
Mariusz Klimkowski z Sanoka 7 października 2021 roku wyszedł z domu pojeździć na rowerze i ślad po nim zaginął. Jego rzeczy znaleziono po kilku dniach nad brzegiem Jeziora Solińskiego w Solinie. Poszukiwania młodego mężczyzny trwają od ponad ośmiu miesięcy i do tej pory nie przyniosły żadnego przełomu w sprawie. – Nie wiem, co mogło się wydarzyć. Brat był spokojnym człowiekiem. Nie miał nałogów, czy podejrzanych znajomości. Nikomu nie wadził, nie miał wrogów. Nie był też typem samobójcy – mówi nam Krzysztof Klimkowski, brat zaginionego Mariusza.
Z Krzysztofem spotykam się w jednej z sanockich pizzerii. Mówi, że choć on i Mariusz mają zupełnie inne charaktery, byli z bratem zżyci i mieli dobry kontakt.
– Kiedy ojciec zadzwonił, że Mariusz nie wrócił na noc do domu, od razu wiedziałem, że stało się coś złego – wspomina.
Jest dwa lata młodszy od Mariusza. Mieszkali razem z ojcem na jednym z sanockich osiedli. Kiedy zaginął, Krzysztof był w pracy w Holandii.
Mariusz Klimkowski wyszedł z domu w czwartek, 7 października 2021 roku pomiędzy godziną 12.30, a 15, aby pojeździć na rowerze i ślad po nim zaginął.
Jego telefon nie odpowiadał
– Kiedy ojciec wrócił z pracy, Mariusza już nie było. Brat zazwyczaj o godz. 18 był już w domu. Kiedy długo nie wracał, ojciec zadzwonił do mnie, że Mariusza nie ma, że nie wrócił na noc. Zdenerwowałem się, bo to nie było do brata podobne. Zawsze wracał. Kiedy miał się spóźnić, bo np. zepsuł mu się rower, dawał znać, że będzie później. Od razu poczułem, że coś jest nie tak, że stało się coś złego – wspomina Krzysiek.
On i ojciec kilkakrotnie próbowali dodzwonić się do Mariusza, ale jego telefon nie odpowiadał, włączała się poczta głosowa. W piątek, 8 października ojciec o zaginięciu Mariusza powiadomił sanocką policję. W sobotę ruszyły poszukiwania. Początkowo koncentrowały się w Sanoku. Policjanci, jak informuje komisarz Monika Hędrzak, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Sanoku, sprawdzili miejsca, gdzie mógł przebywać 34-latek oraz zapisy z monitoringów. Komunikat o zaginięciu Mariusza z jego zdjęciem został przekazany do innych jednostek policji i opublikowany na policyjnej stronie w dziale „Zaginieni”, gdzie widnieje do dzisiaj.
Dzień później, 9 października w sobotę, Krzysztof opublikował na swoim Facebooku informację o zaginięciu brata. Ogłoszenie zostało opublikowane także w lokalnych mediach oraz na stronach, które zajmują się poszukiwaniem zaginionych osób.
– Mariusz był typem samotnika. Z nikim nie utrzymywał kontaktu, nie miał dziewczyny, nie korzystał z Facebook’a, ani innych tego typu portali. Ze względu na chorobę od kilku lat nie pracował. Dni spędzał w domu na komputerze, grał w gry, oglądał filmy. Czasem wychodził na rower. Miał swoje ulubione trasy, jeździł na Sosenki, Liszną, na cerkiew do Międzybrodzia. Po kilku godzinach wracał do domu – opowiada.
Został tylko rower i rzeczy osobiste
W niedzielę, 10 października przypadkowy turysta nad brzegiem Jeziora Solińskiego w rejonie Zatoki Drewnianej znalazł rower i rzeczy osobiste Mariusza.
Informacja została opublikowana na stronie organizacji „SOS Zaginięcia”. Na wpis odpowiedział Marcin Pankiewicz. Poinformował, że przypadkiem sfotografował rower nad brzegiem Jeziora Solińskiego w rejonie Zatoki Drewnianej. Widział go tam już 8 października około godziny 11.30. – Prowadzimy z żoną wynajem domków w Solinie. Tego dnia, korzystając ze słonecznej pogody, wybraliśmy się zrobić zdjęcia krajobrazów na naszą stronę internetową. Zauważyłem rower na plaży w okolicy Zatoki Drewnianej. Pomyślałem, że to dosyć dziwne, bo zejście na plażę jest w tym miejscu dosyć strome, i ciężko się idzie, a co dopiero schodzi, prowadząc rower – wspomina.
Początkowo nie przywiązywał jednak do tego wagi. Skojarzył fakty dopiero, kiedy żona trafiła w Internecie na ogłoszenie o zaginionym sanoczanie i jego rowerze, który został odnaleziony w Solinie. – Nawiązałem kontakt z siostrą zaginionego. Wysłałem jej zdjęcia, rozpoznała rower brata. Pomyślałem, że to może jakoś pomóc w poszukiwaniach – opowiada. Mężczyzna do dzisiaj nie został przesłuchany przez policję.
Rower stał na stopce na plaży. Na zdjęciu wygląda to tak, jakby ktoś go odstawił i miał za chwilę wrócić.
W odległości kilkudziesięciu metrów od roweru znaleziono torbę rowerową, klucze do domu i piwnicy, telefon oraz dwie paczki orzeszków ziemnych, jedną napoczętą.
Policja sprawdziła monitoring dostępny w rejonie miejsca, gdzie znaleziono rower Mariusza. Na jednym z nagrań widać, jak prowadzi on pod górę rower. Ślad po młodym mężczyźnie urywa się około 200 metrów od miejsca, w którym odnaleziono jego rzeczy. Miała go też nagrać kamera miejscowego sklepu, w którym kupił orzeszki. Rodzina nie widziała nagrań, policja pokazała Krzyśkowi tylko zrzuty z ekranu.
Zaraz po odnalezieniu rzeczy Mariusza w Solinie ruszyły policyjne poszukiwania. – Policjanci wspólnie z innymi służbami sprawdzili dokładnie linie brzegową zalewu, kompleksy leśne, pobliskie miejscowości. W działaniach brali udział między innymi funkcjonariusze sanockiej i leskiej policji, GOPR, strażacy. W poszukiwaniach uczestniczył przewodnik wraz z psem tropiącym. Użyto także drona i quadów. Przez kilka dni sprawdzono akwen wodny, na miejscu, przy wykorzystaniu specjalistycznego sprzętu pracowali również strażacy z Przemyśla – informuje komisarz Monika Hędrzak. Nie natrafiono na żaden ślad Mariusza. 15 października poszukiwania nad jeziorem zostały zakończone.
Rodzina cały czas szukała go na własną rękę
Krzysiek kilkakrotnie był w Solinie i Polańczyku, rozwieszał ogłoszenia ze zdjęciem brata, zaglądał do budynków, bloków, piwnic.
Siostra o pomoc w poszukiwaniach zwróciła się do trzech jasnowidzów, na jej wiadomość odpowiedziała jedna z kobiet, zajmująca się poszukiwaniem zaginionych, ale przekazane przez nią informacje nie przyniosły przełomu w sprawie.
– Nie wiem, co mogło się wydarzyć. Mój brat był dobrym, spokojnym człowiekiem. Nie imprezował, nie pił alkoholu, nie palił papierosów. Nie był typem samobójcy, wykluczam więc wersję, że mógł odebrać sobie życie, jak sugerowała nam policja. Zresztą okoliczności na to nie wskazują, bo po co człowiek chory na astmę jechałby taki kawał drogi, aby odebrać sobie życie? Po co kupował po drodze jedzenie? To wszystko jest bardzo dziwne – mówi Sabina Klimkowska, siostra zaginionego Mariusza.
– Brat bał się wody, nie umiał pływać. Nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, abym kiedykolwiek widział go w wodzie. Zresztą, nawet gdyby się potknął i wpadł do wody, to przecież przy brzegu jest płytko, strażacy znaleźliby jego ciało – dodaje Krzysztof.
Rodzina brała pod uwagę wersję o nieszczęśliwym wypadku, być może ktoś potrącił jadącego na rowerze Mariusza i ukrył zwłoki, ale na rowerze nie ma żadnych uszkodzeń, ani śladów uderzenia przez samochód.
Rozważali też porwanie
– Być może Mariusz przypadkowo był świadkiem wydarzenia, którego nie powinien widzieć i to go zgubiło? – zastanawia się Krzysiek.
– Rozważaliśmy już każdą możliwą wersję, ale w tej sprawie nic do siebie nie pasuje – dodaje.
Przełomu nie przyniosła też analiza połączeń z telefonu zaginionego Mariusza. W dzień zaginięcia nie wykonywał, ani nie odbierał żadnych telefonów. Dzień później w historii połączeń widnieje jedno połączenie przychodzące od jego brata Krzysztofa, kolejnego dnia łącznie sześć przychodzących: od brata, siostry, ojca, kolegi, policjanta prowadzącego poszukiwania z sanockiej policji oraz dzielnicowego.
W aplikacji MapsWithMe Mariusz wpisał Solinę. Ostatnia aktywność, jaką zarejestrowała aplikacja, pochodzi z 7 października z godziny 16.08.
Jak poinformowała nas Monika Hędrzak, bilingi z telefonu zaginionego 34-latka zostały sprawdzone, ale policja nie udziela szczegółowych informacji na temat kto i kiedy do niego dzwonił. – Wynik analizy połączeń nie jest informacją publiczną. Uzyskane dane nie przyczyniły się do ustalenia okoliczności zaginięcia i miejsca pobytu mieszkańca Sanoka – poinformowała nas rzeczniczka KPP Sanok.
Istotne dane zawierać mógł komputer Mariusza
34-latek sporo czasu spędzał grając w gry online, być może w wirtualnej rzeczywistości nawiązał znajomości i zwierzył się komuś, co zamierza robić feralnego dnia.
Policja, jak relacjonuje rodzina, do tej pory nie zabezpieczyła i nie sprawdziła komputera.
Krzysztof na własną rękę próbował dotrzeć do zawartych na dysku danych. Znalazł osobę, która sprawdziła komputer Mariusza, ale jak relacjonuje brat zaginionego, nie znaleźli nic, co mogłoby przyczynić się do rozwiązania sprawy.
– Wszyscy bardzo przeżyliśmy zaginięcie Mariusza. To był dobry, spokojny człowiek. Mam nadzieję, że uda się rozwiązać sprawę i dowiemy się, co się z nim stało.
Poszukiwania Mariusza cały czas trwają. – Funkcjonariusze w trakcie codziennej służby podejmują czynności, mające na celu odnalezienie zaginionego. Współpracują z innymi służbami i instytucjami. W związku z tym, że ostatnie potwierdzone miejsce przebywania mężczyzny to miejscowość Solina w powiecie leskim, działania poszukiwawcze prowadzone są również na terenie tego powiatu przy współpracy z miejscowymi policjantami
– poinformowała komisarz Monika Hędrzak.
– Po raz kolejny zwracamy się z prośbą do wszystkich osób posiadających wiedzę na temat miejsca przebywania zaginionego lub informacje, które mogłyby się przyczynić do odnalezienia mężczyzny o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Sanoku, na numer telefonu 47 8296 310, 47 8296 311 lub dzwoniąc na numer alarmowy 112. Sprawdzimy każdy sygnał – zapewnia w rozmowie z Super Nowościami.
Martyna Sokołowska


