4,4 proc. podwyżki dla nauczycieli. „To żart?”

– Praca w supermarkecie jest ciężka, ale lepiej wynagradzana, niż nasza.
W różnych zakładach pracy słychać
o podwyżkach. Rząd i parlamentarzyści przyznają sobie premie. A nauczyciele, jak zwykle są niedoceniani – komentuje Stanisław Kłak, prezes ZNP na Podkarpaciu. Fot. archiwum

 

„Podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela” – tak Ministerstwo Edukacji i Nauki tłumaczy podwyżki dla nauczycieli, uchwalone jeszcze
w marcu. W zależności od stopnia awansu, mają wynieść od 130 do 178 zł i obowiązywać od maja 2022 r. MEiN przygotowało już rozporządzenie w tej sprawie. Ale belfrowie mówią: – Straciliśmy na Polskim Ładzie, a teraz dostajemy „prezent” w postaci 4,4 proc., który nie rekompensuje ponad 10-procentowej inflacji.

Takie reakcje były do przewidzenia. – Nauczyciele się śmieją. Pytają, czy minister jest poważny, czy z nich kpi, a może chce doprowadzić do tego, żeby odeszli z zawodu. To żenujące. Spodziewali się o wiele wyższej podwyżki. Tymczasem dostali coś na otarcie łez – komentuje Stanisław Kłak, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego na Podkarpaciu. Jak mówi, problemu by nie było, gdyby – jak chcą związkowcy – płaca nauczyciela była powiązana z przeciętną płacą w gospodarce narodowej.
– Z rozmów z ludźmi wnioskuję, że wielu dobrych specjalistów odejdzie na emeryturę lub świadczenie kompensacyjne. Mają dosyć – nie ukrywa prezes podkarpackiego ZNP. Napływ ukraińskich uchodźców spowodował, że dostali nowe obowiązki. -To trudna praca, bo nie wszyscy nowi uczniowie znają język polski, są różnice w podstawie programowej. Dodatkowo pedagodzy angażują się jako wolontariusze w opiece po zajęciach, a także starają się integrować młodzież polską z ukraińską. A potem się mówi, że pracują 18 godzin. Tylko nikt sobie nie zdaje sprawy, że to jedynie godziny dydaktyczne
– zauważa Stanisław Kłak.

To chyba sarkazm

Na wniosek ZNP ministerstwo edukacji zorganizuje procedurę uzgodnienia wysokości nauczycielskich podwyżek. Rozmowy, w których wezmą udział również przedstawiciele innych związków oświatowych, zaplanowano na 12 kwietnia.
Jak słyszymy, oczekiwania to przynajmniej 10-procentowy wzrost płac. – Nauczyciel dyplomowany powinien zyskać minimum ponad 400 zł. To zrównałoby się z inflacją i na dziś byłoby w pewnym stopniu satysfakcjonujące. Natomiast na przyszłość nasza propozycja jest jednoznaczna – 20 proc. – kwituje prezes Kłak.
ZNP to nie jedyny związek, który nie zgadza się na propozycję MEiN. W podobnym tonie wypowiada się oświatowa „Solidarność.” „Jesteśmy głęboko oburzeni wprowadzeniem zmian w ustawie Karta nauczyciela, poprzez inicjatywę poselską oraz unikaniem dialogu ze stroną społeczną. Zlekceważono powołany przy ministerstwie edukacji zespół ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, którego nie zwołano od wielu miesięcy” – czytamy w stanowisku Prezydium Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
Podkreślono, że z powodu inflacji, podwyżka nie jest nawet waloryzacją płac.
„Jako sarkazm odczytujemy pierwsze zdanie w uzasadnieniu projektu ustawy, w którym zaznaczono, że jest ona realizacją priorytetu Ministerstwa Edukacji i Nauki – zwiększeniem prestiżu zawodu nauczyciela. Nauczyciele są jedyną grupą zawodową w sferze finansów publicznych, która nie korzysta ze wzrostu gospodarczego w Polsce” – stwierdzono.

Wioletta Kruk