Będzie bat na palaczy. Zakażą palenia na balkonach

Tolerując palenie na balkonach stajemy się więźniami naszych palących sąsiadów, którzy sami wychodząc na balkon, zamykają szczelnie za sobą drzwi, by papierosowy odór nie wleciał do ich mieszkań.

RZESZÓW. Brawa dla władz Spółdzielni Mieszkaniowej “Nowe Miasto” za mądrą decyzję.

Każdy z nas ma prawo do oddychania świeżym powietrzem. Niestety, palacze tytoniu odmawiają tego prawa niepalącym. I chociaż w miejscach publicznych ogranicza się coraz bardziej możliwość swobodnego puszczania dymka, to sankcje nie obejmują wielu innych miejsc, gdzie wdychanie papierosowego smrodu jest bardzo uciążliwe. W tej sytuacji duże uznanie i brawa należą się Spółdzielni Mieszkaniowej “Nowe Miasto” z Rzeszowa, którą należy traktować jako prekursora zakazu palenia na balkonach.

O tym, że wąchanie dymu z papierosów do przyjemnych nie należy, specjalnie przekonywać nikogo chyba nie trzeba. Nasza Czytelniczka – doświadczyła jednak tego problemu na własnej skórze i w dodatku we własnym mieszkaniu.

– Mieszkam na Nowym Mieście – opowiada pani Ewelina. – Jest lato i palacze od samego rana wylegają na balkony lub palą przez otwarte okna. O godzinie 5.40 budzi mnie smród papierosów, który wdziera się do mieszkania – okazuje się, że dwa balkony dalej pali sąsiadka. Jej dym zwabia chyba innych palących, którzy jak na zawołanie też wychodzą na balkon, żeby zapalić. Kiedy jedni skończą, drudzy zaczynają. W tych warunkach nie da się normalnie egzystować. Chociaż jest duszno, chcąc nie chcąc trzeba zamykać okno i tak co pół godziny.

Uciążliwy dym to tylko część problemu. – Niestety, z balkonów sypie się też popiół czy pety, które wiatr zawiewa do wnętrza mieszkania. Niejeden raz tlący się jeszcze niedopałek lądował na pościeli czy na dywanie. Aż strach pomyśleć, co byłoby, gdyby pościel zajęła się od żaru. Jednym słowem horror – skarży się pani Ewelina.

To problem całego kraju

Niestety, problem pani Eweliny nie jest odosobniony, a sprawa nie dotyczy tylko Nowego Miasta, ale całej Polski. Jednak chociaż smród z papierosów palonych na balkonach spędza sen z powiek niejednemu lokatorowi, który musi znosić uciążliwe sąsiedztwo, to do tej pory zarządcy budynków mieszkalnych nie znaleźli skutecznego rozwiązania. Być może bierze się to z przekonania, że balkon to prywatna przestrzeń przynależna do mieszkania, tak jak pokój czy łazienka, więc nie należy ingerować w cudzą wolność.

Nic bardziej mylącego. Jeżeli w mieszkaniu jest za głośno, bo muzyka nastawiona jest na cały regulator, czy na ławeczce pod balkonem szemrane towarzystwo urządza sobie pijacką libację przez całą noc, to w trosce o własny komfort psychiczny mamy prawo zadzwonić po pomoc do policji albo straży miejskiej. Dlaczego więc w trosce, nie tylko o komfort psychiczny, ale i o własne zdrowie, będąc podtruwani przez uciążliwych miłośników wdychania nikotyny, nie mielibyśmy prawa zareagować?

Bierne palenie jest bardzo szkodliwe

A przecież na wdychanie dymu narażeni są wszyscy, którzy znajdują się w jego zasięgu, w tym małe dzieci, osoby chore, wrażliwe i starsze. Po za tym każdy ma prawo żyć bez wąchania spalonego tytoniu. Palacze, jeżeli chcecie to palcie, ale u siebie w domu, a nie trujcie ludzi, którzy tego nie chcą! Zwłaszcza, że udowodniono, iż wdychanie cudzego dymu papierosowego, czyli tzw. bierne palenie jest równie groźne jak bezpośrednie zaciąganie się własnym dymkiem.

– Bierne palenie jest ogromnie szkodliwe dla organizmu – potwierdza dr n med. Ryszard Olesiejuk, specjalista chorób płuc. – Aż 80 proc szkodliwych substancji, które znajdują się w dymie papierosowym wdychają właśnie bierni palący. Zaledwie 20 proc. trafia do płuc palacza. Niestety wciąż zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie spustoszenie w organizmie powoduje wdychanie dymu papierosowego, nawet jeżeli samemu nie jest się palącym. Bierne palenie powoduje częstsze występowanie chorób płuc, sprzyja zawałom serca, udarom mózgu, występowaniu chorób nowotworowych jak rak nerki, jelita grubego czy żołądka. U małych dzieci bierne palenie powoduje częstsze występowanie przewlekłych chorób płuc w wieku dorosłym, zapalenia ucha środkowego, zapalenia płuc czy gorszy przebieg i leczenie astmy oskrzelowej – podkreśla.

Zakaz palenia w regulaminie spółdzielni

W dawnych czasach, gdy ludzie przeprowadzali się ze wsi do miast z całym dobytkiem, widok kur albo świń hodowanych na balkonach był spotykany często. Dziś trudno w to już uwierzyć. Zupełnie naturalnie przyjmujemy więc zakaz uciążliwych i smrodliwych hodowli zwierząt na balkonach. Co byłoby, gdyby mieszkańcy składowali na balkonach cuchnący kompost, który potem wywoziliby na działkę? Ich sąsiedzi, mając dość smrodu doprowadziliby chyba do wyrzucenia takich lokatorów wraz z śmierdzącym kompostem na bruk. Trzeba w końcu uświadomić sobie, że podobnie powinno być z paleniem papierosów na balkonach.

Każdy ma prawo do świeżego powietrza i do tego by otworzyć okno, czy wyjść na własny balkon, nie będąc nękany wszechobecnym i szkodliwym tytoniowym odorem. Z takiego założenia, alarmowany mocno artykułowanym przez lokatorów problemem wyszedł zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej “Nowe Miasto” w Rzeszowie, która jako pierwsza w mieście chce wprowadzić do swojego regulaminu zakaz palenia na balkonach  i przez otwarte okno.

Pani Ewelina, która szukała rozwiązania swojego problemu dowiedziała się o tym od Jerzego Kustry, wiceprezesa SM “Nowe Miasto”. – To dobry kierunek, cieszę się, że są takie plany – mówi nasza Czytelniczka.

Rada Nadzorcza spółdzielni, która 26 września będzie chciała ostatecznie przegłosować ten przepis, dostosowuje się w ten sposób do trendów wyznaczanych przez prawo ogólnokrajowe i ogólnoświatowe, które zabrania palenia w parkach, na przystankach autobusowych czy restauracjach.

Prawo chroni niepalących

Jeszcze do niedawna przepisy chroniły raczej palacza. Palenie było w modzie, traktowano je jako coś normalnego. Stąd wszechobecne popielniczki na korytarzach wszelakich instytucji. Później, gdy nastawienie zaczęło się zmieniać, zapewniano wydzielone pomieszczenia dla palących, gdzie w spokoju mogli sobie wciągać dymek do woli. Czy ktoś pamięta jeszcze oddzielne wagony dla palących w pociągach? Dziś to już historia. Minęło kilkanaście lat i palenie stało się czymś nagannym.

Nawet ustawodawca doszedł do tego, że należy zakazać palenia w miejscach publicznych takich jak np. restauracje czy kawiarnie, chociaż to nie było aż tak uciążliwe i niebezpieczne dla zdrowia, gdyż będąc w drzwiach wejściowych i czując smród papierosowy, mogliśmy wyjść i pójść gdzieś indziej. W budynku mieszkalnym problem jest znacznie poważniejszy, gdyż na przykład gdy śpimy w nocy przy otwartym oknie, nawet nie czujemy, że jesteśmy zatruwani dymem papierosowym, który produkują nasi palący sąsiedzi. Co więcej – nawet jeżeli ten smród nas obudzi, nie możemy podobnie jak w przypadku restauracji zmienić lokalu i pójść do innego mieszkania, żeby się zdrowo wyspać. Będąc notorycznie podtruwani, tracimy zdrowie w błyskawicznym tempie. W ten sposób stajemy się więźniami naszych palących sąsiadów, którzy sami wychodząc zapalić na balkon, zamykają szczelnie za sobą drzwi, by papierosowy odór nie wleciał do ich mieszkań.

Skoro więc dąży się do ograniczania palenia w miejscach publicznych, argumentując to poszanowaniem zdrowia wszystkich narażonych na kontakt z dymem tytoniowym, należy pomyśleć też o innych miejscach gdzie można wbrew własnej woli z takim dymem się zetknąć. Trzeba więc przedefiniować pojęcie balkonu, który owszem, przynależy do mieszkania, ale przecież już powietrze na balkonie jest wspólne i należy do nas wszystkich.

Wszystkie spółdzielnie powinny brać przykład

Prawo spółdzielni też musi i chce nadążać za tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Konieczne jest więc dostosowanie spółdzielnianych przepisów do tych ogólnopolskich i ogólnoświatowych. Wszystkie spółdzielnie borykają się z problemem palenia tytoniu i masowo otrzymują zgłoszenia od mieszkańców, którzy mają już dość wąchania dymu snującego się z balkonów sąsiadów. Jest więc szansa, że także kolejne spółdzielnie będą chciały również przegłosować zmiany w regulaminach i wziąć ten problem na swoje spółdzielniane wokandy. Sprawa dotyczy oczywiście nie tylko spółdzielni, ale wszystkich wspólnot mieszkaniowych i zarządców budynków mieszkalnych.

Oby inne spółdzielnie zainspirowały się tym pomysłem i brały z Was przykład.

Katarzyna Szczyrek, Krzysztof Kuchta

 


14 Responses to "Będzie bat na palaczy. Zakażą palenia na balkonach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.