
przed tamtejszą ambasadę Federacji Rosyjskiej zużyte pralki, zabawki i ubrania. Fot. Facebook
Przed ambasadę Rosji w Warszawie przy Alejach Ujazdowskich mieszkańcy stolicy przynieśli w środę: stare sprzęty AGD, zniszczone ubrania, zardzewiałe patelnie i brudne naczynia. Złożono je tam w ramach wydarzenia „Daj coś z worka dla orka!”. Podobną akcję dzień wcześniej przed ambasadą Rosji w Londynie zorganizowali mieszkańcy tego miasta, zostawiając tam zużyte pralki, zabawki i ubrania. To są „trofea” dla rosyjskich żołnierzy – mówili organizatorzy londyńskiej akcji.
Rosyjskie szabrownictwo stało się głośne na całym świecie. Jako pierwsi mieszkańcy stolicy Wielkiej Brytanii postanowili w ten sposób zakpić z rosyjskich żołnierzy, którzy, wycofując się z Ukrainy, próbowali zabrać ze sobą do domu ukradzione rzeczy, w tym m.in.: zabawki, wędki, patelnie, a nawet kupony czyli ukraińską walutę, która była używana przed 1995 r.
Podobny happening jak w Londynie odbył się wieczorem przed ambasadą Rosji w Warszawie. – Zbliża się Wielkanoc, czas wiosennych porządków. Przynieśmy stare tostery, prawie niedziurawe spodnie, lekko przypalone garnki – wszystko, co cieszy rosyjskich wojskowych, oficerów, dyplomatów – tak napisali pomysłodawcy akcji „Daj coś z worka dla orka”.
Mieszkańcy Warszawy posłuchali i przynieśli stare sprzęty domowe: lodówki, telewizory, brudne kanapy, sedesy… Rzucili je na wielki stos przed wjazdem do rosyjskiej ambasady. „Nie jest to gest przyjaźni. Jeśli jednak prawdziwą motywacją wojsk, najeżdżających i pustoszących Ukrainę, jest, jak się okazuje, szansa na nachapanie się starego żelazka – może rosyjski personel dyplomatyczny zechce im je przekazać, zmniejszając choć trochę skalę zniszczeń i rabunków rosyjskich” – stwierdzili organizatorzy happeningu.
Jedna z osób, która przyszła przed ambasadę przy Alejach Ujazdowskich powiedziała, że przyniosła piękną pralkę marki Bosch. – Jest mniej więcej w takim stanie jak ta, którą z Ukrainy wywożą rosyjscy żołnierze – dodał jeden ze zgromadzonych.
Natomiast Wojciech Stanisławski, organizator demonstracji przed rosyjską ambasadą w Warszawie, apelował, aby składać te graty jeden na drugim, żeby stworzyć wysokie kopce.
– Chcemy, żeby ambasador Rosji z okien swojego gabinetu widział możliwie dużo połamanych krzeseł, przetartych dywanów, dziurawych ręczników – i mógł przekazać swoim zwierzchnikom, jaką opinią cieszą się w Polsce wojska rosyjskie – wyjaśnił organizator happeningu.
Oprac. and


