
w Opolu, a wygrał tylko w ub. sezonie 116:94. W rundzie zasadniczej 2021/2022 przegrał 81:83, a przed dwoma laty 78:94, gdzie w brawach ekipy z Opola
występował Aleksander Załucki (z piłką), który broni teraz barw ekipy z Łańcuta. Fot. Sebastian Maślanka/FB PTG Sokół Łancut
Rawlplug Sokół w półfinale z Weegree AZS Politechniką (do 3 zwycięstw) prowadzi 2-0. Teraz rywalizacja przenosi się do Opola, gdzie ekipa z Łańcuta zamierza jak najszybciej zapewnić sobie awans, najlepiej już w sobotę.
– Mimo że prowadzimy 2-0 to z pełnym szacunkiem podchodzimy do przeciwnika
– mówi Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła. – Znamy jego wartość i nie możemy sobie pozwolić na żadną chwilę dekoncentracji, rozluźnienia i cieszenia się, że już jesteśmy w finale, bo na pewno nie jesteśmy. Zespół z Opola jest bardzo wymagającym przeciwnikiem, co pokazał w pierwszej rundzie play-offów, gdzie z wyniku 0-2 pokonał GKS Tychy 3-2. Z pełną koncentracją jedziemy do Opola i chcemy zakończyć tam rywalizację – mówi szkoleniowiec zespołu z Łańcuta, którzy w historii występów na zapleczu ekstraklasy trzy razy grał w Opolu, a wygrał tylko w ub. sezonie 116:94. W rundzie zasadniczej 2021/2022 przegrał 81:83, a przed dwoma laty 78:94, gdzie w barwach ekipy z Opola występował Aleksander Załucki, który broni teraz barw Rawlplug Sokoła. – Te poprzednie mecze nie mają przełożenia na to, co wydarzy się teraz – mówi trener Kaszowski i dodaje: – To jest historia , tu jest całkiem inny zespół, z którym przegraliśmy w rundzie zasadniczej. Pechowa porażka, gdzie Mateusz Szczypiński miał w ostatnich sekundach rzut na zwycięstwo, ale piłka nie wpadła. Tym razem ranga tego meczu będzie całkiem inna i mam nadzieję, że będziemy w stanie pokusić się o wygraną – mówi szkoleniowiec zespołu z Łańcuta, a skrzydłowy Filip Struski dodaje: – Nie gramy pod większą presją, bo to oni muszą nas gonić, jeśli chcą wyrównać stan rywalizacji. Ale z drugiej strony my też musimy być skoncentrowani. Na pewno sądzę, że będzie wyższy wynik, bo na takie specyficzne kosze podwieszane od góry, jakie są w Opolu, gra się trochę inaczej. Myślę, że ta rywalizacja powinna się szybko zamknąć. Oczywiście cały czas podchodzę do tego z pokorą, ale jesteśmy w gazie i chcemy to jak najszybciej skończyć, żeby odzyskać jak najwięcej zdrowia przed finałowym pojedynkiem – stwierdza Struski.
Ekipa z Opola, mimo że stoi nad przepaścią, nie załamuje rąk. W ćwierćfinale Weegree AZS Politechnika zaczęła rywalizację z GKS-em Tychy od dwóch porażek na własnym boisku, ale kolejne trzy wygrała. – Na pewno zrobimy wszystko, żeby wrócić do Łańcuta. To nie jest tak, że my już mamy dosyć. My jesteśmy w o tyle fajnej sytuacji, bo to już jest dla nas bonus i chłopacy na pewno mają chrapkę na to, żeby po tym sezonie, na grillu być z medalem, bo to by było na pewno fajnie – mówi Kamil Sadowski, trener Weegree AZS Politechniki, która mecz lub mecze półfinałowe rozgrywać będzie już na swojej hali, a nie w Okrąglaku, gdzie odbyły się dwa pierwsze ćwierćfinały z GKS-em Tychy. – Wówczas chcieliśmy pokazać całej koszykarskiej Polsce, że Opole jest przygotowane do ekstraklasy. Piękna hala i trochę sobie zaryzykowaliśmy, ale w ostatecznym rozrachunku wygraliśmy, więc, że tak powiem, akcja promocyjna opolskiej hali przyniosła dobry efekt, tak mi się wydaje – uśmiecha się trener Weegree AZS Politechniki, który sezon 2021/2022 rozpoczynał jako asystent w Anwilu Włocławek, a do Opola trafił w połowie listopada 2021 i przed własną widownią ma bilans 12-3 (z czego 2 porażki są poniesione w Okrąglaku z GKS-em Tychy). – Nie załamujemy się, bo nie jest to dla nas żadna straszna historia, już w ćwierćfinale byliśmy w gorszej sytuacji po meczach u siebie. Oczywiście ranga i jakość przeciwnika są dużo lepsze, bo jak się ma naprzeciwko siebie siedmiu shooterów bardzo dobrych, a nawet wyśmienitych, to jest ciężko grać, ale myślę, że moja drużyna będzie się biła od pierwszej minuty kolejnego meczu i na pewno nie zwiesimy głów. Dla nas jest to super sprawa rywalizować z taką ekipą, zwycięzcą rundy zasadniczej, jaką stworzył trener Kaszowski
– mówi szkoleniowiec ekipy z Opola, który przyznał, że po rywalizacji w Łańcucie bardzo żałuje pierwszego meczu, gdzie jego zespół był bliski wygranej. – Chcieliśmy, żeby to był „brudny” mecz, żeby ten wynik był niski. Mieliśmy szansę, ale jej nie wykorzystaliśmy. Zdecydowanie łatwiej jest pokonać Sokoła właśnie w takim „brudnym” meczu, niż gdy ta jakość gry jest wyższa. Nie zwieszamy jednak głów i walczymy dalej – kończy Sadowski.
AZS POLITECHNIKA
– RAWLPLUG SOKÓŁ,
sobota godz. 18
i ew. niedziela 18.
Rafał Myśliwiec


