
Podróżnik Wojciech Cejrowski, który boso chodzi po świecie, ostrzegł na łamach „Do Rzeczy” polski rząd. „Naród ma pełne prawo myśleć i kierować się emocjami. Pomagać w potrzebie ludziom, których dotknęła wojna” – wypluł z siebie i już wydawało się, że podróże kształcą.
Niestety, dodał, że „Rząd polski ma obowiązki WYŁĄCZNIE wobec Polaków. A gdy je wszystkie spełni i zostanie mu trochę grosza, powinien zaprzestać pobierania podatków od Polaków i zacząć oddawać, co zabrał, bo znaczy, że zabrał za dużo. Rząd polski powinien zawsze stawiać interes Polski i Polaków ponad wszystkimi innymi interesami międzynarodowymi”.
I jak tu takiemu odpowiedzieć, by go nie nazwać tak, jak na to zasługuje, a potem nie włóczyć się po sądach w złym towarzystwie? Tak się jednak złożyło, że cytat ten zamieściła „Polityka”, gdzie komentarz był krótki: „Powiedzieć, że to idiotyzm, byłoby pochwałą”. A mnie po prostu szkoda słów.
Tymczasem podczas niedawnych świąt Wielkanocy, gdy składaliśmy sobie życzenia, wielu moich przyjaciół z kraju i zagranicy nagle uzmysłowiło mi, że powinien być dumny, iż jestem przemyślaninem. Bo właśnie mieszkańcy tego miasta stali się symbolem wręcz niespotykanej empatii dla ukraińskich uchodźców. – Koniecznie o tym napisz – podpowiadali mi przyjaciele z najdalszych nawet zakątków świata.
Jest w Przemyślu ponad 100-letni klub sportowy Czuwaj. Kiedyś w jego drużynie piłki nożnej grał na bramce Władysław Jachimecki, świetny golkiper. I dziś on właśnie zaproponował podjęcie starań, by Przemyśl i jego mieszkańców zgłosić do Pokojowej Nagrody Nobla.
Zainteresował tym redakcję „Życia Podkarpackiego”, w którym ukazał się artykuł cytujący Jachimeckiego. Były bramkarz twierdzi, że Przemyśl spełnia wszelkie kryteria, jakie obowiązują przy przyznawaniu Pokojowej Nagrody Nobla i podaje dowody, które znamy z mediów informujących, jak wielu wolontariuszy z tego miasta pomaga uchodźcom, i ilu ochotników przyjechało do Przemyśla z całego świata, doceniając niezłomny wysiłek jego mieszkańców. „To co u nas się wydarzyło, jest ewenementem na światową, historyczną skalę” – uważa Jachimecki. Ale kryteria przyznawania tej nagrody to nie jest taki prosty wybór, jak np. Glapińskiego na drugą kadencję.
„Najniższą” instytucją, która może zgłosić kandydaturę, jest parlamentarzysta. Więc „Życie Podkarpackie” zapytało posła Marka Rząsę (PO), co sądzi o wniosku Jachimeckiego. „To zaskakujący pomysł, ale jak najbardziej uzasadniony. Tyle, że w Polsce podmiotów czy instytucji, którym się to należałoby, jest wiele” – orzekł Rząsa, dodając, że cała Polska zasługuje na tę najwyższą nagrodę.
Moim zdaniem, z wieloma wyjątkami. Bo tenże poseł Rząsa już otrzymał pogróżki od przeciwników pomagania uchodźcom, w których jakiś „rodowity Polak” odgrażał się, że „ma wiatrówkę ze śrutem, którą przestrzeli mu rozum”. Oczywiście pisał to jeden z wielu bezrozumnych idiotów, których mamy dostatek. Poza tym nie od dziś wiadomo, że są ludzie i ludziska, a wśród nich nawet zwyrodniali oszuści, którzy potrafią żerować na ukraińskiej tragedii.
Zawsze w takich sytuacjach przypominają mi się słowa Agathy Christie: „Gdyby wszyscy głupcy musieli nosić białe czapki, to ludzkość z lotu ptaka wyglądałaby jak stado gęsi”.
Jan Miszczak


