Awans jest nasz

Fot. Facebook PTG Sokół Łańcut

– Można by krótko powiedzieć, że po to się gra w koszykówkę, żeby świętować takie chwile – mówił po czwartym meczu finałowym Wojciech Pisarczyk, kapitan Rawlplug Sokoła. Zespół z Łańcuta po raz trzeci pokonał Górnika Trans.eu i uzyskał prawo awansu do ekstraklasy.

Niedzielny mecz w Wałbrzychu od samego początku przebiegał pod dyktando ekipy z Podkarpacia. Gospodarze ani na moment nie byli na prowadzeniu i tylko raz zbliżyli się do dystansu punktów (61:62), ale na więcej łańcucianie nie pozwolili. – Myślę, że były w tym meczu nerwowe momenty, natomiast rozmawiając przed spotkaniem wiedzieliśmy, że bardzo ważne będzie dobrze zacząć ten mecz – mówi Wojciech Pisarczyk, kapitan Rawlplug Sokoła. – Powtarzałem chłopakom, że jeśli przez półtorej kwarty naprawdę uda nam się postawić mocne warunki, nawet jeśli to będzie punkt za punkt, to po utrzymaniu tej półtorej kwarty, jeśli nie damy sobie odskoczyć, będzie nam łatwiej wygrać. Co do presji, to kibice i gorąca atmosfera nas niosła, bardziej niż wywołała presję. Myślę, że ona bardziej była po stronie gospodarzy. Nasi kibice fantastycznie nas wspierali, naprawdę spisali się na medal, więc im należy się złoty medal za kibicowanie. Przejechali mnóstwo kilometrów po to, aby nas oglądać i wspierać. Byli u nas w hotelu przed meczem, zaznaczyli swoją obecność i to, jak mocno nas wspierają. Zresztą kibice też stanowią właśnie o sile Sokoła i to jest nasz szósty zawodnik, wielkie brawa dla nich. Jestem szczęśliwy, że mogliśmy wraz z nimi świętować – mówi Pisarczyk, dla którego to jest już trzeci awans w karierze. Wcześniej wygrywał na zapleczu ekstraklasy z zespołami z Krosna i Ostrowa Wlkp. – Powiem szczerze, że moja motywacja do przyjścia do Sokoła była taka, że zobaczyłem tu szansę wygrania tej ligi – stwierdza kapitan Rawlplug Sokoła. – Gdybym nie widział tej szansy, nie przyszedłbym tu grać. Przyszedłem tylko i wyłącznie po to, żeby tę ligę wygrać z Sokołem. Skład był tak fajny, że naprawdę zależało mi, żeby być w tej drużynie i chciałem do tego dołożyć swoją cegiełkę. Robiłem wszystko, co tylko mogłem, całym sercem wspierałem wszystkich i sam od siebie zaczynając, starałem się dawać jak najwięcej. Jak widać, to zaprocentowało, bo świętujemy awans – mówi Pisarczyk, przyznając, że oba zespoły w weekend stworzyły w Wałbrzychu świetne widowisko. – To były fantastyczne zawody, a atmosfera w hali Aqua Zdroju była niesamowita. Finały naprawdę godne pozazdroszczenia, natomiast cieszę się, że to my zwyciężyliśmy. Natomiast tak jak powtarzałem to w zasadzie przy każdej okazji, w sierpniu spotkaliśmy się właśnie po to, żeby znaleźć się dzisiaj tutaj w finale i w najlepszym wypadku wygrać. To się udało zrealizować i jestem szczęśliwy. Litry potu i zaangażowanie wszystkich doprowadziły nas dzisiaj tutaj i jestem dzięki temu bardzo szczęśliwy. Bardzo wszystkim dziękuję za cierpliwość, za wyrozumiałość, bo naprawdę mnóstwo pracy wykonanej z naszej strony i bardzo cieszymy się dzisiaj, bo naprawdę mamy do tego ogromne powody. Awans do ekstraklasy to dla Sokoła wymarzona chwila. Osiemnaście lat w pierwszej lidze, zawsze było blisko, zawsze Sokół był w czubie tabeli. Natomiast w tym roku w głębi serca czułem, że to zrobimy i w sierpniu naprawdę, po cichu, między sobą, zacieraliśmy rączki i tak naprawdę wielką porażką byłoby niedotarcie do tego finału. Więc kiedy znaleźliśmy się tutaj, to naprawdę całe serce zostawiliśmy na parkiecie. Było to dla nas bardzo ważne. Sokół jest taką drużyną, gdzie my jesteśmy rodziną i wszyscy walczymy razem. W dobrych i złych chwilach wspieramy się. Zarówno zarząd, trenerzy, wszyscy jesteśmy razem i na tej naprawdę rodzinnej atmosferze ten sukces jest budowany. W tym roku ta rodzina wreszcie osiągnęła upragniony sukces i ja jestem dzięki temu bardzo szczęśliwy. Życzę nam jak najlepiej i mam nadzieję, że nasze dalsze losy koszykarskie pójdą zgodnie z planem i będziemy dalej spełniać Łańcuckie marzenia – mówi kapitan ekipy z Łańcuta, przyznając, że kluczowym momentem w finałowej rywalizacji był mecz numer trzy. – Zapewnił on nam niesamowity komfort. Drużyna z Wałbrzycha naprawdę musiała się napocić. Przed swoją tak gorącą publicznością nie gra się łatwo. Na początku było dużo nerwowości w poczynaniu gospodarzy i wcale się nie dziwię. Mając przysłowiowy nóż na gardle, gra się ciężko, a kiedy stawiamy do tego ciężkie warunki, to dodatkowo czują presję kibiców. Kibice chcą, żeby ten zespół wygrał, więc to nie jest łatwe. Natomiast naprawdę udźwignęli to. Myślę, że takim najlepszym podsumowaniem jest to, że, widząc łzy w oczach kibiców i drużyny przeciwnej, widać, ile to dla nich znaczyło – mówi Pisarczyk.
Mocno wzruszony był człowiek legenda klubu z Łańcuta, trener Dariusz Kaszowski, który niemal stracił głos po niedzielnym meczu. – Czujemy ogromną radość – mówił. – Przede wszystkim dziękuję wszystkim kibicom. Zarówno łańcuckim, jak i wałbrzyskim. Uważam, że stworzyli niesamowitą atmosferę. Naprawdę dla takich chwil, jak to się mówi, warto żyć. Warto grać o te najwyższe cele przy takiej publiczności. Chciałbym wszystkim podziękować za cały sezon. Chłopakom za ciężką pracę od początku sezonu. Za to, że trzymaliśmy się razem, wierzyliśmy, byliśmy do końca razem zespołem i nie załamywaliśmy się nawet, gdy pojawiały się jakieś trudne chwile. Bardzo im dziękuję za tę wiarę do końca. Za to, że na tym ciężkim terenie też pokazali ogromny hart ducha i wygrali dwa spotkania. Dziękuję wszystkim sponsorom, na czele ze sponsorem tytularnym, firmą RAWLPLUG z prezesem Markiem Mokotem. Dziękuję władzom miasta, na czele z panem burmistrzem. Dziękuję wszystkim naszym sponsorom, którzy wspierali Sokoła w tym sezonie. Naprawdę głębokie ukłony w ich stronę. Dziękuję wszystkim działaczom, którzy tworzyli tę naszą organizację i pracowali na to, żeby nasz klub mógł funkcjonować w jak najlepszych warunkach w tym sezonie rozgrywkowym. Podziękowania należą się też oczywiście kibicom. Dziękuję również za wyrozumiałość mojej żonie i mojej całej rodzinie. To zwycięstwo chciałbym dedykować mojej ciężko chorej mamie, która w tym momencie nie może nas oglądać, bo leży w szpitalu – mówił trener Rawlplug Sokoła. Nigdy do tej pory w ekstraklasie nie było zespołu z tak małego miasta, jak zaznaczył obecny w Wałbrzychu burmistrz Łańcuta, władze miasta zrobią wszystko, żeby pomóc klubowi wystartować w ekstraklasie. Zaraz po meczu rozmawiał na ten temat z Markiem Lembrychem, przewodniczącym rady nadzorczej Polskiej Ligi Koszykówki. Dla kibiców nie tylko z Łańcuta, ale z całego regionu mecze w ekstraklasie będą dużym wydarzeniem. Najwyższa klasa rozgrywkowa wraca do Podkarpacia po 3 latach przerwy. – Jestem przede wszystkim niezmiernie szczęśliwy z tego, że 18 lat ciężkiej pracy, właśnie na poziomie pierwszej ligi i w końcu udało się wygrać tę ligę. To jest dla mnie niesamowite osiągnięcie z tym klubem. Awansowałem z trzeciej ligi do drugiej, z drugiej do pierwszej i teraz udało się wywalczyć ten najważniejszy awans, także jest niesamowita radość i co by nie było, jesteśmy wygrani w tej sytuacji. Aż brak słów przez tę radość, która teraz we mnie drzemie – kończy trener Kaszowski.

Rafał Myśliwiec, Wałbrzych