Co nas truje, a co leczy?

Fot. Archiwum

Obrazy z najsłynniejszymi próbami otrucia w historii i mrożące krew w żyłach opowieści o zatrutych przedmiotach. Receptury stworzone na bazie alkoholu i ziół, eliksiry leczące ciało i kojące dusze. Do tego zioła, kwiaty, antidota oraz suweniry. Wszystko to w nowo otwartej atrakcji Sandomierza, która ma zadatek na turystyczny hit tego lata.

Sandomierz ma szczęście nie tylko do księży o detektywistycznym zacięciu, ale i do duchownych o nieprzeciętnej wiedzy i zmyśle botanicznym. O ile jednak ojca Mateusza zna prawie każdy, o tyle Marcina z Urzędowa, który urodził się w 1500 r. i przez wiele lat pracował w Sandomierzu jako lekarz, zielarz, botanik i kanonik, już niekoniecznie. A warto wiedzieć, że jego „Herbiarz polski” to pierwsze polskie dzieło na temat ziołolecznictwa. Opisane i zilustrowane przez sandomierzanina w latach 1543 – 1553, do dziś uznawane jest za skarbnicę wiedzy dotyczącej kwiatów, ziół i roślin leczniczych.
Czary Napary – Akademia Ziołowa Marcina z Urzędowa – najnowsza sandomierska atrakcja zlokalizowana jest w nieprzypadkowym miejscu, bo na Starówce, w lokalu, w którym przez 200 lat funkcjonowała apteka.

Diabelskie trucizny i anielskie antidota

Główny bohater wystawy, czyli Marcin z Urzędowa, siedzi za stołem w pierwszej sali. Figura woskowa wygląda jak żywa, a gdy nachylimy się w jej stronę, usłyszymy uniwersalną poradę zdrowotną. Spotkanie oko w oko z postacią twórcy ilustrowanej encyklopedii z zakresu botaniki i medycyny to jednak tylko przedsmak tego, co czeka zwiedzających wystawę w kolejnych jej odsłonach. Oryginalny egzemplarz „Herbiarza polskiego” także można w Czarach Naparach zobaczyć, a wersję elektroniczną dzieła przeglądnąć. Interaktywnych atrakcji w Akademii Ziołowej jest zresztą znacznie więcej.
Autorki wystawy: Ewa Bone i Ewa Kozubal zadbały o to, aby nie było nudno. Na pierwszy rzut oka, wiedza na temat ziołolecznictwa może się taka wydawać. Jednak jeśli wzbogaci się ją o wiadomości o tym, jak ją wykorzystywano do tego, aby komuś zaszkodzić, kogoś otruć, albo uwieść, to docenia się moc tego, co stworzyła natura. Autorki projektu poświęciły część ekspozycji diabelskiej truciźnie, czyli sporyszowi oraz truciźnie królewskiej, którą używano na dworach w celu eliminacji niewygodnych osób. Mieszanka przygotowywana przez włoskich botaników zawierała m.in. ekstrakt z cyklamenu.
Nasi przodkowie dobrze wiedzieli, że z roślin może powstać nie tylko lekarstwo, ale też śmiertelna trucizna.
– Jeśli masz w sobie żyłkę detektywa – weź udział w pełnej tajemnic przygodzie, w której odnajdziesz wątki znane z powieści i filmu „Imię róży”. Niczym średniowieczny Sherlock Holmes rozwiążesz zagadkę księgi, która wprowadziła zamęt w spokojne życie mnichów w dawnym opactwie – zachęcają twórcy wystawy. – Wędrując salami wystawowymi poznasz najsłynniejsze otrucia w historii i mrożące krew w żyłach opowieści o zatrutych przedmiotach. Zobaczysz też grządkę z ziołami, których lepiej nie zrywać.
Są trucizny, ale są i antidota. Wystawa prezentuje także eliksiry, które znane były słynnej rodzinie Borgiów, jak również bardziej współczesne metody odtruwania.

Szafa pełna leczniczej wiedzy

Dziś, media zarzucone są reklamami leków stworzonych w chemicznych laboratoriach. Przez wieki, lekarze i pacjenci korzystali jednak z dobrodziejstwa ziół, które łagodziły dolegliwości i uwalniały od chorób. W Akademii Ziołowej Marcina z Urzędowa znajduje się tajemnicza szafa pełna trunków dla dorosłych, które wspomagają funkcjonowanie poszczególnych części ludzkiego organizmu.
Zgłębiając tę wiedzę, można dowiedzieć się, co jest dobre na serce, co na żołądek, a co na płuca, wątrobę, czy oczy.
– Miejsce, w którym mieszczą się Czary Napary, przez 200 lat zajmowała apteka. Postanowiliśmy kontynuować częściowo misję tego miejsca, stawiając na piedestale Marcina z Urzędowa i przypominając dzieło, które stworzył, także w nowoczesnej formie – mówi Artur Wnuk, twórca Akademii Ziołowej w Sandomierzu, który nie kryje, że w jego zamyśle miejsce to ma cieszyć, uczyć, inspirować i promować ziołolecznictwo.

Recepty na kuchenne uniesienia

Autorzy ekspozycji postawili na nietypowe rozwiązania, interaktywne atrakcje i zabawne pomysły na przekazywanie wiedzy, np. o zgubnym działaniu używek, takich jak alkohol czy nikotyna.
Zioła to także kuchnia. I o ile, do używania z ich dobroczynnej mocy w medycynie niektórych trzeba przekonać, o tyle ich smakowe i aromatyczne walory w kuchni bronią się same. O tym, co do czego, w jakich ilościach i kompozycjach ich używać, by dogodzić nawet wykwintnym podniebieniom, także można się w Sandomierzu dowiedzieć. Dzieciom dedykowana jest natomiast część, w której mogą pobawić się w „magicznym” lesie z polaną pełną ciekawych grzybów.
– Główną misją tego miejsca jest propagowanie dorobku Marcina z Urzędowa, poszerzanie wiadomości nt. ziół, ich właściwości oraz zachęcanie do ich używania. Uczymy się z historii, bo zioła, które zebrał i opisał nasz botanik do dziś są w użyciu, tylko nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę – mówi Artur Wnuk. – Zależy nam na tym, aby poprzez zabawę uczyć, żeby było to miejsce dla wszystkich.

Małgorzata Rokoszewska