
straty. Jak będzie w tym roku? Fot. Martyna Sokołowska
Czy wojna w Ukrainie i niewielka odległość od granicy wpłynie na tegoroczny sezon turystyczny w Bieszczadach? Liczba rezerwacji na długi majowy weekend pokazuje, że zainteresowanie turystów wypoczynkiem w tym zakątku Polski jest w tym roku znacznie mniejsze niż w ubiegłym. Sporo osób odwołuje rezerwacje, a ci, którzy dzwonią, w pierwszej kolejności pytają o bezpieczeństwo.
Bieszczady od kilku lat biją rekordy popularności. W długi majowy weekend w ten zakątek Polski ściągają tysiące ludzi z całej Polski. Dla bieszczadzkiej branży turystycznej majówka to symboliczny początek sezonu turystycznego i pierwsze dni na złapanie finansowego oddechu po zimie, którą hotelarze i restauratorzy przeżyli za oszczędności z poprzedniego sezonu.
W poprzednich latach już na kilka tygodni przed majowym weekendem znalezienie wolnego pokoju w Bieszczadach graniczyło z cudem. W obleganych przez turystów hotelach i pensjonatach rezerwację trzeba było zrobić już wiele miesięcy przed majówką. Ci, którzy na ostatnią chwilę zdecydowali się przyjechać w Bieszczady, musieli liczyć się z tym, że znalezienie noclegu na ostatnią chwilę będzie praktycznie niemożliwe. W tym roku jest inaczej. Zadzwoniliśmy do kilku losowo wybranych hoteli i pensjonatów, w każdym z nich są jeszcze wolne miejsca na majowy weekend.
Rezerwacji jest mniej
– Rezerwacji jest zdecydowanie mniej niż w ubiegłym roku – przyznaje Barbara Antochów, dyrektorka Hotelu Arłamów w Ustrzykach Dolnych. – W poprzednich latach, z oczywistych powodów wyłączając okres pandemii, na miesiąc przed świętami czy majowym weekendem nie mieliśmy już wolnych pokoi, a teraz mamy – mówi nam dyrektorka popularnego hotelu i dodaj: – Ciężko przewidzieć, jak będzie wyglądał ten sezon turystyczny, bowiem z tego, co zauważyliśmy, w tym roku goście pobyty planują na ostatnią chwilę.
Wpływ na takie decyzje turystów, jak podkreśla nasza rozmówczyni, ma przede wszystkim wojna, która po rosyjskiej agresji toczy się w Ukrainie.
– Goście dzwonią i pytają, czy jest u nas bezpiecznie, czy bliskość ukraińskiej granicy wpływa na to, jak funkcjonujemy tutaj w regionie, czy np. ruch na ulicach jest przez to wzmożony, czy w pobliżu stacjonuje wojsko. to wszystko ma dla nich ogromne znaczenie przy podejmowaniu decyzji o przyjeździe w ten region Polski – wyjaśnia dyrektorka Hotelu Arłamów.
I głównie te wątpliwości przekładają się na liczbę rezerwacji, których
– jak przyznają gestorzy – w tym roku jest zdecydowanie mniej niż w ubiegłym. – Akurat do nas na majówkę przyjeżdża stała grupa, która od lat u nas gości, więc domki mamy zajęte, ale są miejsca, gdzie mają pusto – usłyszeliśmy od współwłaścicielki Zajazdu Niedźwiadek w Smereku.
Spadek zainteresowania jest odczuwalny
Nasza rozmówczyni przyznaje, że hotelarze boją się tegorocznego sezonu. – Rozmawiałam ze znajomymi z branży, narzekali na brak zainteresowania ze strony turystów. Mamy obawy, że z powodu wojny w Ukrainie, w tym roku turyści nie dopiszą i Bieszczady będą puste. Spadek zainteresowania już jest odczuwalny. w poprzednich latach telefony przed świętami i majówką praktycznie się urywały, każdy szukał dla siebie fajnego miejsca na odpoczynek, a w tym roku telefonów jest zdecydowanie mniej – przyznaje nasza rozmówczyni.
Na popularnych w mediach społecznościowych grupach dotyczących Bieszczadów, wypoczynek w tym regionie Polski to aktualnie gorący temat. Część hotelarzy przekonuje, że w Bieszczadach jest bezpiecznie i zachęca do przyjazdu w ten zakątek Polski, inni, aby skusić chętnych, prześcigają się w pomysłach na promocję. Głos zabierają też sami turyści. Część z nich pisze wprost, że z powodu wojny w Ukrainie i obaw o bezpieczeństwo zrezygnuje w tym roku z wypoczynku w Bieszczadach. Inni wręcz przeciwnie – bez obaw rezerwują noclegi zachęcając do tego innych.
W Bieszczadach za drogo?
Ale nie tylko wojna jest argumentem przytaczanym przez osoby, które w tym roku rezygnują z wypoczynku w Bieszczadach. Inny, który pojawia się w wypowiedziach turystów równie często, to wysokie koszty pobytu. Za nocleg w renomowanych hotelu trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych od osoby za dobę. Za obiad dla jednej osoby nawet kilkadziesiąt złotych. Do tego dochodzą obecnie wysokie koszty paliwa. I tak czteroosobowa rodzina np. z Gdańska za tygodniowy pobyt w Bieszczadach musi zapłacić nawet kilka tysięcy złotych. – W Bieszczadach jest po prostu drogo. W tej samej cenie można na tydzień wyjechać za granicę do popularnego kurortu
– grzmią turyści. Narzekają nie tylko na galopujące ceny, ale też na brak atrakcji dla najmłodszych i słabą ofertę turystyczną na deszczowe dni.
Z kolei gestorzy tłumaczą, że jest drogo, bo rosną koszty działalności: opłaty za media, w tym prąd i gaz, towary, produkty spożywcze, a do tego podatki i wynagrodzenia pracowników. Nie bez znaczenia na wzrost cen jest też wysoki wskaźnik inflacji. To wszystko sprawia, że koszty pobytu rosną nie tylko w Bieszczadach. Z raportu przygotowanego przez Izbę Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego wynika że, ceny w hotelach nadal będą rosnąć, a powodem, oprócz wzrostu cen usług i towarów, będą także ekonomiczne skutki wojny w Ukrainie.
Na święta niższa frekwencja
Spadek zainteresowania Bieszczadami już jest zauważalny. Jak informuje Anna Brzechowska-Rębisz, dyrektorka biura Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej (PROT) w Rzeszowie, faktycznie w tym roku zainteresowanie turystów pobytem w Bieszczadach na święta Wielkanocne było mniejsze niż w ubiegłym. – Rezerwacji było znacznie mniej – potwierdza nasza rozmówczyni i wskazuje dwa powody, które najprawdopodobniej odpowiadają za ten stan. – Pierwszy to wojna w Ukrainie, turyści nie wiedzą dokładnie, jak wygląda sytuacja w naszym województwie i przy polsko-ukraińskiej granicy, a wyobraźnia robi swoje. Drugi to powody finansowe, wzrost cen paliwa i artykułów w sklepach sprawił, że mniej osób zdecydowało się w tym roku wyjechać na święta – mówi Anna Brzechowska-Rębisz.
„Nie wpadamy w panikę”
Podobnie może wyglądać długi majowy weekend, chociaż, jak przyznaje nasza rozmówczyni, w ostatnim czasie zainteresowanie turystów wypoczynkiem w Bieszczadach i na Podkarpaciu wzrosło. – Jeszcze miesiąc temu wyglądało, że może być ciężko, ale z tego co wiem od przedstawicieli branży hotelarskiej, rezerwacje ruszyły i wygląda na to, że w majowy weekend turyści dopiszą – mówi dyrektorka Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej.
Wzrost zainteresowania pobytem w Bieszczadach powoli zaczynają odczuwać także hotelarze. Telefony z pytaniami o nocleg na majowy weekend dzwonią w ostatnich dniach coraz częściej. – Nie wpadamy w panikę. Doświadczenie nauczyło nas, że w kilka dni sytuacja może się zmienić, wszystko więc przed nami. Nasz hotel funkcjonuje normalnie, wszystkie atrakcje działają. To, jak będzie wyglądał ten sezon w Bieszczadach, w ogromnym stopniu zależy od rozwoju sytuacji w Ukrainie, a na to nie mamy wpływu. Działamy, robimy więc swoje i czekamy na turystów – konkluduje Barbara Antochów, dyrektorka Hotelu Arłamów.
Martyna Sokołowska


