PiS to modelowy przykład nepotyzmu

fot-kaminska (1).jpgZapewne wyborcy PiS doskonale pamiętają, jak ich „guru” czyli prezes Jarosław Kaczyński w kolejnych kampaniach wyborczych zapowiadał walkę z nepotyzmem. Tyle, że Kaczyński nie wspomniał wtedy, że chodzi o walkę z nepotyzmem w szeregach jego partii. A nie wspomniał, bo chwalić się raczej nie ma czym. A PiS to po prostu modelowy przykład skrajnego nepotyzmu. Jak to działa, opisała świetnie Karolina Lewicka w „naTemat”. Dziennikarka miała informacje z pierwszej ręki, bo od polityka z PiS-u. To on zdradził jej, jak się „wsadza” na posady w spółkach państwowych czy radach nadzorczych swoich. A taki „swój” to niekoniecznie musi być rodzina polityka PiS. A to dlatego, że prezes przecież walczy z nepotyzmem i można narazić się na jego gniew, gdy się przesadzi z wpychaniem na wszelkie możliwe posady rodziny, jak uczynił to ze swoją żoną poseł Krzysztof Sobolewski, albo ze swymi licznymi krewnymi europoseł Joachim Brudziński. Znacznie bezpieczniej jest wpychać takie osoby, które niekoniecznie zaraz się z politykiem PiS kojarzą, a będą bardzo wdzięczne za załatwienie im „pracy” w rządowej instytucji, czy spółce państwowej. Dlaczego „pracy”, a nie pracy? Ano dlatego, że – jak zdradził Karolinie Lewickiej jej informator – niektóre posady załatwiane swoim przez polityków PiS są takie, że wepchnięty na etat swój, nie pojawia się nawet w „pracy”. Za to bierze oczywiście pensję. Ale taką malutką – 3 do 5 tys. zł na rękę. Jak ktoś chce więcej kasy, to się z niego robi np. asystenta, albo doradcą dyrektora czy prezesa jakiejś państwowej spółki. Przychodzić do „pracy” już raczej musi, ale za to za nic nie odpowiada, a ma różne benefity, jak służbowy samochód przykładowo. Największy problem PiS ma w sytuacji, kiedy naprawdę potrzeba kogoś kompetentnego na konkretne stanowisko. Tu – jak zdradził K. Lewickiej polityk partii rządzącej – bywa bardzo ciężko. Nic dziwnego, bo tu trzeba się na czymś konkretnym znać i jeszcze naprawdę pracować, a to już nie taki „miód”, jak kasa za nicnierobienie. Ktoś mógłby oczywiście zarzucić Karolinie Lewickiej, że może nie lubi PiS-u, to i zmyśliła to wszystko i napisała, że tak jej polityk partii rządzącej powiedział, a to wszystko bzdura! Tak wszelako mógłby sądzić człowiek po pierwsze naiwny, a po drugie całkiem oderwany od rzeczywistości i mający problem z wyciąganiem wniosków z obserwacji świata. A to dlatego, że wystarczy – każdy w swoim mieście, powiecie czy gminie – rozejrzeć się dookoła i już na własne oczy zobaczy się, że PiS nepotyzmem stoi. Do tego – paradoksalnie – im dalej od stolicy i prezesa, tym PiS-owscy działacze z nepotyzmem mniej się kryją. Z tym, jak zdobywają poparcie poszczególnych osób, na przykład radnych z innych opcji – także. Rzecz w tym, że na lokalnych poletkach od prezesa co prawda daleko, ale za to ludzie się znają i doskonale wiedzą, co sobą zawodowo reprezentują niektórzy „fachowcy” wepchnięci przez PiS na rządowy, czy samorządowy etat. Czasem chce się płakać ze śmiechu, gdy się człowiek dowiaduje, że ktoś, kto – jak to mówią – do trzech zliczyć nie potrafi i zdania bezbłędnie po polsku sklecić też nie, zostaje nagle dyrektorem jakiejś instytucji, w radzie nadzorczej albo i kilku zasiada i „robi” za pracującego człowieka. Śmieszne to niby jest, ale tak naprawdę, to jest to tragiczne. Bo nie tylko musimy – chcąc nie chcąc – płacić takim dyletantom całkiem pokaźne pensje – a tak, tak Drodzy Wyborcy PiS, to my im płacimy z naszych podatków – to jeszcze taki, zz przeproszeniem, bałwan niszczy instytucję czy spółkę, gdzie „pracuje”. To jednak dla PiS-u nie ma znaczenia. Znaczenie ma, że swój i – co niebagatelne – będzie wdzięczny za posadę, bo przecież sam nic nie potrafi i bez poparcia kogoś z PiS-u nigdzie nie znalazłby zatrudnienia za takie pieniądze. A z tej wdzięczności zrobi dla partii wszystko i o to chodzi. Wszędzie gdzie rządzi, czy współrządzi PiS tak właśnie to wygląda i to się nie zmieni, dopóki w ramach realnej walki z nepotyzmem wyborcy nie zrobią z tym porządku!

Redaktor Monika Kamińska