Życie po wypadku

Od lewej: Daniel Wojtaszek, Piotr Jaworski, Bartosz Chruściński, Tomasz Czarnecki i Mariusz Grela z Rzeszowskich Zakładów Ortopedycznych. Fot. arch. RZO

Bartek miał 25 lat i wiele planów. Sekundy zdecydowały o tym, że musiał się z nimi pożegnać. – W wypadku motocyklowym straciłem nogę, a wraz z nią i sens życia – opowiada Bartosz Chruściński. Mężczyzna przez 6 lat mierzył się z depresyjnymi myślami. Co go czeka? Co może robić? Jak ułoży sobie życie? Czy może jeszcze znaleźć miłość? Życie jawiło mu się jako beznadziejny koszmar…

– Niby funkcjonowałem, wróciłem nawet do pracy, bo za coś trzeba żyć, i coś robić, ale… – Zużyłem kilkanaście protez i żadna mi nie spasowała. Na żadnej nie dało się dłużej chodzić. Czułem dyskomfort. Miałem problemy z dopasowaniem, nie mówiąc o odparzeniach, niegojących się ranach kikuta, bólu pleców, kuśtykaniu.
Tak naprawdę doszedł do siebie dopiero po operacji. W listopadzie ubiegłego roku wstawiono mu implant.
– Wtedy zacząłem wierzyć, że koszmar chodzenia na tradycyjnej protezie się kończy – mówi Bartek. Od kiedy przeszedłem operację moje całe życie się zmieniło, oczywiście na lepsze. Nie tylko wróciłem na dobre do pracy, nikt nie musi mi już pomagać w czymkolwiek, to mam duży psychiczny luz. Mogę normalnie, bez obawy wypięcia protezy jeździć na rowerze, wrócić do uprawiania sportów, mogę nawet zmyć podłogę, wcześniej było to niemożliwe, bo proteza była stabilna tylko, gdy stałem prosto, każde wychylenie, podparcie powodowało utratę stabilności i wywrotki – mówi. – Odzyskałem chęć do życia, a przede wszystkim stracone lata i teraz czuję się znowu nie jak 25-, ale jak 20-latek. Może teraz przyjdzie też czas na zakochanie się. Mam już kogoś na oku, ale nie będę zdradzał szczegółów.

Między niebem a ziemią

Tomasz Czarnecki – 12 lat po amputacji nie tylko nogi, ale i ręki. Na pytanie, co osseointegracja zmieniła w jego życiu – odpowiada: – wszystko! Obecnie zakłada protezę rano, a ściąga wieczorem. Wcześniej używał tradycyjnej protezy przez 5 – 6 godzin, a po ściągnięciu nie mógł jej ponownie założyć, ból kikuta, zmiany obwodowe, otarcia były nie do wytrzymania. Oczywiście pracował na ile mógł, ale po powrocie z pracy czuł absolutną niechęć do wychodzenia z domu i permanentne zmęczenie. – Teraz, kiedy córka Pola wraca ze szkoły i pytai: „Tato jak skończysz pracę pójdziemy na lody? A może do babci?”, z ochotą mówię: „Oczywiście kochanie, zaraz jak tylko odrobisz lekcje”. Kiedyś zaś odpowiadałem z rezygnacją: „Mam znowu założyć protezę? Nie, proszę”. Zabieg osseontegracji sprawił, że dla mnie przyszedł czas na nowe, lepsze życie. Po prostu – mówi.
Przykłady podobnych historii można mnożyć. Piotr Jaworski, który w 2016 roku, jadąc na motocyklu, zderzył się z ciężarówką mówi, że dla niego najważniejsze jest…, że przeżył. Stracił przecież tylko nogę. Ale to, że teraz może żyć jak normalny człowiek, jest dodatkowym cudem. – Moja praca zawodowa polega na jeżdżeniu po całej Polsce. Teraz jednak siedzę, za przeproszeniem, na własnym tyłku. A wcześniej, bo przecież wróciłem do pracy, siedziałem na sztucznym leju, który po kilku godzinach robił na nodze odparzenia, a w lecie wręcz niegojące się rany w pachwinie. Niegojące, bo praktycznie nie miały czasu się zagoić. Teraz, jeżdżąc na rowerze, częściej czuję zmęczenie w zdrowej nodze niż w tej operowanej – mówi z uśmiechem. I nie wyklucza nawet przejażdżki na motorze. Oczywiście jeżdżąc mniej brawurowo.
W podobnym tonie wypowiada się Daniel Wojtaszek, który wrócił do pracy przy serwisie maszyn budowlanych, a to dość ciężka także fizycznie praca, czy Isabelle Liszowski z San Francisco w Kalifornii, która od kilku lat poruszała się o balkoniku, a marzyła o sprawnym prowadzeniu nie tylko domu dla swojej rodziny, ale i samochodu. Teraz po operacji i zaprotezowaniu w Rzeszowie może robić wszystko to, co robiła wcześniej: chodzić wyprostowana, nie kulejąc, chodzić po schodach i nierównym terenie, pod górę i z góry oraz jeździć na rowerze czy samochodem. Według nich różnica jest jak pomiędzy niebem a ziemią. – Dopiero teraz widzimy, w jak złej sytuacji byliśmy. Jak bardzo niepełnosprawni, zależni od innych – oceniają.

Nowe, lepsze życie

Nie doszłoby do tego, gdyby nie Rzeszowskie Zakłady Ortopedyczne i ich szef Mariusz Grela, który od kilku lat zabiegał, by innowacyjna metoda protezowania trafiła wreszcie do Polski, a nawet do Rzeszowa. I w ubiegłym roku dopiął swego. Niestety, operacji wszczepienia implantów nie wykonuje się w Rzeszowie, ale w Krakowie (jednym z operatorów jest rzeszowski ortopeda Wojciech Piwek wyszkolony pod okiem prof. Horsta Aschoffa z Niemiec). Pacjenci zresztą tak czy siak trafiają do RZO, tu są rehabilitowani po wszczepieniu implanu i tu protezowani. Od maja ubiegłego roku udało się już zoperować 8 pacjentów. I tylu podarować lepsze życie. Na pewno byłoby ich więcej, gdyby zabieg był choć częściowo refundowany. 160 tys. zł bo tyle wynosi koszt operacji nie dla każdego jest dostępny. – W zbiórce pieniędzy pomogła mi cała rodzina i znajomi. Uważam że było warto, zresztą na wcześniejsze protezy lejowe, które musiałem zmieniać jak rękawiczki poszło niewiele mniej pieniędzy – mówi Bartek Chruściński.
– Koszt zabiegu jest duży, ale korzyści dla osób po oseeointegracji są ogromne. Osoby te bowiem mogą robić rzeczy, o których przed zabiegiem im się nie śniło. Mogą nie tylko płynnie i bez wysiłku chodzić, ale wrócić do pracy zawodowej, jeździć na rowerze pływać czy tańczyć. I mówię o osobach, które miały amputowane obie nogi i wcześniej poruszały się tylko na wózku inwalidzkim – mówił na konferencji w Rzeszowie prof. Horst Aschoff.
Według niego, osseointegracja eliminuje potrzebę stosowania konwencjonalnej protezy lejowej, rozwiązując tym samym typowe dla niej problemy protetyczne, takie jak nadmierne otarcia i owrzodzenia skóry, ból, ucisk, bolesne nerwiaki, pocenie się. Dodatkowo z uwagi na fakt, że implant umieszczony jest bezpośrednio w kości, pacjentowi zapewnia się lepszą zdolność odczuwania różnic między powierzchniami, oraz zdolność wyczuwania, gdzie znajduje się proteza, bez patrzenia na nią. Osseointegracja pozwala także na powolny powrót masy kostnej i mięśniowej w kikutach do poziomu zbliżonego do fizjologicznego, ponieważ kości i mięśnie przy endoegzoprotezie są aktywnie wykorzystywane, dzięki czemu pacjent staje się silniejszy i zwiększa się również jego mobilność. Charakter implantu pozwala też na lepszy zakres ruchu w porównaniu z tradycyjnymi protezami, dzięki czemu chód staje się naturalny, poprawia się również komfort siedzenia.
Pacjentów, którzy przeszli nowatorski zabieg, różni bardzo dużo: zawód, wiek, płeć, stan cywilny, miejsce zamieszkania. Pomoc w spełnieniu marzeń dostali najpierw w Rzeszowie, a potem w Krakowie. Ich sen o normalności się ziścił. Przeszli operację najnowocześniejszą metodą protezowania i zaczęli życie na nowo.

Anna Moraniec