła się już fortuny. Fot. Fb

Ma niespełna 21 lat, a już jest najlepsza na świecie. Iga Świątek po zwycięstwie w ostatnim turnieju w Miami jako pierwsza Polka w historii awansowała na szczyt rankingu WTA, czyli najważniejszego zestawienia kobiecego tenisa. – Wiecie, że raczej nie skupiam się na liczbach i na miejscu w rankingu, ale ten moment bardzo dużo dla mnie znaczy – tak fakt bycia nr. 1. skomentowała pochodzą z Raszyna (woj. mazowieckie) sportsmenka.

To w naszym tenisie nowa Agnieszka Radwańska. Jest wyjątkowa, ma ogromny talent. Nie kalkuluje, wychodzi na kort i chce wygrać każdy punkt – tak o nowej nadziei polskiego tenisa, Idze Świątek mówił jeszcze nie tak dawno zwycięzca Australian Open w grze podwójnej, Wojciech Fibak. I jak się okazuje, miał rację!

Lubi matematykę i AC/DC

Mierząca 176 cm tenisistka urodziła się 31 maja 2001 r. Pochodzi ze sportowej rodziny: jej ojciec był wioślarzem i na swoim koncie ma m.in. start w igrzyskach olimpijskich w Seulu. Starsza siostra, Agata, podobnie jak Iga grała przez kilkanaście lat w tenisa. – Kiedy byłam młodsza, nie miałam obsesji na punkcie tenisa. Nie oglądałam żadnych meczów i po prostu grałam. Kiedy jednak przyjechałam na pierwszy juniorski turniej wielkoszlemowy, to się całkowicie zmieniło. Zdałam sobie sprawę, że to fajny sposób na życie – wspomina Iga, która sukcesy na korcie tenisowym udanie łączy z nauką. – Lubię matematykę, ale za to niespecjalnie przepadam za językiem hiszpańskim. W wolnym czasie przeważnie się uczę, ale także czytam książki i słucham muzyki. Mam wielką obsesję na punkcie muzyki i najbardziej uwielbiam rock. Kocham Pink Floyd. Gdy mam ochotę na pop, to lubię zespół ABBA. Lubię także Coldplay, Florence and the Machine i Carlosa Santanę. Gdy potrzebuję czegoś agresywniejszego, to AC/DC wprowadza mnie w odpowiedni nastrój. Przed meczami słucham „Thunderstruck” – zdradza młoda tenisistka.

Droga na szczyt

Po raz pierwszy o Idze Świątek zrobiło się głośno w 2015 r., gdy wraz z Mają Chwalińską wywalczyła tytuł mistrzyni Europy młodzików w grze podwójnej. Rok później warszawianka powtórzyła to osiągnięcie, tyle że w kategorii kadetów. Na poważnie Świątek zaistniała na światowych kortach w 2017 r., awansując wraz z Chwalińską do finału gry podwójnej juniorskiego Australian Open. W nim Polki musiały uznać wyższość pary Bianca Andreesc i Carson Branstine. Rok później w czerwcu triumfowała ona w juniorskim finale wielkoszlemowego French Open w grze podwójnej razem z Caty McNally, pokonując w finale Yuki Naito i Naho Sato. W 2018 r., 17-letnia wówczas Polka wygrała juniorski Wimbledoni pokonując w finale Szwajcarkę Leonie Kueng. – Potrzebowałam czasu, by przyzwyczaić się do takiego zwycięstwa. Temu startowi towarzyszyło wiele emocji. Na co dzień jest pełne skupienie i ciężko się było na początku przyzwyczaić do takiego zwycięstwa. Potrzebowałam czasu, żeby to „ogarnąć” – mówiła Świątek, która po sukcesie na londyńskich kortach, postanowiła zakończyć juniorską karierę. – Zależy nam, by zakończyć etap juniorski i budować ranking – wyjaśniał kulisy decyzji Piotr Sierzputowski, ówczesny trener polskiej zawodniczki, która w ten sposób zapoczątkowała swoją przygodę z wielkim światowym tenisem.

Szybkie tempo

Seniorska kariera Świątek także bardzo szybko nabierała rozpędu. Po zwycięstwie we French Open 2020, gdzie w meczu finałowym pokonała Sofię Kenin 6:4, 6:1, została pierwszym polskim zwycięzcą turnieju wielkoszlemowego w grze pojedynczej. – Gdyby ktoś powiedział dwa tygodnie temu, że wygram ten turniej stwierdziłabym, że to nielogiczne. Przed turniejem zobaczyłam, że mam fatalne losowanie i w pierwszej rundzie gram z rozstawioną przeciwniczką. Nigdy nie pomyślałabym, że tak się to skończy. Na razie nie wiem co się dzieje, to wszystko mnie przerasta. Lepiej zapytać mnie jutro, jak się czuję. To co dzieje się teraz w mojej głowie, to jest na razie jakieś szaleństwo – mówiła wówczas Światek w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Jednak prawdziwe szaleństwo dopiero miało się zacząć. Niczym na fali „małyszomani”, po sukcesach Świątek wiele młodych osób zdecydowało się wciąć rakietę tenisową w swoje ręce i spróbować swoich sił na korcie. Tak jak kilkanaście lat temu Iga, która dziś stała się prawdziwą wizytówką Polski w sportowym i nie tylko świecie.

Dlaczego nie?

Ten rok również zaczął się udanie dla polskiej tenisistki, która dotarła do półfinału Australian Open. Później przyszedł triumf w Dubaju, który pozwolił Świątek na powrót na 4. miejsce rankingu WTA. Kolejny występ, tym razem w Indian Wells dał jej awans na 2. miejsce. I właśnie z takim numerem przystępowała ona do rywalizacji w Miami. Jeszcze przed jej startem stało się jasne, że jedna wygrana zapewni Polce pozycję liderki światowego rankingu. Było to możliwe po decyzji o zakończeniu kariery przez dotychczasową liderkę światowej listy najlepszych tenisistek, Australijki Ashleigh Barty. – Na początku mój awans na 1. miejsce rankingu nie był w100 procentach satysfakcjonujący, bo wiedziałam, że Ash gra najlepszy tenis ze wszystkich. Kiedy stawałam naprzeciwko niej, czułam, że muszę sporo rzeczy poprawić. Dla mnie to ona powinna być obecnie numerem 1. na świecie. Mnie dawało to motywację i przekonanie, że może za parę lat to będę ja – relacjonowała Świątek w wywiadzie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej WTA. – Sposób, w jaki to się stało, nie pomógł mi uwierzyć, że na to zasługuję. Poza tym jestem młoda, a jest wiele zawodniczek, które grają w tourze od ponad 10 lat i na 1. miejscu nigdy nie były. Znalazłam się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Byłam wiceliderką przez jakieś trzy dni, kiedy Ash opublikowała wpis o końcu kariery. Jeśli mam być szczera, pomyślałam wtedy, że to raczej zbieg okoliczności. Ale po Miami stwierdziłam, że gram naprawdę dobrze, więc dlaczego nie? – dodała z rozbrajającą szczerością Polka.

Fortuna podniesiona z kortów

Za sukcesami sportowymi Świątek idą też pokaźne gratyfikacje finansowe. Tylko w tym roku zarobiła ona na korcie już 15 mln zł. W całej karierze kwota ta jest ponad dwukrotnie większa i wynosi około 35 mln zł. A to z pewnością nie koniec. Świątek bowiem jeszcze w tym roku czekają starty w wielkoszlemowych turniejach, a także w turniejach rangi 1000, jak chociażby w Madrycie (29 kwietnia – 7 maja) oraz Rzymie (9 – 15 maja). I to właśnie one w dużej mierze zadecydują o tym, jak długo Polka będzie przewodzić liście najlepszych tenisistek świata.

Marcin Jeżowski