Strach przed masztem

Fot. Paweł Galek

Mimo protestów i dramatycznych apeli okolicznej ludności, inwestorowi udało się wybudować maszt telefonii komórkowej w Świerczowie. Teraz te same plany ma wobec Kolbuszowej Górnej i Nowej Wsi. Tyle że tym razem mieszkańcy dowiedzieli się na tyle wcześnie, iż mają możliwość zablokowania przedsięwzięcia. Firma też nie odpuszcza. Obie strony mają swoje racje i wszystko wskazuje, że sprawa zakończy się w sądzie.

Tuż przed świętami Wielkiej Nocy na wybudowanym dwa lata temu maszcie telefonii komórkowej w Świerczowie, koło Kolbuszowej, pojawiły się dodatkowe, prostokątne anteny.
Okoliczni mieszkańcy o inwestycji dowiedzieli się dopiero wtedy, kiedy obok stacji paliw zaczęto wylewać beton pod konstrukcję. Nie pomogły protesty i dramatyczne apele o opamiętanie. Rozpoczęto budowę. Burmistrz Jan Zuba podkreślał, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem i nic nie można zrobić.

O emocje nietrudno

Najbliższymi sąsiadami tej wieży są państwo Justyna i Marcin Grabcowie. Ich też nikt nie powiadomił o przedsięwzięciu. – Trudno mi mówić bez emocji – mówiła pani Justyna. – Taki maszt nie jest bez wpływu na zdrowie ludzie. Ja oczywiście mieszkam bardzo blisko, natomiast nie jest to tak, że ten wpływ dotyczy tylko mieszkańców, którzy mają dom obok. W beznadziejnej sytuacji są lokatorzy ostatniego piętra w bloku, tam jest totalna katastrofa. Podobnie jest z mieszkańcami, których posesje znajdują się za lasem. Państwo Grabcowie z obawy o zdrowie zapowiadają wyprowadzkę z niedawno wybudowanego domu. – Są badania, które mówią o rakotwórczym wpływie takiego pola magnetycznego, wzroście zachorowalności na glejaka chociażby, białaczkę i inne nowotwory. Poza tym są choroby natury psychicznej, które będą się potęgować. To nie są przelewki – podkreślała.
Dariusz Tabisz, były sołtys Świerczowa, zwracał uwagę na to, że lokalizacja wież telefonii komórkowej powoduje, że ceny nieruchomości lecą w dół. – Widziałem, co dzieje się w pobliżu takich masztów, które są w naszym powiecie, m.in. w Komorowie. Ludzie się stamtąd wyprowadzają. Jest tam masa pustych domów i nie ma na nie kupców – przestrzegał.
Obiekt o wysokości 53 m ostatecznie wybudowano. Przedstawiciel inwestora podkreślał, że ważne jest to, żeby stacje bazowe „widziały się ze sobą” w linii prostej. Na każdej wieży znajdują się dwie anteny: sektorowa i radioliniowa. Ta druga odbiera sygnał z innej stacji, dzięki czemu sektorowa ma co rozsyłać. Maksymalny zasięg oddziaływania stacji to 7 km. Mniej więcej w takiej odległości od Świerczowa znajduje się Nowa Wieś.
I właśnie tam planowana jest budowa kolejnej wieży. Plany są takie, że konstrukcja stanie tam na działce o nr ew. 418/3. Mieszkańcy nie kryją zaskoczenia. Wielu z nich dopiero co postawiło domy albo ma takie plany. Swoje oburzenie przedstawili na spotkaniu, które w tej sprawie odbyło się niedawno w budynku Ochotniczej Straży Pożarnej.
Na wstępie przedstawiciel inwestora, oznajmił, że Urząd Komunikacji Elektronicznej otrzymał informację o braku zasięgu w Nowej Wsi. Następnie UKE powiadomiło o tym operatorów telefonii komórkowych. I jedna z nich zainteresowała się tym tematem.
– My tego nie robimy po to, żeby utrudnić ludziom życie, bo budowa stacji bazowej to dla nas setki tysięcy złotych. Robimy to dla mieszkańców, chcemy, aby każdy z nich w XXI w. miał dostęp do sieci. Wybraliśmy taką lokalizację, aby możliwie jak najdalej odsunąć inwestycję od zabudowy.

„Zrobiliście, co najgorsze”

Nie przekonało to mieszkańców. – Zrobiliście to, co najgorsze. Nasze domy będą nadawać się do rozbiórki, a działki stracą na wartości – złościła się jedna z kobiet, wskazując inne lokalizacje dla masztu: Jastrzębią Górę, czyli ok. 1 km od proponowanej działki, oraz Gromadzkie Łąki. Oba te miejsca znajdują się na terenach leśnych, daleko od zabudowań.
Głos zabrał również burmistrz Zuba: – Nie ma mowy o budowie wieży, dopóki mieszkańcy nie zaakceptują jej lokalizacji – podkreślił. – Warto więc wsłuchać się w głos społeczny i potem bez przeszkód inwestycję realizować. Ludzie nie mówią, że nie chcą stacji. Oni jej chcą, ale nie w tym miejscu. I to dla inwestora powinien być podstawowy argument. Inaczej czeka go wiele lat walki w sądach, bo mieszkańcy na pewno nie odpuszczą.
Odbyła się również dyskusja na temat szkodliwości wież telefonii. Przedstawiciel inwestora oświadczył, że jeśli ktokolwiek poczuje, że stacja grozi jego zdrowiu czy życiu, to ma prawo złożenia wniosku do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, ale po… wybudowaniu masztu. Reakcją na te słowa oczywiście były salwy śmiechu.
Koniec końców stanęło na tym, że mieszkańcy mają zgłosić do Urzędu Miejskiego swe propozycje lokalizacji stacji. Inwestor ma te propozycje jeszcze raz rozważyć.
– Czyli obecna lokalizacja masztu jest przekreślona? Nie jest, dopóki nie zostanie wybudowana wieża w ewentualnej innej lokalizacji – zastrzegł przedstawiciel inwestora.

Kolbuszowa Górna przed decyzją

Półtora tygodnia później, kilka dni przed Wielkanocą, o planach budowy stacji budowy telefonii komórkowej dowiedzieli się mieszkańcy Kolbuszowej Górnej. Wieża ma stanąć na działce nr 1456, w rejonie ulicy Sędziszowskiej, obok rozdzielni prądu. Inwestor już podpisał 10-letnią umowę w tej sprawie z właścicielem nieruchomości.
Na spotkaniu w Centrum Kultury Wsi w Kolbuszowej Górnej Irena Dąbek, kierownik Referatu Budownictwa i Planowania Przestrzennego w Urzędzie Miejskim, poinformowała mieszkańców, że wniosek firmy o tzw. ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego wpłynął do kolbuszowskiego magistratu niewiele ponad miesiąc temu, bo 15 marca br.
– Dokumentacja ta jest kompletna i nie wskazuje na to, żeby było jakiekolwiek negatywne oddziaływanie na okoliczne posesje – zaznaczyła. – Wniosek przekazano do urbanisty, który zasugerował decyzję środowiskową dla tej inwestycji. Wezwaliśmy więc inwestora o jej przedłożenie. Potrwa do mniej więcej trzy miesiące. Po jej uzyskaniu będziemy mieli komplet dokumentów. Na tej podstawie wydamy negatywną bądź pozytywną decyzję.

Postawieni pod ścianą?

Anna Ruszała, przedstawicielka inwestora, przyznała, że umowa z właścicielem działki jest co prawda podpisana i obowiązuje 10 lat, ale to nie znaczy, że sprawa jest przesądzona. Podkreśliła, że jest otwarta na wszelkie sugestie mieszkańców dotyczące innej lokalizacji. – Oczywiste jest, że taką stację buduje się tam, gdzie są ludzie. Szczególnie w miastach są one umiejscowione bardzo gęsto, bo każda z nich ma obsłużyć określoną liczbę osób. W Kolbuszowej Górnej jest podobna sytuacja – argumentowała.
Potwierdziła, że inwestor występuje o zainstalowanie na wieży anten 5G na wszystkie pasma. – Wydawało nam się, że działka ta zostanie zaakceptowana. Przebiegają przez nią dwie linie napięcia, nie może być więc wykorzystania pod zabudowę. Oddziaływanie anten stacji to około 5-6 m. od wieży, czyli na terenie tej działki – wyliczała.
– Jeżeli macie państwo w domach Wi-Fi, a na pewno wielu z was ma, to działa ono na paśmie 5G. Nie potrzeba stacji. Proszę pamiętać o kolejnych pokoleniach. Czy młodzi ludzie będą chcieli mieszkać tam, gdzie nie ma zasięgu? Anteny funkcjonują już od ponad 30 lat. Kontrowersje wzbudzają wszędzie. Wielu naukowców bada tę sprawę, analizuje i jak na razie nie udowodniono, że to w jakikolwiek sposób może szkodzić – dodała Anna Ruszała.
Nie przekonało to jednak mieszkańców. Część z nich boi się promieniowania z anten. Inni oświadczyli, że przez inwestycję wartość ich działek spadnie. – Inwestor mówi, że jest otwarty na propozycje mieszkańców. Tylko dlaczego to ma być uzależnione od nas? Czujemy się postawieni pod ścianą – irytował się Jan Fryc, sołtys Kolbuszowej Górnej.

Sprawa zakończy się w sądzie?

Wiceburmistrz Marek Gil obiecał, że uwzględni wszystkie uwagi mieszkańców. Podkreślił również, że Urząd Miejski nie działa na ich niekorzyść. – To nie jest tak, że to spotkanie zorganizowaliśmy za późno. Ono odbyło się bardzo wcześnie – zaznaczył. – Bez względu, jaką decyzję wydamy w tej sprawie, na pewno będą odwołania. Sprawa się może ciągnąć bardzo długo, także w sądzie. W Widełce podobny temat trwa już 10 lat.
Stacja telefonii komórkowej miała również powstać w Kosowach, w rejonie drogi wojewódzkiej w stronę Mielca. Okolicznym mieszkańcom udało się jednak wymusić na inwestorze rezygnację z zamiarów. Podobna sytuacja kilka lat wcześniej miała miejsce na działce położonej pomiędzy ulicami Krakowską a Obrońców Pokoju w Kolbuszowej. Tam też udało się zablokować przedsięwzięcie. W Zarębkach inwestor nie znalazł chętnego, który by mu chciał wydzierżawić działkę pod maszt.

Paweł Galek