Pomogliśmy przedsiębiorcy odzyskać lokal

Michał Tabisz będzie mógł wrócić ze swą działalnością do punktu swej firmy na przemyskim dworcu i to cieszy. Natomiast spore wątpliwości wzbudza kto i za co na tym dworcu odpowiada i jakie ma kompetencje. Fot. Archiwum

Michał Tabisz, przedsiębiorca z Przemyśla może już wrócić do punktu swojej firmy na przemyskim Dworcu Głównym. Wojewoda Ewa Leniart zgodziła się, by jej służby opuściły pomieszczenie wynajmowane przez firmę Tabisza. Ten jest przekonany, że decyzja wojewody jest pokłosiem tego, że nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych, a następnie stało się o niej głośno w mediach lokalnych. – Dziękuję Super Nowościom za pomoc – powiedział nam przemyski przedsiębiorca.

Gdy w lutym tego roku Rosja napadła na Ukrainę, a na przemyskim dworcu zaczęły pojawiać się tłumy uchodźców, Michał Tabisz postanowił użyczyć miastu swego lokalu. Zawarto trójstronną umowę, na mocy której PKP jako właściciel lokalu zwolniły przedsiębiorcę z czynszu na czas użyczenia pomieszczenia na potrzeby służb pomagających uchodźcom. Sam Tabisz z pomocą dla nich także się nie ociągał. Po miesiącu, choć miasto formalnie nadal pozostawało i pozostaje do teraz organizatorem punktu recepcyjnego na dworcu w Przemyślu, pomocą dla uchodźców zaczęły koordynować służby wojewody. To one zajęły lokal użyczony miastu przez Tabisza. Tymczasem sytuacja z uchodźcami zaczęła się stabilizować. Przyjeżdżało ich i przyjeżdża znacznie mniej niż na początku wojny w Ukrainie, znacznie mniej było ich także na przemyskim dworcu. W tej sytuacji Michał Tabisz chciał wznowić działalność gospodarczą w dworcowym punkcie swojej firmy. Niestety, jak poinformował później publicznie, nie mógł tego zrobić, bo lokal nadal zajmowały służby wojewody. Do tego, jak zauważył przedsiębiorca, część wyposażenia lokalu, w które Tabisz sporo zainwestował, uległa zniszczeniu.

Nie wytrzymał i nagłośnił sprawę

Sytuacja ta trwała już 3 miesiące, gdy Tabisz stracił cierpliwość i z pomocą radnego niezależnego, Marcina Kowalskiego nagłośnił sprawę na Facebooku. Na filmie nagranym przez tego ostatniego, przemyski przedsiębiorca opowiedział o tym, że nie może kontynuować swojej działalności w lokalu na dworcu i zaapelował do wojewody Ewy Leniart, by pozwoliła mu wrócić do pomieszczenia i po prostu pracować i zarabiać. Zapytaliśmy wówczas rzecznika pani wojewody, Michała Mielniczuka o tę sprawę i obiecał udzielić nam odpowiedzi. Nim jednak ta odpowiedź do nas przyszła, do władz miasta dotarła informacja o tym, że służby wojewody opuszczą lokal firmy M. Tabisza. – Presja ma sens, a media moc
– cieszyli się wspólnie Tabisz i Kowalski. – Dziękujemy za pomoc – zwrócili się do lokalnych mediów, w tym do Super Nowości.

Rzecznik wojewody odpowiedział

W odpowiedzi rzecznika wojewody M. Mielniczuka na nasze pytania czytamy, że: – Do wojewody podkarpackiego nie wpłynęła dotychczas żadna prośba skierowana przez tego przedsiębiorcę – stwierdził rzecznik wojewody. – Natomiast w ubiegłym tygodniu wojewoda otrzymała od prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna pismo, w którym prezydent przedstawia sytuację pana Tabisza i proponuje zmiany reorganizacyjne polegające m.in. na przeniesieniu pomieszczenia, w którym obecnie znajduje się punkt aprowizacyjny. Propozycja tych zmian posiada pozytywną opinię Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego – zapewnia M. Mielniczuk dodając, że: – (…) Warunki zajęcia lokalu na potrzeby prowadzenia punktu recepcyjnego określa odrębna umowa zawarta pomiędzy prezydentem Przemyśla, a właścicielem obiektu, której treść nie jest znana wojewodzie. Tym bardziej nie są znane okoliczności zawierania i treść porozumień z przedsiębiorcami, prowadzącymi działalność na dworcu. Z uwagi na fakt, że wojewoda nie jest stroną umowy z przedsiębiorcą, jak również nie są znane treści umów z zarządcą dworca, czy z prezydentem Przemyśla, nie ponosi więc odpowiedzialności za wskazywane w pytaniu utracone zyski, czy sprzęt w lokalu – podkreślił rzecznik.
I tu mamy nie lada „zagwozdkę”, bo skoro jak wynika z odpowiedzi rzecznika wojewody, ta nie decydowała i nie decyduje o organizacji punktu recepcyjnego na dworcu, to dlaczego miasto musiało się zwracać do pani wojewody z propozycjami zmian? Skoro pani wojewoda za nic nie odpowiada, bo za wszystko odpowiada miasto, to dlaczego w punkcie recepcyjnym na dworcu „dowodzi” koordynator z ramienia… wojewody? Te i inne wątpliwości postaramy się wyjaśnić…

Monika Kamińska