Blamaż w środę, blamaż w sobotę?

Żal było na to patrzeć – zarówno z wysokości ławki rezerwowych, jak też trybun stadionu w Brukseli oraz w telewizyjnej transmisji środowy mecz Biało-Czerwonych wyglądał tragicznie.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Druga drużyna rankingu FIFA pokazała polskiej reprezentacji, jak się gra w piłkę i zdobywa bramki. Nasi piłkarze w większości spotkania byli tylko tłem dla świetni grających Belgów, którzy niemal w każdej akcji zagrażali polskiej bramce. 6 straconych goli to najgorszy wynik od 12 lat, natomiast w meczu o punkty Biało-Czerwoni po raz ostatni tak często wyciągali piłkę z siatki w 1965 r. Strach pomyśleć, co będzie w sobotę, kiedy zmierzymy się z pogromcami Belgów, liderami naszej grupy, Holandią.

BELGIA 6
POLSKA 1
(1-1)
0-1 Lewandowski (28.), 1-1 Witsel (42.), 2-1 De Bruyne (59.), 3-1 Trossard (73.) 4-1 Trossard (80.), 5-1 Dendoncker (83.), 6-1 Openda (90.)
BELGIA: Mignolet – Dendoncker, Alderweireld, Vertonghen – Castagne (84. T. Hazard), Tielemans, Witsel (84. Faes), Carrasco – De Bruyne (75. De Ketelaere), Batshuayi (84. Openda), E. Hazard (66. Trossard)
POLSKA: Drągowski – Gumny, Glik, Bednarek, Puchacz (46. Bereszyński) – Kamiński (81. Zalewski), Żurkowski, Krychowiak (46. D. Szymański), Zieliński, S. Szymański (66. Cash) – Lewandowski (69. Buksa).
Sędziował Ivan Kruzliak (Słowacja). Żółte kartki: Witsel – Krychowiak. Widzów 27 409.
Niejeden kibic polskiej reprezentacji łudził się, że pozbawiona swojego najlepszego napastnika Belgia nie będzie mocno straszyć naszej defensywy. Brak Romelu Lukaku z Chelsea Londyn nie okazał się jednak dla nas zbawienny, ba, absencja najskuteczniejszego snajpera Belgów nie stanowiła dla gospodarzy choćby najmniejszego problemu. Niejeden złośliwy kibic mógłby drwić, że obecność belgijskiej armaty przyczyniłaby się do dwucyfrowego triumfu „Czerwonych Diabłów”. Swoją drogą, gdyby nie Bartłomiej Drągowski, słupek, czy pudła Belgów, dwucyfrówka stałaby się faktem. Niemniej strata pół tuzina goli to i tak wstydliwy wynik, który nie przydarzył się polskim piłkarzom od 2010 r. Prowadzona wówczas przez Franciszka Smudę kadra uległa w meczu towarzyskim Hiszpanii 0-6. Był to jednak tylko sparing. Natomiast, jeśli chodzi o pojedynek o stawkę, Biało-Czerwoni po raz ostatni polegli tak wysoko 57 lat temu, kiedy w listopadzie 1965 r. Polska przegrała z Włochami spotkanie elimin. mistrzostw świata, przegrywając dokładnie w takim samym stosunku, jak obecna reprezentacja z Belgią. Honorowe trafienie należało do Włodzimierza Lubańskiego. Do ubiegłej środy była to najwyższa porażka naszych graczy w meczach o stawkę.

Zderzenie ze ścianą

Belgowie byli lepsi o klasę w każdym elemencie gry w piłkę. Już początkowe minuty w ich wykonaniu mogły imponować. Gospodarze grali jak nakręceni, a na bramkę grającego drugi mecz w kadrze Drągowskiego sunął atak za atakiem. „Czerwone Diabły” były jednak nieskuteczne, choć kwestia rozwiązania worka z bramkami wydawała się tylko kwestią czasu. I gdy brązowy medalista MŚ miał wszystko pod kontrolą, dobrze rozegrany rzut z autu, błysk Piotra Zielińskiego, Sebastiana Szymańskiego, a przede wszystkim Roberta Lewandowskiego niespodziewanie dał gościom prowadzenie. Niestety, to jedyny pozytyw, który możemy wyszczególnić po tym meczu. Dalej bowiem grali, a głównie strzelali już tylko podopieczni Roberto Martineza. Po końcowym gwizdku wśród naszych zawodników ciężko było znaleźć jakikolwiek optymizm. – Wynik jest bardzo bolesny – nie ukrywał selekcjoner Polaków. – Jadąc tutaj spodziewaliśmy się, że będzie to bardzo trudne zadanie. Mecz uświadomił nam, jaki jest kierunek, w którym powinniśmy podążać, co powinniśmy robić w naszej grze jako drużyna i indywidualnie. Było widoczne, że szybkość operowania piłki, szybkość podejmowania decyzji, jakość podań, ruchliwość i przede wszystkim granie pod presją było atutem Belgii. W pierwszej połowie jeszcze nadążaliśmy za tym wszystkim. W drugiej odsłonie po drugiej bramce, którą straciliśmy, wszystko się posypało – komentował Czesław Michniewicz. Błędy w naszej grze podsumował też kapitan Robert Lewandowski. – Przede wszystkim zabrakło doskoku, skracania pola. Czasami byliśmy zbyt statyczni, nawet w obronie jako zespół. Potem też brakowało często sił, by wyjść i przytrzymać piłkę. Pamiętam, że Belgowie nie grali zawsze pressingiem, ale czasami nie szukaliśmy rozwiązań przy utrzymaniu się przy piłce. Belgia wykorzystała każdy nasz błąd, każde złe ustawienie taktyczne. Sił starczyło nam na 60 minut, potem już tego zabrakło i tych sytuacji było naprawdę dużo – mówił nasz snajper, który z Belgią zdobył swoją 76. bramkę w koszulce z orłem na piersi.

„Autobus” z Holendrami?

Na wyciągnięcie wniosków Polska ma niewiele czasu. Już w sobotę naszych graczy czeka kolejny, kto wie, może jeszcze trudniejszy mecz niż z drugą drużyną światowego rankingu. W Rotterdamie Biało-Czerwoni zagrają z liderem grupy, Holandią, która przed pokonaniem Walii rozbiła Belgów na ich terenie aż 4-1. Sugerując się tylko tymi danymi, czeka nas następne srogie lanie, jednak piłka nożna to na szczęście nie tylko liczby. Dziś, na papierze stoimy na straconej pozycji, ale chęć szybkiej rehabilitacji i ogromna sportowa złość, może tylko pomóc orłom Michniewicza. Ciężko jednak przepuszczać, iż z Holandią zagramy znacznie bardziej ofensywnie niż z Belgią, a to może oznaczać następne kłopoty…

W innym meczu: Walia – Holandia 1-2.
1. Holandia 2 6 6-2
2. Belgia 2 3 7-5
3. Polska 2 3 3-7
4. Walia 2 0 2-4

HOLANDIA – POLSKA
SOBOTA, GODZ. 20.45
TRANSMISJA TVP1,
POLSAT SPORT
PREMIUM

Łukasz Szczepanik