
Rawlplug Sokół po raz trzeci w półfinałowej rywalizacji pokonał Weegree AZS Politechnikę Opolską i awansował do wielkiego finału. Dla ekipy z Łańcuta to będzie już trzeci finał w historii (dwa poprzednie przegrała z zespołamiz Ostrowa Wlkp. i Stargardu).
– Bardzo emocjonująca seria i pomimo tego, że wygraliśmy
3-0 uważam, że ten wynik do końca nie odzwierciedla tych różnic między zespołami, bo w każdym meczu była bardzo wyrównana walka i detale decydowały o tym, że w tych spotkaniach przechylaliśmy szalę na swoją korzyść – mówi Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła.
– Wyciągnęliśmy ten półfinał tak, jak sobie zaplanowaliśmy, chcieliśmy go zakończyć jak najszybciej, aby mieć troszeczkę czasu na regenerację po tej mega ciężkiej serii ćwierćfinałowej. Cieszy ten awans, bo wejście do finału nie zdarza się często, cieszymy się i zobaczymy, co czas pokaże w finale – stwierdza szkoleniowiec zespołu z Podkarpacia, który dobrze wszedł w sobotni mecz i już w I kwarcie wygrywał różnicą 10 „oczek”. Bardzo dobrze spisywał się Filip Struski, który z dużą łatwością dziurawił kosz rywali. W drugich dziesięciu minutach ekipa z Podkarpacia jeszcze bardziej podkręciła tempo gry. Świetnie spisywał się obchodzący w sobotę 29. urodziny Przemysław Wrona i to po jego akcji goście wygrywali już różnicą 14 „oczek” (36:22). Kolejne minuty należały już jednak do miejscowych, którzy zniwelowali straty do czterech punktów (23:36), a za chwilę wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Dystans rzutem z około 8 metrów zniwelował do punktu tuż przed przerwą Bartosz Czerwonka. Łańcucianie mieli problemy ze skutecznością za trzy (trafili 4 na 13 rzutów). Po przerwie walka rozgorzała na dobre, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Na początku IV kwarty miejscowi wygrywali 76:73, ale wówczas ekipa z Łańcuta odpowiedziała siedmioma „oczkami” z rzędu i wyszła na prowadzenie 80:76. Nadzieję miejscowym kibicom dał Dominik Rutkowski, trafiając za trzy (79:80), ale szybko je w kolejnych akcjach rozwiali łańcucianie. Trafiał jubilat Wrona wraz ze Struskim i goście na 30 sekund przed końcem wygrywali 87:79. Opolanie zerwali się jeszcze – trafił za trzy Kaczmarzyk, ale w końcówce regularnie faulowany Nowakowski trafił wszystkie sześć rzutów wolnych i goście mogli fetować awans do finału. – Nie spuściliśmy głów, mimo że Opole doszło, jak prowadziliśmy czternastoma punktami – mówi Marcin Nowakowski, rozgrywający Rawlplug Sokoła. – W końcówce zagraliśmy odpowiedzialnie i przechyliliśmy szalę na naszą korzyść. Cieszymy się z awansu do finału, co jest sukcesem, ale nie spoczywamy na laurach i myślimy już o meczach finałowych. Każdy mecz był trudny w półfinale i rozstrzygał się w końcówce. Gratulacje dla trenera Sadowskiego, bo bardzo fajnie prowadzi zespół z wieloma pomysłami. Postawili nam ciężkie warunki i fajnie było rywalizować i pokazać się na tle takiego przeciwnika – mówił Nowakowski.
Zgoła odmienne nastroje panowały w ekipie z Opola.
– Ogromna przykrość dla mnie jak i zawodników, że nie udało się wygrać choćby jednego meczu – mówi Kamil Sadowski, trener Weegree AZS Politechniki.
– Pierwszy mecz był na wyciągnięcie ręki tak jak dzisiaj. Wszystkie rzeczy, o których mówiliśmy, zrealizowaliśmy, wygraliśmy zbiórkę, mieliśmy 25 asyst, trafiliśmy ponad 10 „trójek”, ale nie zwyciężyliśmy. W końcówce meczu zadecydowała zimna głowa zawodników z Łańcuta. U nas, nie poszła ta piłka tak, jak chcieliśmy, ale tak to już jest w sporcie. My nie chcieliśmy, żeby ten mecz był ofensywny, ale niestety stał się bardzo ofensywny. Nie chcieliśmy tego, bardziej szukaliśmy takiego „brudnego meczu”, jaki był ten pierwszy w Łańcucie, gdzie mieliśmy swoją szansę. Jeżeli idzie się na wymianę z takim ofensywnym zespołem, to będzie ciężko. Ogromna szkoda, że nie przedłużyliśmy tej serii co najmniej o jeden mecz, bo uważam, że nie byliśmy wcale gorszym zespołem. Zawodnicy chcieli i po tym fenomenalnym powrocie w ćwierćfinale z 0-2 czuli moc i naprawdę niewiele zabrakło. Kibice stworzyli fajną atmosferę i w pewnym momencie poczułem, że naprawdę jesteśmy blisko zwycięstwa, ale przyszedł niestety taki dołek, z którego się nie podnieśliśmy – stwierdził szkoleniowiec ekipy z Opola, a jej kapitan Adam Kaczmarzyk dodał: – Nie mamy sobie nic do zarzucenia, daliśmy 100 procent w półfinale, oczywiście mogliśmy więcej, ale taki jest sport. Gratulacje dla trenera Dariusza Kaszowskiego kolejnego awansu do finału, może wreszcie uda mu się awansować do ekstraklasy. Z Sokołem nie można iść na „przebitkę”, niestety w końcówce poszliśmy. Oni mają bardzo doświadczony zespół i wykorzystali każdy nasz zły fragment w ostatnich 2-3 minutach.
W drugim półfinale: Sensation Kotwica Kołobrzeg – Górnik Trans.eu Wałbrzych 102:99 po dwóch dogrywkach (21:28, 23:21, 28:13, 9:19, 6:6, 15:12). Stan rywalizacji: 1-2. Niedzielny mecz w Kołobrzegu zakończył się po zamknięciu gazety.
rm


