Mieszkańcy pięciu rzeszowskich osiedli czują się oszukani przez władze miasta. Obawiają się, że w związku
z tworzeniem tzw. zieleni krajobrazowej, zabrane im będą ich prywatne grunty. Dotąd odbyły się trzy spotkania mieszkańców (m.in. na osiedlu Matysówka i Budziwój) z udziałem miejskich urzędników, ale wciąż jest w tej sprawie wiele niejasności. Dlatego na 30 czerwca zaplanowano dyskusję w tej sprawie i odbędzie się ona na Podpromiu. Mieszkańcy oczekują od władz konkretów i żeby nie zabraniano im na tej zieleni budować domów.
– Po przekształceniu w teren zielony naszych działek, nie będziemy mogli na nich wybudować domów i nikt nie zechce ich kupić – mówili na spotkaniu w minioną niedzielę mieszkańcy osiedla Budziwój. – Niektórzy z nas planowali na swoim gruncie wybudować dom, ale nie będzie to już możliwe. Spadnie też znacznie wartość naszych działek – z 25 tys. zł za ar do kilku tysięcy złotych.
Prezydent Konrad Fijołek poinformował na osiedlu Budziwój, że po interwencji mieszkańców, jego urzędnicy zamierzają poprawić Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta. Dokument ten jest konieczny do poszerzenia miejskich terenów zielonych do wymaganych 30 procent (obecnie jest to 16 procent). Czy te korekty zadowolą mieszkańców? Dotąd zgłoszono już ponad 200 uwag dotyczących tego dokumentu (tylko na osiedlu Budziwój – 46). Do 21 lipca został wydłużony termin składania zastrzeżeń. Nowy projekt studium po wprowadzeniu korekty ponownie zostanie wyłożony do publicznego wglądu. Na pewno nie będzie gotowy do głosowania przez Radę Miasta na jesieni, jak to wcześniej planowano. Raczej na początku 2023 r.
– Mieszkańcy od urzędników dowiedzieli się, że miasto ma w planach dwa rodzaje przekształcenia niektórych prywatnych działek – wyjaśnia Aleksander Szala, przewodniczący Rady Osiedla Biała. – Jeden ze sposobów, to utworzenie terenów zieleni urządzonej, które w przyszłości mogą być przeznaczone na ogrody, parki czy zieleń towarzyszącą obiektom budowlanym. Drugi to zieleń krajobrazowa, której nie będzie można zabudowywać. Mieszkańcom zależy, żeby na tej zieleni krajobrazowej jednak można było budować domy jednorodzinne. Oczekujemy precyzyjnych informacji od władz miasta, czy będzie pozwolenie na odrolnienie działek i możliwość stawiania budynków.
Przewodniczący Szala dodał, że gdy kilkanaście lat temu Biała weszła w granice Rzeszowa, to mieszkańcy chętnie przystąpili do miasta, bo w związku z tym wartość ich działek znacznie wzrosła – ar kosztował (jeszcze nadal tyle kosztuje) od 20 do 25 tys. zł. Teraz, gdy dojdzie do przekształcania ich terenów na zieleń krajobrazową, to będą czterokrotnie, a nawet pięciokrotnie tańsze. Sprzedając prywatny grunt za ar będzie można zarobić tylko od 4 do 5 tys. zł.
Mariusz Andres
Trzy pytania do Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa
– Przez wiele lat był Pan bliskim współpracownikiem prezydenta Tadeusza Ferenca, który nakazał zabudowę miasta bez planów zagospodarowania przestrzennego. Czy czuje się Pan współodpowiedzialny za bałagan urbanizacyjny w Rzeszowie?
– Mówiłem o tym wielokrotnie w kampanii wyborczej. W historii Rzeszowa trzeba wyróżnić dwa okresy. 20 lat temu, gdy była trudna sytuacja gospodarcza, wydawało nam się, że każdy, kto chce rozpocząć jakąkolwiek inwestycję, musi być zauważony. Inwestorzy byli więc bardzo mile widziani, wręcz byli na rękach noszeni. Sprzyjano im. Ale po jakimś czasie tego dynamicznego rozwoju przyszedł moment, że generowany był chaos. Było dużo zabudowy przygotowanej przez deweloperów. Był wtedy nacisk na zabudowę i teraz pytanie nie powinno być skierowane do mnie, ale do polskiego prawa. Większość decyzji to były wuzetki. W polskim prawie miały być wyjątkiem, ale tak naprawdę z tego powodu, że polski system prawny jest taki, a nie inny, stały się normą. Zresztą nie tylko w Rzeszowie. Wuzetka to działanie administracyjne. Rada Miasta nie ma na to żadnego wpływu, bo o tym decydowała władza ustawodawcza. W czasach prezydenta Ferenca, tak uważam, na tych wuzetkach można było budować. Ale dzisiaj przychodzi taka refleksja, że tak jak kiedyś byliśmy za tym, żeby budować cokolwiek, że liczyła się ilość, to obecnie jesteśmy na innym etapie i liczy się jakość. Tak trzeba odpowiedzieć na to, co jest przed nami.– Czy zagwarantuje Pan na piśmie właścicielom działek położonych na osiedlach: Budziwój, Przybyszówka, Matysówka, Biała, Słocina, że na swojej ziemi będą mogli bez przeszkód wybudować domy?
– To jest bardzo złożony problem. Rozmawiamy z ludźmi, słuchamy ich. Dla mieszkańców ważne jest prawo dysponowania gruntem i rozumiemy to. Ale trzeba pamiętać, że zawsze jest pewna trudność, bo planowanie miasta może czasem ograniczyć takie prawo. Tak jest w przypadku, gdy miasto chce wybudować na takim terenie np. drogę. Podobnie jest w przypadku studium. Trzeba znaleźć złoty środek. Chcemy chronić obszary z domami jednorodzinnymi przed wysoką zabudową i w ten sposób ograniczyć prawo dysponowania gruntem deweloperowi. Zatem trudno dzisiaj w polskim prawie zrobić tak, żeby jednym pozwolić, a innym nie pozwolić. Nie można więc powiedzieć wprost, że możemy coś zagwarantować. Ale chcemy nadal chronić te części miasta przed wysoką zabudową z jednej strony, ale z drugiej strony słuchać głosu mieszkańców, dla których zwłaszcza ich tereny rodzinne są jakimś zabezpieczeniem przyszłości.– Dlaczego poprzednim władzom miasta bardziej zależało na budowaniu bloków mieszkalnych niż poszerzaniu terenów zielonych? Nawet Katowice są bardziej zielonym miastem niż Rzeszów. W stolicy Podkarpacia jest tylko 16 procent zieleni, a w tym śląskim mieście ponad 42 procent.
– Przykład Katowic pokazuje, że w wielu granicach miast jest wiele terenów zielonych, my też chcielibyśmy, żeby tak było w Rzeszowie. W tym śląskim mieście w sposób naturalny w granicach są lasy. W punkcie wyjścia są więc oni w o wiele lepszej sytuacji niż Rzeszów. Nie chcemy tego zrobić kosztem mieszkańców. Jedynie, co będziemy chronić, to te tereny nadrzeczne. Zatem z jednej strony trochę zieleni pilnować, z drugiej zwiększyć liczbę planów zagospodarowania przestrzennego. Dlatego potrzebujemy studium, bo są to wytyczne dla planów. Obawy mieszkańców będziemy rozwiewać. Jestem generalnie przekonany, że uda się znaleźć rozwiązanie uwzględniające potrzeby mieszkańców z tych terenów pobrzeżnych, żeby chcieli budować. Ale z drugiej strony zostaną zabezpieczone najważniejsze przestrzenie miejskie. Być może dotąd uważaliśmy, że zieleń nie jest tak istotna, ważniejszy był rozwój. Dzisiaj trzeba bardzo uważać, żeby nie zabetonowywać sobie wszystkiego, jak w niektórych miastach, gdzie betonowano miejskie rynki. Dlatego musimy zadbać o zrównoważone budownictwo i tereny zielone. Odwracanie tego procesu jest czasami wręcz niemożliwe. Cały więc problem na tym polega. Teraz jest refleksja i Rzeszów ma niepowtarzalną okazję, żeby nie zrobić sobie tej krzywdy i nie zabetonować całego miasta. O to nam chodzi, żeby był porządek i zrównoważenie w planowaniu przestrzeni miasta.


