Jawność procesu ważniejsza niż trauma rodziny

Fot. Małgorzata Rokoszewska

Sąd Rejonowy w Stalowej Woli próbował utajnić proces sprawcy wypadku, w którym 3 lipca ub. roku w Jamnicy zginęli
37-letnia Marzena K. i 39-letni Mariusz K. Małżonkowie wracali wówczas ze szpitala z 2,5-letnim synkiem, kiedy w ich samochód wjechało czołowo audi S7 kierowane przez pijanego Grzegorza G. O transparentność przewodu sądowego zaapelowali jednak bliscy zmarłych oraz ich pełnomocnicy.

– Rodzina wie, że ten proces jest bardzo ważny. Nie tylko dla niej, ale dla całego społeczeństwa
– mówiła po zakończeniu pierwszej rozprawy rozpoczętego we wtorek procesu mec. Celestyna Kusa – Gajur, pełnomocnik rodziny ofiar wypadku. – Pamiętamy zaangażowanie Ministerstwa Sprawiedliwości w tym przedmiocie. Wskazywano wówczas na surowe kary dla sprawców wypadków, przepisy się też po tym wypadku zmieniły. Rodzina chce, aby proces był przeprowadzony transparentnie i stał się taką lekcją dla innych, którzy chcieliby wsiąść do samochodu po alkoholu.
Próba utajnienia procesu zaskoczyła nie tylko obecnych na sali rozpraw Sądu Rejonowego dziennikarzy, ale i pokrzywdzonych. Sędzia Renata Sajda argumentowała bowiem, że wyłączenie jawności jest w ich interesie.

Ze łzami w oczach prosiły

Poproszone o odniesienie się do tej decyzji szwagierka i siostra zmarłego mężczyzny przyznały jednak zgodnie, że chcą, aby proces odbywał się przy otwartych drzwiach.- Po wypadku ukazało się w mediach bardzo dużo informacji na temat tego, co się wydarzyło. My cały czas przeżywamy tę traumę i jeszcze długo będziemy z nią żyć. I to, czy proces będzie jawny, czy nie, to tego nie zmieni – mówiła siostra zmarłego w wyniku wypadku Mariusza K.
– Rozmawialiśmy o przebiegu procesu i jego wpływie na dzieci z panią psycholog, która opiekuje się dziećmi i ona zapewniła nas, że to, czy będzie on relacjonowany przez media, nie będzie miał dla dzieci znaczenia – powiedziała szwagierka zmarłego mężczyzny, pod której opieką pozostaje troje sierot.
W tym samym tonie wypowiedziały się także dwie reprezentujące rodzinę pełnomocniczki.
– Opinia pani psycholog, która ma kontakt z dziećmi jest znacząca – mówiła mec. Celestyna Kusa
– Gajur i w związku z nią jesteśmy za przeprowadzeniem procesu bez wyłączenia jego jawności.
Próba utajnienia przebiegu procesu była o tyle zaskakująca dla uczestników posiedzenia, że zazwyczaj sąd wydaje taką decyzję po wcześniejszym zawnioskowaniu o wyłączenie jawności przez którąś ze stron. W tym przypadku, wnioski takie nie zdążyły nawet paść.
Ostatecznie sąd zezwolił na obecność mediów na rozprawie, utrwalanie obrazu i dźwięku z wyłączeniem wizerunku oskarżonego.

Grożono mojej rodzinie

Oskarżonym w tej sprawie jest Grzegorz G. 38-letni mieszkaniec gminy Grębów. Mężczyzna ma wyższe wykształcenie, przed wypadkiem prowadził własną działalność gospodarczą w zakresie projektowania urządzeń elektronicznych. Przez wiele lat mieszkał i pracował za granicą. Jego pobyt w Polsce w ubiegłym roku związany był z pandemicznymi obostrzeniami. Mężczyzna przyznał w sądzie, że jego miesięczny dochód wynosił 7 tys. zł, nie jest posiadaczem nieruchomości. Jego własność stanowią tylko dwa samochody, rozbity w wypadku 3 lipca, oraz drugi, osobowy, którego wartość wynosi około 3 tys. zł. Nie był dotychczas karany i nie leczył się ani psychiatrycznie, ani z żadnego nałogu.
Mężczyzna nie wyraził zgody na to, aby jego wizerunek był pokazywany w mediach, bo jak stwierdził, po zdarzeniu grożono jemu i jego rodzinie. Jak ustaliliśmy, faktycznie do tarnobrzeskiej prokuratury wpłynęło od rodziny mężczyzny zawiadomienie o filmie, który ukazał się w Internecie, który miał być dowodem na to, że nawoływano do samosądu na sprawcy wypadku i grożono jemu i jego rodzinie. Prokuratura po zbadaniu sprawy, odmówiła jednak wszczęcia śledztwa w tym zakresie. – Postępowanie to zostało już zakończone – potwierdzał w sądzie prok. Michał Lasota z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Zarzuty rozumie, ale nie przyznaje się

Po kilkudziesięciominutowym ustalaniu przez sędzię personaliów dziennikarzy obecnych na sali i protokołowaniu, z jakimi wnioskami występują, udało się otworzyć przewód sądowy. Pierwszy głos zabrał prokurator Michał Lasota, który odczytał akt oskarżenia.
– Oskarżam Grzegorza G. o to, że w dniu 3 lipca 2021 r. na drodze wojewódzkiej nr 877 w Stalowej Woli umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym – mówił prokurator kierując słowa do 38-latka. – Stało się to w ten sposób, że kierując samochodem osobowym marki Audi S7, znajdując się w stanie nietrzeźwości wynoszącym co najmniej 3 promile oraz pod wpływem leku Baclofen Polpharma (mającym negatywny wpływ na zdolności psychomotoryczne człowieka) poruszał się z niedozwoloną, niebezpieczną i niedostosowaną do panujących warunków drogowych prędkością. Prędkość ta wynosiła co najmniej 120 km/h i została przekroczona o co najmniej 30 km/h względem prędkości dozwolonej. W trakcie pokonywania zakrętu, mając ograniczoną widoczność podjął manewr wyprzedzania w miejscu niedozwolonym, doprowadzając do zderzenia z poruszającym się z naprzeciwka prawidłowym pasem ruchu pojazdem i w konsekwencji spowodował nieumyślnie wypadek, w wyniku którego kierujący tamtym pojazdem i jego pasażerka doznali wielonarządowych obrażeń ciała skutkujących ich zgonem na miejscu zdarzenia, a małoletni pasażer pojazdu doznał obrażeń ciała powodujących rozstrój zdrowia i naruszenie czynności narządów ruchu na okres powyżej 7 dni. Drugi postawiony Grzegorzowi G. zarzut dotyczył tego, że w tym samym dniu prowadził w ruchu lądowym pojazd mechaniczny znajdując się w stanie nietrzeźwości.
Oskarżony Grzegorz G. zapytany przez sąd, czy rozumie zarzuty potwierdził, że jest ich świadomy, ale nie przyznaje się do nich i korzysta z prawa do składania wyjaśnień. Taką linię obrony przybrał zresztą od początku tej sprawy. Mimo kilkukrotnych przesłuchań, odmawiał nie tylko składania wyjaśnień, ale także odpowiedzi na pytania prokuratora i swoich obrońców. A tych ma aż trzech.

Jeden oskarżony i trzech obrońców

Siedzący w policyjnej eskorcie na sali sądowej oskarżony ma po swojej stronie trzech obrońców. Wśród nich, jednego bardzo znanego, krakowskiego mecenasa Władysława Pocieja. To on bronił kierowcy najsłynniejszego bodajże w Polsce seicento, w które w 2017 roku wjechała kolumna rządowa jadąca z Beatą Szydło.
Poproszony o komentarz do sposobu obrony swojego mocodawcy, drugi z adwokatów nie krył, że za wcześnie jest jeszcze, aby komentować, czy ten sposób okaże się dla Grzegorza G. korzystny.
– Oskarżony przybrał taką linię obrony. Nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Nie kwestionuje udziału w tym zdarzeniu, bo jest to sprawa jasna. Myślę, że czy to jest dobre podejście, to się okaże. Wyjaśni nam to postępowanie dowodowe. Do prawomocnego wyroku musimy się wstrzymać, czy to jak on podchodzi do sprawy jest słuszne, czy nie – przyznał adwokat Damian Dereń, jeden z obrońców Grzegorza G. Prawnik przyznał także, że jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o tym, czy obrona będzie wnioskowała o uniewinnienie, czy też o konkretną wysokość kary. – Na tę chwilę nie jestem tego w stanie powiedzieć – stwierdził mec. Damian Dereń.
Wśród zaprotokołowanych dotąd zeznań Grzegorza G. pojawiła się informacja, że nie pamięta on, aby przed wypadkiem pił alkohol. – Klient do tego wątku się nie odnosi – potwierdza mec. Damian Dereń. – I my też nie jesteśmy uprawnieni, aby ujawnić tę informację.

To był zupełnie zwyczajny dzień

Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że dzień 3 lipca ub. roku dla Grzegorza G. zaczął się zupełnie normalnie. Podczas jednego z pierwszych przesłuchań mężczyzny zaprotokołowano jedynie, że tego dnia zjadł rano śniadanie. Mężczyzna dokładnie podał z czego się składało, gdyż jak stwierdził, od dawna jadł zawsze to samo. Potem zjadł jeszcze obiad. Po nim, stwierdził, że pojedzie do Stalowej Woli do hipermarketu po kilka piw. Zależało mu, aby kupić konkretną markę i rodzaj. W Tarnobrzegu, do którego miał bliżej o kilkanaście kilometrów, tego piwa nie było.
Około godziny 13, audi S7 prowadzone przez Grzegorza G. wracającego już do domu ze Stalowej Woli, zderzyło się czołowo z audi A4 prowadzonym przez 39-letniego Mariusza K. W wyniku wypadku, śmierć na miejscu poniósł zarówno kierowca mniejszego z pojazdów, jak i jego żona, która podróżowała na przednim siedzeniu pasażera. Zdarzenie przeżył tylko ich 2,5-letni synek, który siedział zapięty w foteliku na tylnym siedzeniu. Rodzina wracała do Przędzela ze Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu, gdzie przyjechali tego samego dnia na konsultację medyczną w związku z upadkiem dziecka, do którego doszło kilka godzin wcześniej. Chłopiec w wyniku wypadku drogowego doznał złamania nóżki, był poobijany i miał otarty naskórek. Obrażenia, których doznał, wymagały ponad 7-dniowego leczenia.

Lawina pomocy

Sprawa wstrząsnęła Polską, z powodu okoliczności wypadku i pamiętnego zdjęcia, które wykonał na miejscu dziennikarz Marcin Radzimowski. Reporterowi udało się uchwycić moment, w którym strażak otulając swoim ramieniem ranne dziecko, niesie je do karetki. Ten przejmujący widok uruchomił lawinę pomocy dla trójki osieroconego rodzeństwa. Małżonkowie osierocili bowiem trzech synków: Sebastiana, Artura i Norberta.
Jedno z dzieci w tym roku przystępowało do Pierwszej Komunii Św. Mec. Celestyna Kusa – Gajur przyznała, że dla chłopca był to bardzo smutny dzień. – Było to dla niego bardzo traumatyczne przeżycie. Jak rodzina nam przekazała, nawet nie chciał się fotografować, bo był to dla niego bardzo smutny dzień – przyznała na sądowym korytarzu pani mecenas. – Na pewno czas w jakiś sposób uleczy ich rany, ale na to potrzeba bardzo dużo czasu. Wiem, że dzieci są w słabej kondycji fizycznej. Wiadomo, że bardzo to przeżywają. Teraz był Dzień Mamy…
Oskarżony Grzegorz G. podczas pierwszej rozprawy był bardzo opanowany. Nie wykazywał żadnych emocji. Podczas odczytywania zdawkowych zeznań z okresu przygotowawczego do procesu można było jednak wyłapać, że podczas jednego z przesłuchań powiedział: „że jest mu przykro, że w wyniku zdarzenia, rodziny straciły bliskich, ale ta sprawa dotknęła także jego rodzinę”.

Co zapisała kamera z samochodu?

W sprawie wyznaczono już pięć kolejnych terminów rozpraw. Odbędą się one w dniach: 7 i 28 czerwca oraz 6, 13 i 27 września 2022 r. Na najbliższej, sąd zaplanował odtworzenie zapisu nagrań, w tym najprawdopodobniej także zapisu z kamery umieszczonej w pojeździe sprawcy, bo jak zeznał podczas jednego z przesłuchań 38-latek, miał on taką kamerę zamontowaną w swoim samochodzie. Mężczyźnie grozi 14 lat pozbawienia wolności.

Małgorzata Rokoszewska