To nie był atak rosyjskich rakiet

Trakcja została naprawiona, pociągi ruszyły. Ta sytuacja pokazuje, że musimy się jeszcze wiele nauczyć i przewidywać różny przebieg wydarzeń. Fot. Mariusz P. Sidor

W sobotę (25 czerwca) doszło do uszkodzenia trakcji kolejowej na szerokim torze, którym do polski przyjeżdżają pociągi z Ukrainy i którym wyjeżdżają składy do naszych sąsiadów. Sytuacja była dramatyczna, szczególnie dla podróżnych po ukraińskiej stronie. Awaria trwała 12 godzin, na szczęście udało się ją już usunąć.

Jak donosiły Przemyśl News, informacja o awarii ukazała się najpierw na facebookowym profilu Ukzaliznicia ukraińskich kolei państwowych. – W związku z uszkodzeniem sieci trakcyjnej na kolei polskiej, pociągi nr 35/36 Odessa – Przemyśl i nr 54/53 Kijów – Przemyśl dojadą do stacji docelowej z szacowanym opóźnieniem do 5 godzin – poinformowali ukraińscy kolejarze.
– Przepraszamy za niedogodności i współpracujemy z naszymi polskimi kolegami w celu jak najszybszego zorganizowania przesiadek i wznowienia ruchu w kierunku Przemyśla – poinformowała UZ. W ślad za tą informacją w innym miejscu na FB pojawił się „news”, że awaria jest spowodowana atakiem rosyjskich rakiet na trakcję. Fake news został szybko zdementowany, ale zatrzymanie ruchu na kolejowej granicy Polski z Ukrainą było faktem. – W istocie trwa naprawa sieci trakcyjnej na stacji Przemyśl Główny nad szerokim torem. W tej chwili nie ma przejazdu na odcinku od Przemyśla do Medyki. Służby kolejowe pracują nad usunięciem usterki – informował Karol Jakubowski, rzecznik PKP Polskie Linie Kolejowe.
Niestety, Ukzaliznicia wykazała się tu nadmiernym optymizmem. Opóźnienia bowiem były większe niż pierwotnie przewidywano. Finalnie bowiem usunięto awarię po 12 godzinach. Ten czas był koszmarem dla podróżnych, szczególnie tych, którzy wjeżdżali do Polski z Ukrainy. W lepszej sytuacji byli ci, którzy do Ukrainy się wybierali. Na dworcu w Przemyślu nadal bowiem są wolontariusze, którzy pasażerom dostarczali wodę i pożywienie. Problemem był nieznośny upał i brak możliwości schronienia się przed żarem. Wyłączony został bowiem, jak na ironię, całkowicie zadaszony peron IV, gdzie umęczeni skwarem ludzie nie mieli wstępu. O tę sytuację zapytaliśmy wojewódzkiego koordynatora punktu recepcyjnego na przemyskim dworcu, mł. bryg. Damiana Myszkę. – Nie było mnie wczoraj na dworcu, więc nie wiem dokładnie, jak wyglądała sytuacja – przyznał w rozmowie z Super Nowościami. – Z tego, co wiem, peron IV został wyłączony przez Straż Graniczną, bo przyjeżdżają tu pociągi z Ukrainy i jest tu punkt odpraw granicznych – wyjaśniał wczoraj. – Dziś budujemy od strony ulicy Czarnieckiego zadaszenia, które pomogą podróżnym chronić się przed upałem – dodał. Sposobem na rozładowanie sytuacji związanej z awarią trakcji było przewożenie podróżnych do Medyki, gdzie mieli przeczekać czas oczekiwania na pociąg. Jak podkreślał mł. bryg. D. Myszka, nie wszyscy tego chcieli, stąd ludzie koczujący na posadzce na dworcu. Dlaczego nie przewieziono ich do luźnego obecnie Centrum Pomocy Humanitarnej przy dawnym Tesco? – Takie są procedury – tłumaczył mł. bryg. Myszka.
W dramatycznej sytuacji byli pasażerowie jadący z Ukrainy do Polski. Oni utknęli w pociągu bez klimatyzacji na 12 godzin. Ludzie dusili się w upale, brakowało wody pitnej. Podróżni pisali alarmujące informacje o tym w mediach społecznościowych.
– Przypominamy, że opóźnienie spowodowane jest uszkodzeniem sieci kontaktowej na polskiej kolei, polscy koledzy dokładają starań o jak najszybsze wznowienie ruchu – zapewniali przedstawiciele ukraińskich kolei.
Ulga przyszła dopiero w sobotę wieczorem.

Monika Kamińska