
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy apeluje, by medycy zatrudnieni na podstawie umowy o pracę i otrzymujący pensje w wysokości minimalnej ustawowej składali wypowiedzenia. – Dlaczego apelujemy o składanie wypowiedzeń? Bo to zagrywka va bank. Każdy ma prawo odejść z pracy, jeżeli warunki mu nie odpowiadają, a te proponowane nie odpowiadają większości z nas. Każdą cytrynę kiedyś uda się wycisnąć do cna. I tak zrobiono z lekarzami. Zamiast podwyżki, zaserwowano nam faktyczną obniżkę płacy. Współczynnik 1,45 (8210 zł brutto) dla lekarzy od lipca nikogo nie satysfakcjonuje. Jest niższy niż współczynnik, jaki faktycznie osiągnęli lekarze ze specjalizacją w 2018 r. dzięki tzw. podwyżce Szumowskiego. Wówczas kwota minimalnej pensji oznaczała 1,58 przeciętnego wynagrodzenia za rok poprzedni – mówi dr Zdzisław Szramik, przewodniczący OZZL na Podkarpaciu.
Doktor dodaje, że nieszczęściem Polski jest to, że głównym celem rządu nie jest zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli, tylko bilansowanie się Narodowego Funduszu Zdrowia, który jest płatnikiem świadczeń. – Minister zdrowia jest ignorantem, zamiast być rzecznikiem medyków, jest naszym przeciwnikiem, ale trudno się temu dziwić, bo jest księgowym, dla którego liczą się tylko słupki i statystyki – kończy. Czy zamiast składania wypowiedzeń nie warto podjąć negocjacji z ministerstwem? – To stracony czas. W pseudodemokratycznej Radzie Dialogu Społecznego, czy tzw. zespołu trójstronnego ds. ochrony zdrowia, na którą powołuje się minister Niedzielski, gra toczy się znaczonymi kartami. Nie idzie wygrać – mówi dr Szramik.
Co planują?
W ocenie OZZL jedyną skuteczną metodą osiągnięcia sprawiedliwych wynagrodzeń przez lekarzy otrzymujących teraz płace minimalne, jest grupowe, zorganizowane zwolnienie się z pracy przez lekarzy i uzależnienie powrotu do niej od otrzymania wynagrodzenia w odpowiedniej wysokości, zapisanego w postaci „mnożnika” przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Zapewni to bowiem coroczną waloryzację pensji bez konieczności uciekania się do strajków lub kolejnych zwolnień. – Takie działania są zawsze skuteczne, a dowodzą tego liczne przykłady z przeszłości, a w ostatnich miesiącach akcje podejmowane w szpitalach krakowskich w Prokocimiu i Kobierzynie, które zakończyły się sukcesem lekarzy – czytamy w apelu. Związek zapewnia, że „udzieli wszelkiej pomocy lekarzom, którzy odpowiedzą na apel”. Wg związku projekt minimalnych wynagrodzeń jest demonstracyjnie antylekarski. Jeżeli dodać do tego propozycję ministra sprawiedliwości, aby radykalnie zwiększyć kary za błędy lekarskie (kwalifikowane jako przestępstwa z art. 155 kk), to można by pomyśleć, że rząd chce uderzyć w lekarzy, zwłaszcza zatrudnionych w publicznej ochronie zdrowia, zniechęcić ich do pracy w szpitalach, a może w ogóle zniechęcić ludzi do kształcenia się w tym zawodzie. Wygląda to na jakiś obłęd albo ideologiczne zacietrzewienie i – de facto – uderza w zwykłych obywateli, których dostęp do lecznictwa będzie jeszcze bardziej utrudniony niż dotychczas – czytamy na stronie OZZL. „Prawda jest bowiem taka, że bez lekarzy nie będzie leczenia, nie będzie szpitali, nie będzie publicznej ochrony zdrowia”.
Anna Moraniec


