Ruskim o barszcz ukraiński poszło…

fot-kaminska (1).jpgW zasadzie powszechnie wiadomo, że Rosja propagandą – jak to się mówi – stoi. Rosyjskiemu społeczeństwu media reżimu Putina wmawiają, że nijakiej wojny na Ukrainie Federacja Rosyjska nie wywołała. Wmawia mu, że na Ukrainę pojechali mili i sympatyczni rosyjscy żołnierze, którzy mają bronić biednych rosyjskojęzycznych Ukraińców i jeszcze biedniejszych przedstawicieli mniejszości rosyjskiej na Ukrainie przed tamtejszymi nacjonalistami. Część Rosjan z pewnością w to wierzy, bo propagandą Putina jest wszak karmiona od dawna i też chętnie tę „karmę” przyjmuje. Wydawałoby się jednak, że propagandziści Putina mają jakąś granicę w obrażaniu inteligencji własnego narodu. Chodzi po prostu o takie kłamstwa, które jakoś można , choćby bardzo kulawo, ale jednak próbować logicznie uzasadnić stosując szczyty ekwilibrystyki i sofistyki, ale jednak …Okazało się ostatnio, że putinowska propaganda takich granic nie zna i nie ma. Otóż kilka dni temu w reżimowej rosyjskiej telewizji wystąpiła rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa i „wyjaśniała” Rosjanom na czym – między innymi – polega nacjonalizm Ukraińców. Kto się spodziewał jakichś makabrycznych opisów, srogo się zawiódł. A to dlatego, że rzeczniczka dyplomacji rosyjskiej mówiła o …barszczu. Tak, o tym barszczu ukraińskim, który tak lubią np. Polacy, nie tylko ci ze wschodniej Polski. O tej potrawie prostej, a jakże smacznej przy tym mowa była. Pani rosyjska rzecznik przypomniała, że naziści palili książki i przekonywała, że Ukraińcy czynią to samo. Ci – wg opowieści pani rzecznik – nie palą jednak dzieł literackich, a …książki kucharskie, ponieważ w zapiekłym nacjonalizmie swym, nie chcieli podzielić się przepisem na słynny ukraiński barszcz! – Chcieli, by barszcz należał do tylko do nich, do jednego narodu. To jest tam powszechne. Nie pozwalali, by w jakimkolwiek regionie, jakimkolwiek mieście gospodynie przyrządzały go po swojemu. Nie byli zdolni do kompromisu. I właśnie o tym mówimy: ksenofobii, nazizmie, wszelkiego rodzaju ekstremizmach mówiła rzecznik rosyjskiego MSZ w rosyjskiej telewizji, całkiem na poważnie. I tym rzekomym strzeżeniem przez Ukraińców przepisu na barszcz uzasadniała atak Rosji na Ukrainę! Zatem już wiemy, o co poszło! O barszcz poszło. Dodajmy, że 46 – letnia Zacharowa rzeczniczką rosyjskiej dyplomacji jest od 2015 roku i już zdarzało się jej „zabłysnąć” wypowiedziami antypolskimi i antysemickimi, ale udowadnianie ukraińskiego nazizmu za pomocą barszczu przebija wszystko w kategorii zarówno robienia z Rosjan idiotów, jak i w kategorii bezczelności. Niektórzy komentujący wypowiedź pani rzecznik – nomen omen – przytomnie zauważyli, że mowę miała ona nieco bełkotliwą, a tzw. koordynację ogólną ruchów – kiepską. To może zdaniem tych komentujących wskazywać na to, że pani rzecznik była w stanie tzw. wskazującym, czy też prościej mówiąc – pijana była po prostu. Czy tak było, nie wiadomo, ale wykluczyć nie można. Wódka to wszak dla Rosjan napój narodowy, a że przepisu na barszcz ukraiński nie mają, to muszą pić na pusty żołądek, co – jak powszechnie wiadomo – sprzyja szybkiemu upiciu się. A w dodatku Rosjanie nie mają powodów do świętowania i opijają raczej porażkę w walce z bohaterskimi Ukraińcami broniącymi swej ojczyzny, to piją oni „na smutno” i takie są tego picia efekty, jak wystąpienie pani rzecznik MSZ. A tymczasem na Ukrainie siepacze Putina zabijają dzieci, kobiety i starców, gwałcą, rabują i równają miasta i wsie z ziemią . A pani rzecznik MSZ mówi, że to operacja specjalna dotycząca barszczu.

Redaktor Monika Kamińska