Bunt oszukanych przez rząd i prezesa

Pracownicy Autosanu żądają podwyżek, są zdeterminowani i zapowiadają, że nie odpuszczą. Fot. Martyna Sokołowska

W Autosanie w tym tygodniu odbędzie się strajk ostrzegawczy. Pracownicy fizyczni na godzinę odejdą od maszyn. Od lutego walczą o podwyżki wynagrodzeń, część z nich zarabia niewiele ponad najniższą krajową. Chcieli 400 zł podwyżki, prezes spółki zaproponował im 50 zł. – Zakpił sobie z całej załogi i zwyczajnie nas oszukał. Ludzie mają już dość tej sytuacji – powiedział nam jeden z pracowników Autosanu. Załoga nie wyklucza, że na strajku ostrzegawczym się nie skończy. Pracownicy rozważają wyjście na ulice.

Sanocki Autosan to jedna z najstarszych fabryk w Polsce. Jej początki sięgają 1832 r. W latach 70. ubiegłego wieku była absolutnym liderem branży motoryzacyjnej. Autobusy z Sanoka jeździły po ulicach prawie wszystkich polskich miast. W szczytowym czasie zakład zatrudniał około siedem tysięcy pracowników i produkował kilkanaście autobusów dziennie. Kryzys przyszedł w latach 90., sprzedaż spadła, fabryka zaczęła przynosić straty, a próby ratowania zakładu nie przynosiły efektu. W 2013 roku ówczesny zarząd spółki zdecydował o ogłoszeniu upadłości spółki. Trzy lata później fabrykę za nieco ponad 17 milionów złotych przejęło konsorcjum państwowych spółek Pit-Radwar i Huta Stalowa Wola, wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Rząd Prawa i Sprawiedliwości kreślił przed Autosanem świetlaną przyszłość. W zakładzie miała ruszyć produkcja dla wojska, później PiS zapowiadał mariaż z sektorem energetycznym. Z obietnic partii rządzącej nic nie wyszło. Autosan nie dźwignął się z kolan, fabryka generuje wielomilionowe straty. Trudnej i niepewnej sytuacji dość ma także część pracowników. W zakładzie od lutego trwa spór zbiorowy z pracodawcą, robotnicy domagają się podwyżek wynagrodzeń.
W poniedziałek, 6 czerwca pracownicy w przerwie śniadaniowej ponownie wyszli przed halę fabryczną i przez 15 minut pikietowali. Wyły syreny, słychać było gwizdy. Nie mogliśmy z nimi bezpośrednio porozmawiać, ponieważ ochroniarz nie wpuścił nas za bramę argumentując, że jest to teren prywatny, na który osoby postronne nie mają wejścia.
Z jednym z pracowników udało nam się porozmawiać telefonicznie.
– Nastroje wśród załogi są bardzo złe. Ludzie mają serdecznie dość tej sytuacji, zwodzenia nas. Inflacja galopuje, a nasze zarobki stoją w miejscu, część z nas zarabia niewiele ponad najniższą krajową. Za takie pieniądze nie da się dzisiaj żyć. Mamy na utrzymaniu rodziny, rachunki, kredyty, z czego mamy to płacić? – powiedział nam.
Protest pracowników Autosanu trwa od lutego. Wówczas załoga kilkanaście dni pod rząd w przerwie śniadaniowej pikietowała pod fabryczną halą, domagając się 400 zł podwyżki. Kiedy kierownictwo Autosanu nie spełniło ich postulatów, w zakładzie ruszył spór zbiorowy.
Jak relacjonuje Ewa Latusek, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Autosanie, prezes spółki Adam Smoleń obiecał wówczas związkom zawodowym, że podwyżki będą, ale od czerwca. Kazał czekać. Apelował, aby nie pikietować, bo szkodzi to wizerunkowi fabryki i może odstraszyć potencjalnych inwestorów. Związkowcy i pracownicy przystali na jego żądania licząc na to, że w spokojnej atmosferze uda się dojść do porozumienia.
– Kazał nam czekać, a my się na to zgodziliśmy wierząc, że spełni swoją obietnicę. Poszliśmy na pewne ustępstwa. Zdecydowaliśmy, że podzielimy pieniądze z funduszu socjalnego między wszystkich pracowników, każdy z nich dostałby 150 zł, zakład do podwyżki musiałby więc dołożyć brakujące 250 zł – relacjonuje Ewa Latusek, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Autosanie.
Jak informuje przewodnicząca, związkom po tygodniach rozmów udało się wynegocjować podwyżki, prezes Smoleń obiecał pracownikom po 300 zł od czerwca, i kolejne 100 zł od września, ale w ubiegłym tygodniu niespodziewanie wycofał się z tej obietnicy. – Nie wiem co się stało, pojechał do Warszawy do właścicieli i po powrocie zakomunikował nam, że podwyżek nie będzie. Jedyne, co może nam zaoferować, to 50 zł – relacjonuje Super Nowościom Ewa Latusek.

Pracownicy są wściekli. – Ciężko to w ogóle komentować…

Znowu zostaliśmy oszukani, tak się właśnie czujemy. Cierpliwie czekaliśmy na czerwiec, godząc się na warunki prezesa, okazało się jednak, że zostajemy z niczym. Mamy dość. Będziemy protestować do skutku, nie mamy już innego wyjścia – powiedział nam jeden z nich.
– Ludzie są zbulwersowani i nie ma co się dziwić – komentuje Ewa Latusek. – Sama czuję się oszukana i zawiedziona, dałam się nabrać. Zawierzyłam prezesowi i jak się okazuje, to był błąd – komentuje aktualną sytuację przewodnicząca.
Wśród załogi odbyło się referendum strajkowe, dokładne wyniki nie są jeszcze znane, ale jak informuje szefowa związku, zdecydowana większość załogi jest za strajkiem.
Godzinny strajk ostrzegawczy odbędzie się w tym tygodniu, dokładne szczegóły nie są jeszcze znane. – Planujemy strajk w środę lub czwartek, potrwa on godzinę. Chcieliśmy wyjść pod biurowiec Autosanu, ale mamy zamknięty przejazd, więc zgromadzimy się pod halą fabryczną – powiedziała nam Ewa Latusek.
Związkowcy i pracownicy nie wykluczają zaostrzenia strajku.
– Ludzie mają dość, chcą wyjść na ulice. Choć nie do końca popieram taką formę strajku, czasami takie radykalne rozwiązania są potrzebne – konkluduje Ewa Latusek.
Stanowiska prezesa Autosanu Adama Smolenia nie udało nam się uzyskać. – Prezes jest nieobecny – usłyszeliśmy w Autosanie.

Martyna Sokołowska