Święta z dala od domu i męża


W Ukrainie do święcenia przynosi się wszystkie pokarmy, które mają zagościć na wielkanocnym stole. Fot. pryw. zb. Pani Galiny

Dla Galiny z Samobora to bedą trudne święta. Bo w jej Ojczyźnie jest wojna, bo spędzi je z dala od męża, sąsiadów i krewnych.
Ale spędzi je bezpiecznie ze swoimi nowymi przyjaciółmi w Przemyślu. Będzie inaczej, ale pięknie. – Czekamy na Zmartwychwstanie Pańskie i na koniec wojny – mówi.

Galina wyjechała z Ukrainy 27 lutego. Zabrała ze sobą swoje córeczki, Ewę i Lizę i dosłownie parę rzeczy. Mąż został w ojczyźnie. Kiedy rozmawiają przez telefon, pocieszają się nawzajem, że ten koszmar niedługo się skończy. – I wrócę z córkami na Ukrainę i znów będziemy razem – wzdycha Ukrainka. Na razie jednak jest w Przemyślu, niedaleko od rodzinnego Sambora, ale przecież w innym państwie. Kobieta z córkami zamieszkała w mieszkaniu Anny i Wojciecha Mizgałów. – Takie dobre miejsce – chwali Galina. – W samym centrum i tak blisko do greckokatolickiej katedry – podkreśla. – Kiedy tam wchodzę, to czuję się jak w domu – wzrusza się kobieta. – Czuję się spokojna i bezpieczna – podkreśla. Galina to praktykująca grekokatoliczka, natomiast Ania jest osobą niewierzącą. – Nie przeszkadza nam to w żaden sposób – uśmiecha się Anna Grad-Mizgała. – Tak samo, jak nie przeszkadza nam bariera językowa. Galina sporo rozumie po polsku, ja coś tam po ukraińsku, a czego nie rozumiemy, to sobie „wyjaśniamy” i już rozumiemy – teraz obie kobiety się śmieją. – Przyjaźń i solidarność potrafią pokonać każdą przeszkodę – twierdzą zgodnie.

Można się „dogadać” bez znajomości języka

– Dla mnie to też będzie niezwykły czas – mówi Anna o nachodzącej Wielkanocy. – Od dawna nie praktykuję religijnie, więc nie przygotowuję tradycyjnych potraw świątecznych – wyjaśnia. – Ale w tym roku to się zmieni, bo chcemy, żeby nasze dziewczyny z Ukrainy dowiedziały się, jak się świętuje Wielkanoc w Polsce, także od strony kulinarnej – zapowiada Ania. – Będzie więc barszcz, będą faszerowane jajka i inne przysmaki. A przede wszystkim będzie wiele uśmiechu i ciepła – zapewnia.
Na razie obie, Ania i Galina, są zapracowane. Ania pracuje zawodowo, Galina jest zaangażowana w wolontariat w Domu Ukraińskim. – Pomagamy ludziom, którzy teraz przyjechali z Ukrainy. Znajdujemy im miejsca na nocleg, wyjaśniamy, co mogą zrobić w Polsce, wskazujemy, jak dostać się do innych państw, gdzie się wybierają – opowiada Galina. – Cieszę się, że mogę innym pomagać, bo to potrzebne, a ja tu mam się dobrze, moje dzieci też – dodaje.
Jednak mimo nawału zajęć obie panie zawsze znajdą czas, by pogadać. Czasem na wesoło, a czasem bardzo poważnie. – No jak to w rodzinie – uśmiecha się Anna. – To nic, że nie wiążą nas więzy krwi – zauważa. – Wiążą nas więzy przyjaźni i wspólna sprawa: pokój na Ukrainie, zakończenie tej bestialskiej agresji rosyjskiej – dodaje. Galinie na te słowa błyszczą oczy. – To nic, ja nie będę płakała – zapewnia. – Muszę być silna, jestem silna i będę – mówi stanowczo Ukrainka.

Na Ukrainie Wielkanoc jest nieco inna

Galina pokazuje nam zdjęcia z zeszłorocznej Wielkanocy w Samborze. Zdumiewa wielkość koszyka ze święconką, jest on bowiem znacznie większy od tych, które robimy my, Polacy. – Ja z kolei byłam zaskoczona, gdy Polacy pokazywali mi, jakie robią wielkanocne koszyczki – śmieje się Galina. – Tak sobie myślałam, że głodni muszą być bardzo po takim śniadaniu, bo koszyczki maleńkie, a jedzenia w nich dosłownie po małym kawałeczku. Dopiero mi polscy przyjaciele uświadomili, że u was do święcenia zanosi się symboliczne ilości pokarmów – opowiada Ukrainka. – A u nas? U nas zanosi się wszystko, co zagości na świątecznym stole. Nie kawałeczek kiełbasy, a dwa pętka, nie kromeczkę chleba, a cały – tłumaczy. – Do tego ser, oczywiście jajka, no i oczywiście nasza tradycyjna paska – zdradza zawartość ukraińskiego koszyczka wielkanocnego Galina. – Co to paska? A to taki świąteczny wypiek z ciasta drożdżowego. Pięknie wyrasta i można go jeść z wszystkim, na przykład z pastą serowo – jajeczną – dodaje. Pokarmy święci się na Ukrainie, jak u nas, w Wielką Sobotę, ale także można to uczynić w nocy przed Wielkanocą, bo cerkiew jest w tym czasie otwarta dla wiernych. Wielkanoc rozpoczyna się od porannej Utrieni, nabożeństwa rozpoczynającego się przed wschodem słońca i trwającego około 4 godzin. Wierni grekokatoliccy dopiero po powrocie z tego nabożeństwa mogą zasiąść do świątecznego śniadania i rozpocząć świętowanie Wielkanocy.
A co jadają Ukraińcy w Samborze na wielkanocny obiad? Czy jak u nas na ich stołach króluje barszcz biały z białą kiełbasą i jajkiem. – Ania mnie o to pytała i ja nie wiedziałam co to za biały barszcz – zaśmiewa się Galina. – No to mi wytłumaczyła, że to taka zupa na wywarze z szynki i na zakwasie ze sfermentowanej mąki. Chętnie tego spróbuję w czasie polskich świąt – deklaruje kobieta. – U nas tradycyjnie na obiad w Wielkanocną Niedzielę jest bulion, czy jak to się po polsku mówi, rosół – zdradza.
Na Ukrainie święta wielkanocne trwają dłużej niż u nas, bo aż trzy dni. – Poza niedzielą i poniedziałkiem świąteczny jest u nas także wtorek – wyjaśnia Galina.- Lany poniedziałek wygląda tak jak w Polsce. Ludzie oblewają się wodą, bawią, świętują. Teraz, gdy jest wojna, człowiek nie może w pełni cieszyć się świętami – zamyśla się Galina. – Ale Wielkanoc to przecież święta poświęcone Zmartwychwstaniu Pańskiemu i nadziei. Wszyscy mamy nadzieję, że wojna się skończy i wrócimy na Ukrainę, do swoich domów. Oby tak się stało jak najszybciej – mówi poważnie kobieta. – Ale nigdy nie zapomnimy o wsparciu, jakie okazali nam polscy przyjaciele i mamy nadzieję, że kiedy już będzie pokój, to oni nas odwiedzą w naszych domach na Ukrainie. Może właśnie w kolejną Wielkanoc i będziemy wtedy świętować znów razem, ale już nie w cieniu wojny – wyraża nadzieję Ukrainka.
Tego chyba wszyscy życzymy nie tylko na święta ukraińskim uchodźcom. Spokoju, bezpieczeństwa i pokoju.

Monika Kamińska