W jednej chwili stracili mamę i tatę

W wyniku tragedii śmierć na miejscu poniosło małżeństwo, które podróżowało z 14-miesięczną córką. Fot. KMP w Tarnobrzegu, KM PSP w Tarnobrzegu/zrzutka.pl

14-miesięczna Lenka, 9-letni Bartek i 12-letni Kuba – troje dzieci w Wielkanocny Poniedziałek straciło oboje rodziców. Barbara i Maksymilian wjechali osobowym audi pod pociąg relacji Rzeszów – Stalowa Wola. Do niewyobrażalnej tragedii doszło w Jadachach koło Tarnobrzega.

Święta Wielkiej Nocy. Zwycięstwo życia nad śmiercią. Dobra nad złem. Rodzina z Jadachów świętowała ten wyjątkowy czas tak, jak tysiące innych polskich rodzin. W gronie najbliższych, ze stołem zastawionym smakołykami, w których przygotowanie włożono wiele czasu i serca. Bartek i Kuba nie zapomną tych świąt już nigdy. Były ostatnimi, w trakcie których byli przy nich kochani rodzice. 14-miesięczna Lenka jest jeszcze zbyt mała, by zachować w pamięci te wyjątkowe wspomnienia. Dziewczynki już nigdy nie utulą do snu rodzice. Będą jej bliscy tylko dzięki pamiątkom, które po sobie zostawili i rodzinnym reminiscencjom.

Nie było drogi hamowania

Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu. Na miejscu tragedii, tuż po tym, jak informacja o zdarzeniu trafiła do służb ratunkowych, zjawili się: cztery zastępy straży pożarnej, trzy zespoły naziemne ratownictwa medycznego, jeden lotniczy zespół medyczny, a także policjanci i prokurator. Obecni byli także przedstawiciele Polskich Kolei Państwowych. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że kierowca pojazdu nie zatrzymał się przed znakiem „stop”. Na miejscu zdarzenia nie ujawniono żadnych śladów hamowania. Osobowe audi A3 wjechało pod pociąg relacji Rzeszów – Stalowa Wola, który poruszał się z dopuszczalną na tym odcinku prędkością poniżej 100 km na godzinę. Maszynista próbował zatrzymać pojazd, ale bez skutku.
Widok po zderzeniu pojazdu osobowego i pociągu był przerażający. Siła uderzenia była tak duża, że audi odrzuciło kilkadziesiąt metrów od drogi. Pojazd był przewrócony na dach, miał wyrwany silnik. Dziecko podróżowało na tylnym siedzeniu w foteliku. Było zapięte i to zapewne uratowało mu życie. 14-miesięczna dziewczynka została przewieziona na badania do szpitala w Rzeszowie. Nie odniosła na szczęście żadnych poważnych obrażeń.

Przegrana walka o życie rodziców

Stan zdrowia dorosłych uczestników wypadku, czyli 32-letniej Barbary i 33-letniego Maksymiliana był na tyle ciężki, że walkę o ich życie ratownicy podjęli już na miejscu wypadku. Oboje byli reanimowani.
– Na miejsce zdarzenia został zadysponowany śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo długotrwałych działań reanimacyjnych nie udało się uratować życia mężczyzny i kobiety – informuje bryg. Jacek Widuch, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Tarnobrzegu.

Znali przejazd na pamięć

Przejazd kolejowy w Jadachach w powiecie tarnobrzeskim wielu kierowcom kojarzy się z drogą wojewódzką nr 871. Do tragedii w Wielkanocny Poniedziałek nie doszło jednak w tym miejscu, ale na innym niestrzeżonym przejeździe w tej miejscowości, który prowadzi od strony Hermanówki do centrum Jadachów. Mieszkańcy tej części miejscowości przejeżdżają przez ten przejazd zawsze, gdy chcą udać się do centrum, gdyż jest to jedyny wyjazd w tę stronę wsi. Barbara i Maksymilian mieszkali w pobliżu przejazdu kolejowego, znali więc go na pamięć. Prawdopodobnie znali także na pamięć rozkład pojazdów, które każdego dnia pokonywały tę trasę, gdyż codziennie je słyszeli i widzieli. Co wydarzyło się tragicznego dnia w tragicznej godzinie? Odpowiedzi na to pytanie być może dadzą zeznania złożone przez maszynistę, dowodem w sprawie będzie także opis wykonany po sekcji zwłok pary, która zaplanowana była na 20 kwietnia w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie. Jej wyniki dotrą do prokuratury najwcześniej końcem przyszłego tygodnia.
– Szynobusem podróżowało 10 pasażerów i 2 pracowników, nikt nie odniósł obrażeń. Funkcjonariusze ustalili, że 39-letni maszynista był trzeźwy – informuje natomiast podinsp. Beata Jędrzejewska-Wrona, rzecznik tarnobrzeskiej Policji.

Bagatelizują niebezpieczeństwo?

Mieszkańcy Jadachów i okolicznych miejscowości ze względu na przebiegającą przez ten teren linię kolejową mają codziennie do czynienia z kilkoma przejazdami kolejowymi. Pokonują je dzień w dzień pojazdami, rowerami i pieszo. To ich codzienność. Wydawać by się więc mogło, że bezpieczne przemieszczanie się powinni mieć we krwi. Niestety, życie pokazuje, że na przejazdach na terenie gminy Nowa Dęba dochodzi jednak i to wcale nie rzadko, do tragicznych w skutkach wypadków. W przypadku przejazdu, na którym życie stracili ostatnio małżonkowie z Jadachów, rozmowy o lepszym zabezpieczeniu przejazdu toczą się od lat. Mieszkańcy i przedstawiciele lokalnego samorządu apelują o sygnalizację co najmniej od 2009 roku. Interpelował w tej sprawie m.in. sołtys Jadachów Józef Grdeń, radny Tomasz Wolan oraz burmistrz Nowej Dęby Wiesław Ordon. W kierowanych przez nich interpelacjach i pismach przewija się jedna odpowiedź PKP, z której wynika, że przejazd nie spełnia kategorii „C”, czyli ruch na nim jest na tyle mały, że przepisy nie wymuszają zainstalowania na nim ani sygnalizacji, ani szlabanu. Montaż takiego oznakowania w miejscu, które nie spełnia określonych przepisami wymagań, byłby działaniem sprzecznym z interesem spółki i działaniem na jej szkodę. PKP odpowiadając na pisma przedstawicieli lokalnego samorządu opiera się na przepisach zawartych w Rozporządzeniu Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej. Jedną z propozycji, która w przeszłości padła ze strony PKP dla władz Nowej Dęby, była alternatywa, by gmina pokryła koszty zmiany kategorii przejazdu i instalacji sygnalizacji świetlnej. Chodziło wówczas o koszt około 600 tysięcy złotych, który był zbyt wysoki dla nowodębskiego samorządu.

Tragiczne statystyki

Każdego roku na polskich torach dochodzi do wielu niebezpiecznych zdarzeń. Liczby nie zawsze pozwalają zobrazować dramatu osób, które są za nimi schowane, jednak bez nich nie da się pokazać powagi całego zjawiska. Problem wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych i tzw. dzikich przejściach to dziesiątki zabitych, setki rannych i milionowe koszty.
Tylko w 2021 roku doszło w Polsce do 194 zdarzeń na przejazdach kolejowych. W ich wyniku śmierć poniosło 49 osób, a 17 zostało ciężko rannych. Od 1 stycznia do 30 marca br. już doszło do 41 wypadków i kolizji na przejazdach kolejowych. 9 osób poniosło w nich śmierć, a 4 zostały ciężko ranne. W marcu 2022 roku doszło już także do 22 wypadków z udziałem pieszych w miejscach niedozwolonych. 20 osób poniosło śmierć, a 1 została ranna. Od początku bieżącego roku odnotowano 64 takie wypadki. W ich wyniku zabitych zostało 55 osób, a 4 zostały ciężko ranne. Dane pochodzą z Biura Bezpieczeństwa PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

Pośpiech, ignorancja i brawura

Inicjatorzy prowadzonej od kilku lat w Polsce akcji „Bezpieczny Przejazd” wskazują na kilka podstawowych przyczyn wypadków, do których dochodzi na przejazdach kolejowych. Są to: pośpiech, ignorancja, brawura i brak rozsądku – najwięksi zabójcy na torach. Tarczą chroniącą kierowców przed nieszczęściem, jest wiedza na temat przepisów i odpowiedzialność za siebie oraz inne osoby. Inicjatorzy akcji „Bezpieczny Przejazd” od lat edukują uczestników ruchu drogowego i walczą o to, co najcenniejsze: ludzkie zdrowie i życie.
– Wypadki na przejazdach kolejowo-drogowych stanowią mniej niż jeden procent wszystkich wypadków komunikacyjnych. To nie zwalnia nas ze starań ograniczenia ich do zera. W ostatnich latach rocznie dochodzi do ok. 200 wypadków, w których ginie kilkadziesiąt osób. To wciąż o wiele za dużo. Dlatego tak ważne jest ciągłe edukowanie wszystkich uczestników ruchu drogowego – informują inicjatorzy akcji „Bezpieczny Przejazd”.
Na portalu zrzutka.pl organizowana jest zbiórka na pomoc osieroconym dzieciom. Jej inicjatorem jest kuzynka zmarłego Maksymiliana – Nikola Olejniczak. Opis zbiórki jest bardzo krótki: „W dniu 18.04.2022 r. wydarzyła się tragedia. W wyniku zderzenia auta z szynobusem zginęli kuzyn wraz z żoną. Jechali z roczną córeczką, która przeżyła. W domu czekała na nich jeszcze dwójka synów w wieku 12 i 9 lat. Potrzebujemy teraz wsparcia finansowego dla dzieci. Z góry dziękujemy wszystkim za wpłaty”. Zbiórkę można znaleźć pod hasłem: „Rodzice zginęli w tragiczny wypadku samochodowym. Pomoc dla 3 osieroconych dzieci”.

Małgorzata Rokoszewska