Przypiłować rogi „Czerwonym Diabłom”

Inauguracyjne zwycięstwo Polski z Walią to już historia, która całkiem pójdzie w zapomnienie, gdy zabrzmi pierwszy gwizdek dzisiejszego meczu w Brukseli z Belgią. Gospodarze, choć na początek dostali łupnia z Holandią, będą zdecydowanym faworytem potyczki z Polską i każdy inny wynik niż zwycięstwo drugiej drużyny światowego rankingu, będzie sporą niespodzianką.

Wczoraj o godzinie 11 Biało-Czerwoni wylecieli czarterem do Brukseli. Nim wsiedli do samolotu odbyli jednostkę treningową na stadionie Legii Warszawa, która zaczęła się bardzo nietypowo. 36 piłkarzy ustawiło się blisko pola karnego przy lewym sektorze boiska, aby na dużym telebimie oglądać urywki meczu Belgia – Holandia. Asystent selekcjonera, Kamil Partykus wyświetlał z laptopa interesujące trenera wątki, szkoleniowiec zaś tłumaczył podopiecznym boiskowe zachowanie ich najbliższych rywali z pierwszego spotkania Ligi Narodów. Publiczna analiza gry przeciwnika na murawie to nowość, jakiej podczas zgrupowań kadry jeszcze nie było, choć telebim na murawie nie pojawił się dopiero na obiekcie legionistów, bo kadrowicze korzystali z tego sprzętu już na stadionie KS ZWAR przed meczem z Walią.
Czesław Michniewicz ma swój konkretny plan na drugą obecnie drużynę globu, która po wpadce z Holandią za nic nie może sobie pozwolić na kolejne słabe zawody. Swoją drogą Holendrzy to zupełnie inna półka niż reprezentacja Polski, a z Belgią zagrali fantastyczne spotkanie, wygrywając 4-1. Podobny mecz, jak na swoje możliwości, musi zagrać również nasza kadra, by wywieźć z Brukseli korzystny rezultat. – Holandia wygrała zdecydowanie, ale obie drużyny mogły zdobyć więcej bramek. Belgowie mieli mnóstwo sytuacji, wiele stałych fragmentów, aż 13 rzutów rożnych. Strzelili m.in. nieuznanego gola po minimalnym spalonym. Natomiast Holendrzy w pierwszej połowie zmarnowali sporo okazji, a w drugiej byli skuteczni, ale najczęściej po kontratakach. Myślę, że czeka nas ciekawe spotkanie z drużyną, która ma wiele indywidualności – powiedział selekcjoner Polaków, zapowiadając, że w stolicy Belgi jego podopieczni wyjdą najsilniejszym składem. Trener zdradził, że w bramce od pierwszej minuty zagra Bartosz Drągowski, golkiper FC Fiorentiny.

Spore osłabienie Belgów

Pocieszeniem dla naszej reprezentacji może być jedno, a prawdopodobnie i dwa spore osłabienia popularnych „Czerwonych Diabłów”. Belgowie podejmą Polaków bez czołowego napastnika świata, Romelu Lukaku. Piłkarz Chelsea doznał kontuzji w meczu z Holendrami opuszczając murawę już w 27. minucie gry. Brak 29-letniego zawodnika, który w kadrze zagrał aż w 102 spotkaniach strzelając 68 bramek, jest z pewnością problemem dla gospodarzy, którzy nie mają drugiego tak dobrego snajpera. Belgijskie media donoszą również, że poważnie zagrożony jest występ Kevina de Bruyne, gwiazdora Manchesteru City. W ekipie Roberto Martineza zabraknie także nieobecnego od początku zgrupowania kontuzjowanego bramkarza Realu Madryt, Thibauta Courtois. Brak trzech obecnie najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w belgijskiej reprezentacji zwiększa szansę Biało-Czerwonych, choć nie zmienia to faktu, że Belgia będzie zdecydowanym faworytem tej konfrontacji.

Nie będzie wielu szans

Brązowi medaliści ostatnich mistrzostw świata w Rosji to zespół, którego, nawet mimo rotacji w składzie, mocną stroną jest zarówno atak pozycyjny, jak i atak szybki. Truizmem jest twierdzić, że Belgowie zagrają z nami w tej pierwszej formie organizacji gry w ofensywie, dlatego nasz zespół – wszystko na to wskazuje – będzie zmuszony głównie do zabezpieczenia dostępu do własnej bramki. – Belgijski futbol charakteryzuje się przede wszystkim długim czasem utrzymywania się przy piłce. Mają świetnych zawodników na każdej pozycji, a szczególnie w środku pola. Pokazują odważną, ofensywną piłkę. Musimy obawiać się każdej formacji, szczególnie ofensywy. Rywal szybko wykorzysta każdy nasz błąd – mówił dla TVP Sport Grzegorz Bronowicki, były reprezentant Polski, który grał w dwóch ostatnich spotkaniach Polaków z Belgami. – Boję się bardzo defensywnego stylu gry naszej kadry i meczu niezbyt przyjemnego dla kibica. Może być tak, że cofniemy się do obrony i będziemy czekać na swoje szanse. Ich nie będzie zbyt wiele. Oby nie skończyło się tylko wysoką porażką. Wierzę, że możemy się przeciwstawić, ale jestem realistą. Belgowie nie pozwolą nam na wiele – podsumował były lewy defensor Biało-Czerwonych, którzy z nim w składzie dwukrotnie uporali się z „Czerwonymi Diabłami”, wygrywając w el. Mistrzostw Europy 2008. Polacy za kadencji Leo Beenhakkera najpierw triumfowali na terenie rywali 1-0, po trafieniu Radosława Matusiaka. W rewanżu w Chorzowie wygraliśmy 2-0, po dwóch golach Euzebiusza Smolarka. Tym zwycięstwem piłkarze znad Wisły zapewnili sobie pierwszy w historii awans na Euro.

BELGIA – POLSKA
ŚRODA, GODZ. 20.45
TRANSMISJA TVP-1,
POLSAT SPORT PREMIUM 1

Łukasz Szczepanik