W spa u hrabiego Potockiego

Gabinet fizjoterapii i elektroterapii. Fot. Wit Hadło

Gorąca łaźnia sucha i mokra, natryski i wodne masaże. Delikatne pieszczenie niewielkim prądem, potem naświetlanie lampami, a na koniec kieliszek czegoś mocniejszego z hrabiowskiej likierni. Zaproszeni najważniejsi goście hrabiego Alfreda Potockiego, czwartego ordynata dóbr łańcuckich, mieli zapewniony relaks na światowym poziomie w Łaźniach Rzymskich.

Czwarty ordynat dóbr łańcuckich, hrabia Alfred III Potocki, zapragnął podnieść poziom luksusu w swojej rezydencji. W podziemiach zamku w Łańcucie wybudował sobie w latach 20. XX wieku ekskluzywne pomieszczenia nazwane Łaźniami Rzymskimi. Jako architekta wnętrz zatrudnił Tadeusza Dachowskiego, wodę z ujęcia w odległej o ponad 10 kilometrów Handzlówce oraz instalację kranów i natrysków zapewnił Zakład Budowy Wodociągów i Pomp Antoniego Kunza ze Lwowa, a instalację elektryczną skonstruowało Akcyjne Towarzystwo Elektryczne Sokolnicki i Wiśniewski również ze Lwowa. Prawdopodobnie było to jedyne takie miejsce w Polsce, gdzie w prywatnej rezydencji zainstalowano gabinet spa (choć wówczas jeszcze nie używano tej nazwy).
Być może hrabia Potocki, który dużo podróżował i zwiedził całą Europę Zachodnią musiał takie coś zobaczyć w jakiejś tamtejszej rezydencji i zapragnął mieć u siebie, by zapewnić relaks i wypoczynek na najwyższym poziomie swoim ważnym gościom. Dziś nie wiadomo jednak, kto korzystał z dobrodziejstw tego kąpieliska, ponieważ nie prowadzono takiej ewidencji lub się nie zachowała do czasów współczesnych.

Powojenne zniszczenia i próby rekonstrukcji

Po wojnie, gdy zamek stał się muzeum część maszyn z łaźni zabrano do łańcuckiego szpitala, by tam służyły potrzebującym, a w jej pomieszczeniach zainstalowano nową instalację grzewczą, która spowodowała, że dawne spa uległo degradacji. I tak trwało przez następne dziesięciolecia.
Co prawda czasem pojawiał się projekt, by odrestaurować łaźnie, lecz niestety z powodu braku środków finansowych i innych priorytetów pomysły takie prędko upadały. Ostatecznie dopiero w XXI wieku pomieszczenia te znalazły się w planach do rekonstrukcji i w 2019 roku zrealizowano ten projekt. Rekonstrukcję oparto na fotografiach z lat 20. i 30. XX wieku, gdy w zamku przebywał doktor Józef Piotrowski, historyk sztuki konserwator zabytków ze Lwowa. Sfotografował wtedy wszystko, co się znajdowało w całym zamku, nie tylko przedmioty, ale również wnętrza, w tym hrabiowskie łaźnie. I na podstawie tych fotografii ustalono, jak wyglądały wnętrza oraz brakujące eksponaty kąpieliska (część się bowiem zachowała). Zakupiono je na aukcjach i na nowo zamontowano.
Odtworzono również zdobienia ścian, które są manierystyczne oraz nawiązujące do malowideł pompejańskich. Zakupiono też kinkiety, krzesła i fotele z epoki, pasujące do autentycznych zdjęć. Renowację Łaźni Rzymskich ukończono pod koniec 2019 roku, a w lutym 2020 roku udostępniono hrabiowskie spa turystom zwiedzającym Muzeum-Zamek w Łańcucie. Niestety, przyszła pandemia i po ponad miesiącu ekspozycję tę musiano zamknąć dla zwiedzających z powodu możliwości zarażenia się koronawirusem na jej niewielkiej przestrzeni. Obecnie jednak zniesiono obostrzenia i obiekt ten został znów udostępniony zwiedzającym.

Program kuracji u hrabiego

– Wizyta w Łaźniach Rzymskich zaczynała się zabiegami w sali-kąpielisku, gdzie były wanny i bicze wodne – opowiada dr Łukasz Chrobak, historyk dziejów XIX i XX wieku z Muzeum-Zamku w Łańcucie – tutaj był duży natrysk z góry, a mniejsze po bokach na całe ciało z mosiężnych rurek, którymi doprowadzano wodę. Elementy te są identyczne z oryginalnymi, a zakupiono je na rynku antykwarycznym. W tym spa są jednak również oryginalne elementy, jak mosiężne kurki przy wannach na wodę zimną i ciepłą. Po kąpieli goście mogli napić się wody, po czym udawali się do najważniejszych miejsc tego kąpieliska: łaźni rzymskiej na ciepłe, ale wilgotne powietrze lub do łaźni tureckiej na suche i bardzo gorące powietrze. Mogło w nich się zmieścić kilka osób i wspólnie kontynuować zabiegi.
Potem udawano się na odpoczynek lub na kolejne zabiegi do gabinetu fizjoterapii i elektroterapii. Tam pod okiem czuwających nad bezpieczeństwem gości dwóch lekarzy: Jana Fleszara i Jana Jedlińskiego na dwóch łóżkach goście byli naświetlani specjalistycznymi lampami z indywidualnie dobraną siłą naświetlania. W znajdującej się również w tym pomieszczeniu kabinie do elektroterapii poddawano gości specjalnym zabiegom elektrycznym pobudzając ich niewielkimi ładunkami elektrycznymi.

A po zabiegach…

Po tych działaniach goście mogli odpocząć i porozmawiać w kolejnym pomieszczeniu z wygodnymi fotelami i sofą. Następnie zaś wszyscy kierowali się do kolejnego pomieszczenia, zwanego Pijalnią Wód, by tam się czegoś napić. Jednak nie chodziło przy tym wyłącznie o wodę, choć ona oczywiście też tam była, lecz raczej o alkohol. Należy pamiętać, że w tym czasie Łańcut słynął na całą Europę z produkcji najrozmaitszych trunków, jak: rosolisy, likiery oraz wódki czyste i smakowe w wielu oryginalnych smakach, rodzajach i gatunkach. Spoglądał tam z góry na gości wymowny wizerunek Bachusa, czyli symbolu zabawy i picia wina, więc możemy obecnie zakładać, że alkohol ten był więcej niż pewny. W pijalni tej obecnie znajduje się bar oraz trzy wysokie stołki, z czego jeden jest oryginalny oraz karafki i kieliszki. W wielu pomieszczeniach na podstawie zdjęć odtworzono ciekawą ornamentykę nawiązującą do czasów rzymskich z elementami, które sugerują, że mamy do czynienia z formą kąpieliska, jak szczupak czy delfiny. Obok pijalni znajdowała się jeszcze jedną ważną rzecz – wąski korytarzyk, który co prawda nie jest jeszcze obecnie udostępniony zwiedzającym łaźnie turystom. Prowadził do szybu windy (obecnie nieczynnego). Po skończonych zabiegach i późniejszej wizycie w Pijalni Wód uczestnicy specyficznej kuracji, by nie nadwyrężać nóg mogli wyjechać windą z łaźni na parter lub pierwsze piętro i udać się na spoczynek do pokoi gościnnych.

Wit Hadło