
– Marnowanie 30 mld zł na „zamek na piasku” w postaci lotniska w szczerym polu – tak flagową inwestycję rządu PiS, jaką jest, a raczej ma być Centralny Port Komunikacyjny w Baranowie, 37 kilometrów od Warszawy, podsumował irlandzki przewoźnik RyanAir, który jednocześnie zasugerował, że nie będzie z niego latać żadna rozsądna linia lotnicza. Tymczasem lotnisko będące dopiero w fazie planowania już generuje ogromne koszty, co biorąc pod uwagę tymczasowo zażegnany spór kontrolerów lotów z PAŻP (czytaj str. 5) zakrawa na skandal.
W ostatnich dniach 40 kontrolerów ruchu lotniczego odeszło z pracy na lotniskach Okęcie i Modlin. Umowy kolejnych 100 wygasają końcem kwietnia i jak podkreślali jeszcze nie tak dawno kontrolerzy, nie będą chcieli ich przedłużenia, o ile nie zostaną spełnione ich postulaty. Strona rządowa dotychczas nie chciała się na te postulaty zgodzić. Tymczasem warszawscy kontrolerzy chcą, by PAŻP przywróciła dawne procedury, w myśl których, na jednej zmianie wspólnie pracowało ich dwóch. Nie jest to jakaś fanaberia, praca kontrolera wymaga ogromnego skupienia, a jeden jego błąd może kosztować życie wielu ludzi. Tymczasem każdy może być zmęczony, mieć gorszy dzień itd. Dlatego na całym świecie przynajmniej dwuosobowa obsada kontrolerów jest standardem. Tak było i u nas, ale nasi rządzący korzystając z tego, że w czasie pandemii było mniej lotów i powołując się na konieczne oszczędności, zredukowali obsady kontrolerskie do jednej osoby. Dziś oficjalnie nie ma już pandemii, liczba lotów wróciła do normy, a obsady kontrolerskie pozostały solowe. Na to nie godzili się kontrolerzy i nadal nie godzą, przywołując tu argument nie do zbicia: chodzi o bezpieczeństwo pasażerów samolotów oraz ich załóg. Drugą sporną kwestią, jest uposażenie kontrolerów. Dwa lata temu, gdy wybuchła pandemia i spadła liczba lotów, kontrolerzy zgodzili się na obniżenie swoich pensji. Teraz, gdy ruch lotniczy wrócił do normy, żądają przywrócenia wynagrodzeń sprzed dwóch lat. Na to nie chciała i nie chce zgodzić się rządowa agencja. Podległe władzy i sprzyjające jej media przestawiają kontrolerów lotów jako chciwe harpie, chcące „podwyżek” uposażenia i epatują czytelników, słuchaczy i widzów wysokością pensji kontrolerów. W istocie na tle innych zawodów kontrolerzy lotów, szczególnie ci z Warszawy wypadają, jeśli chodzi o uposażenie bardzo dobrze. Jak podaje Bussines Insider, wysokość pensji kontrolerów ruchu lotniczego z Warszawy to średnio 32 – 33 tys. zł brutto miesięcznie, co stanowi wynagrodzenie zasadnicze wraz z premią regulaminową w średniej wysokości 17,5 proc. wynagrodzenia, zaś maksymalnie to nawet 45 tys. zł brutto miesięcznie wliczając premię regulaminową. To z pewnością niemało, jednak trzeba brać pod uwagę ogromną odpowiedzialność kontrolerów za ludzkie bezpieczeństwo i związany z tym gigantyczny stres.
Pieniądze dla wybranych
Skoro już wszelako o dobrych zarobkach mowa, to powróćmy do flagowej inwestycji naszego rządu, jaką jest, a raczej ma być Centralny Port Komunikacyjny w Baranowie. Ma się na nią składać największe lotnisko w regionie, wraz z biegnącymi przez całą Polskę liniami kolejowymi. W samym jego sercu, czyli w pobliżu portu, ma powstać Airport City, w skład którego wejdą m.in. obiekty targowo-kongresowe, konferencyjne i biurowe. Wszystko to brzmi pięknie, tyle że na CPK wydano już mnóstwo pieniędzy, a nie spełnia on żadnej roli. Mało tego, gdy tylko powołano CPK, już zatrudniono tam setki osób, choć nic się tam przecież nie działo! – Płace w zarządzie spółki zajmującej się projektowaniem Centralnego Portu Komunikacyjnego oscylują wokół 40 tys. zł Średnie wypłaty w całej firmie to około 10 tys. zł. Pracują tam głównie ludzie blisko związani z PiS – donosił jeszcze jesienią zeszłego roku Onet. A przypomnijmy; że zgodnie z planami rządu, prace przy CPK mają rozpocząć się przyszłym roku, a zakończyć w 2027 r. Rządowym pełnomocnikiem ds. CPK został Marcin Horała, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i od niedawna także w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Potwierdził on, że w 2020 r. wydano prawie 30 mln zł na pensje dla osób zatrudnionych przy projekcie CPK. Do tego 2,7 mln zł zapłacono w ramach umów – zleceń. Średnie wynagrodzenie w CPK wynosi około 10 tys. zł, zaś zatrudnienie w CPK od 2019 do końca 2020 r. wzrosło o ponad 150 proc., z około 100 do 260 osób. Widzimy zatem, że CPK jeszcze nie ma i długo nie będzie, ale już kosztuje on nas, podatników krocie. – Marnowanie 30 mld zł na „zamek na piasku” w postaci lotniska w szczerym polu – posumował dodając, że nie będzie stamtąd latać „żadna rozsądna linia lotnicza”.
Monika Kamińska


