Praworządność i transparentność w wykonaniu PiS

fot-kaminska (1).jpgJak wiemy, pod naciskiem opinii publicznej Julia Przyłębska – odkrycie towarzyskie prezesa PiS i z woli tegoż prezesa prezes Trybunału Konstytucyjnego – zrezygnowała jednak z utajnienia swego oświadczenia majątkowego, które bez problemu „klepnęła” jej pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska. Jak twierdziła Przyłębska, uczyniła tak mając na względzie… dobro trybunału. Jakoś bardzo przekonująca nie była, ale niech będzie. Dziwne tylko, że zdaniem Przyłębskiej wspomniane dobro TK nie ucierpi na tym, że ona sama nadała klauzulę „zastrzeżone” oświadczeniom majątkowym pięciorga sędziów TK. Oczywiście bez powodu, za to korzystając ze swoistego „obejścia” prawa. Otóż generalnie wobec sędziów TK utajnienia oświadczeń majątkowych się nie przewiduje, jednak jeśli nie ma konkretnych zapisów, stosuje się wobec nich przepisy dotyczące sędziów Sądu Najwyższego. W tych też nie ma zapisu o wspomnianym utajnieniu, więc stosuje się takie zasady, jak wobec sędziów sądów powszechnych. A tu już zapis jest. A jest, by chronić tych sędziów sądów powszechnych, którzy orzekają w sprawach ciężkich przestępstw i zachodzi obawa, że grupy przestępcze mogłyby dybać na nich, albo ich bliskich, a przez jawne oświadczenia majątkowa łatwo byłoby ustalić np. miejsca zamieszkania tych sędziów. Sędziów TK w żaden sposób to nie dotyczy, ale „obejście” jest i pani magister Przyłębska zastosowała je wobec Krystyny Pawłowicz, Justyna Piskorskiego, Bartłomieja Sochańskiego, Michała Warcińskiego i Jarosława Wyrembaka. I tak z oświadczeniem majątkowym J. Przyłębskiej będziemy mogli się zapoznać, ale z oświadczeniami tych pięciorga już nie. A zapewne byłoby o czym poczytać. Taka na przykład była posłanka PiS, K. Pawłowicz, która ostatnie jawne oświadczenie majątkowe złożyła 30 marca 2020 r. miała wówczas 90 tys. zł oraz 2 tys. dolarów oszczędności oraz „metale przemysłowe” o wartości 150 tys. zł w depozycie i dwa mieszkania usytuowane w jednym budynku na warszawskim Ursusie. Jedno wtedy wynajmowała, a każde było warte odpowiednio 805 oraz 296 tys. złotych. Justyn Piskorski być może teraz nie ma nic, bo tuż przed powołaniem go na sędziego TK, przepisał majątek na żonę. Wcześniej jednak był całkiem zamożny. Jak można dowiedzieć się z jego oświadczenia majątkowego, złożonego także ostatnio w marcu 2020 roku Piskorski miał wówczas, trzy mieszkania, miejsce garażowe, 91,5 tys. złotych oszczędności oraz dwa samochody. Wpisał też do oświadczenia swój księgozbiór (12,5 tys. książek) oraz pianino. Ponadto na spółkę z żoną sędzia TK miał mieszkanie w centrum Poznania warte 771 tys. złotych oraz działkę wartą ok. 1,15 mln złotych, ale to przekazał żonie w formie darowizny. Justynowi Piskorskiemu tylko pozazdrościć małżonki, do której ma takie zaufanie… Z kolei B. Sochański wspólnie z żoną miał i 130-metrowy dom w północnej części Szczecina, i trzy lokale w kamienicy w centrum Szczecina. Z dokumentów wynika, że państwo Sochańscy podzielili majątek, żona pozostała właścicielką domu, a lokale sprzedano. Kolejny sędzia TK, który chciał utajnienia jego majątku to Warciński. Jego ostatnie dostępne oświadczenie także jest z marca 2020 roku. Jak donosi Wirtualna Polska Warciński zawarł w nim m.in. 587 tys. zł oszczędności oraz 50-metrowe mieszkanie na warszawskiej Woli warte ok. 386 tys. zł. Składając oświadczenie sędzia miał do spłacenia 66 tys. franków szwajcarskich kredytu wziętego na zakup tej nieruchomości. Wiadomo natomiast, że w maju 2020 roku kupił mieszkanie w apartamentowcu na Woli za ok. 915 tys. zł. Lokum nie jest obciążone żadną hipoteką, więc można przypuszczać, że zostało kupione za gotówkę. Najbardziej „blado” wypada tu Jarosław Wyrembak. Z oświadczeń wynika, że sędzia TK miał w tym czasie 17 tys. złotych oszczędności oraz mieszkanie na Ursynowie warte ok. 488 tys. zł, na które wzięto kredyt. Wiadomo, że prawnicy ogólnie nie zarabiają najgorzej, więc nie powinno dziwić, że pracując przez lata zgromadzą sobie jakiś majątek. Podejrzenia zaczyna budzić natomiast fakt, że nie chcą, by o tym majątku dowiedziała się opinia publiczna, gdy zostali sędziami TK Przyłębskiej. Przecież to żaden wstyd dorobić się ciężką pracą… Dlaczego zatem tych pięcioro sędziów TK Przyłębskiej zawnioskowała do niej o utajnienie ich oświadczeń, a ta zastosowała „myk” prawniczy, aby to zrobić?

Redaktor Monika Kamińska