Nie zabierzecie nam naszej własności

Przed halą na Podpromiu odbyła się pikieta i protestujący zarzucili władzom miasta ograniczanie praw mieszkańcom do ich własnych działek.
Fot. Łukasz Szczepanik

„Dość propagandy”, „Złodzieje, złodzieje”, „To są bzdury jakieś” – tak plany urzędników dotyczące przekształcenia ich prywatnych działek w tzw. miejską zieleń krajobrazową ocenili podczas debaty mieszkańcy kilku rzeszowskich osiedli. W hali na Podpromiu w ub. tygodniu zgromadziło się ponad 400 osób, które chciały dowiedzieć się m.in. od Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa, czy stracą swoje działki i czy będą mogli budować na nich domy. Właściciele działek negatywnie odnieśli się do wyjaśnień władz miasta i ich zdaniem opracowywane studium odbierze im prawo do zabudowy oraz uniemożliwi sprzedaż gruntów deweloperom.

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania zorganizowanego przez Urząd Miasta, przed halą na Podpromiu odbył się protest stowarzyszenia Wolne Podkarpacie. Jego członkowie zarzucili miejskim urzędnikom wiele nieprawidłowości w podejmowaniu decyzji, m.in. dotyczących zabudowy obszarów wzdłuż rzeki Wisłok, których „dopuścił” się poprzedni prezydent Rzeszowa.
Debata o przygotowywanym Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Rzeszowa rozpoczęła się od wyjaśnienia potrzeby uchwalenia takiego Studium. – Miasto musi być dostosowane do dynamicznego rozwoju – stwierdziła Barbara Pujdak, dyrektor Biura Rozwoju Miasta Rzeszowa. – Dlatego takie Studium jest potrzebne.

Właściciele działek: – Oczekujemy konkretów

Jednak część zebranych mieszkańców o słowach dyrektorki zaczęło krzyczeć m.in. „To są bzdury jakieś”. Dodali, że oczekują konkretów i wyjaśnień, dlaczego to właśnie na ich działkach wyznaczono tereny zielone. – Nie będziemy mogli sprzedać swoich gruntów, a ich wartość znacznie spadnie, jeśli chcielibyśmy je sprzedać jeszcze przed uchwaleniem tego studium
– mówili.
Barbara Pujdak tłumaczyła, że 30 czerwca był ostatnim dniem wyłożenia projektu Studium Uwarunkowań, ale mieszkańcy mogą jeszcze do 21 lipca składać swoje uwagi do tego dokumentu. Dotąd złożono już ponad 600 zastrzeżeń i poprawek. Pracownicy BRMR rozpatrzą je i później odpowiedzi będą przygotowane w formie rozporządzenia prezydenta.
Władze miasta dążą do poszerzenia terenów zielonych w mieście do 30 procent. Jest ich obecnie 16 procent. Nawet Polski Związek Firm Deweloperskich, jak poinformował podczas debaty Maciej Trybus, przewodniczący Miejskiej Komisji Urbanistyczno – Architektonicznej, przekonywał, że Urząd Miasta ma źle zaplanowane tereny w mieście. Inwestorzy z tego powodu nie chcą bez studium inwestować w Rzeszowie swoich pieniędzy.

PiS: – To studium to bubel

Radni z PiS podkreślili, że w takim kształcie jak obecnie projekt studium przez nich nie będzie poparty. – Chyba, że uwagi mieszkańców będą uwzględnione. Na spotkanie w hali na Podpromiu stawili się mieszkańcy osiedli: Budziwój, Przybyszówka, Słocina, Biała oraz Załęże. Czują się oni poszkodowani, bo dotarły do nich informacje, że ich tereny muszą być zabrane na zieleń krajobrazową i zdaniem magistratu, ich protesty tych decyzji nie zmienią. Mieszkańcy stwierdzili, że to studium pozbawi ich własności, nie będą mogli na „swoim” wybudować domów, a ich grunty stracą nawet pięciokrotnie na wartości. – To studium to bubel, który należy wyrzucić do kosza
– mówili. – To dokument porażka.
Mieszkańcy dodali, że tereny zielone powinny być w centrum, ale poprzedni prezydent Tadeusz Ferenc zabetonował środek miasta, a teraz władze miasta, przymuszone, chcą tworzyć zieleń krajobrazową na obrzeżach Rzeszowa. Czyli na terenie kilku osiedli. Takie swoje zdanie wyrazili podczas debaty.

Prezydent: – Nikomu nie chcemy robić krzywdy

Pod koniec debaty głos zabrał prezydent Rzeszowa. – Planowanie przestrzenne zawsze budzi emocje – zwrócił się do zebranych mieszkańców Konrad Fijołek. – Oczywiście rozumiemy wasze uwagi i nie chcemy nikomu robić krzywdy. Chcemy rozpocząć porządkowanie Rzeszowa, aby ochronić pewne tereny, bo wcześniej dopuściliśmy do chaosu. Studium ma pomóc, aby osiedla nie przypominały swoją chaotyczną zabudową np. osiedla Drabinianka.
Prezydent poinformował, że wnoszone przez mieszkańców uwagi przekonały go do poprawienia studium. Dzięki temu ratusz chce doprowadzić do sytuacji, żeby nie mieli oni poczucia krzywdy. Władze miasta liczą na kompromis z mieszkańcami. Miejskim urzędnikom zależy, jak sami twierdzą, na wyjaśnieniu wielu niejasności związanych z przygotowaniem dokumentu, który jest podstawą do przekształcania działek w tereny zielone.
Mieszkańcy wznosili też okrzyki: „Miasto chce nas okraść”. Podkreślali, że ich działki to inwestycja w ich własne dzieci. Teraz mają po kilkanaście lat, a te grunty to ich przyszłość. – Nie przyjmujemy do wiadomości, że nasza własność miałaby być zamieniona w tereny zielone. Pójdziemy do sądu – powiedzieli. – Chcą nas okraść w biały dzień.

Mieszkańcy: – Władze miasta jak komuniści

Niektórzy mieszkańcy mówili, że decyzje urzędników doprowadzą do sytuacji, że ich działki w wyniku przekształcenia w tereny zielone stracą na wartości nawet pół miliona złotych. Padały też słowa, że teraz wiele roboty będą mieli prawnicy, bo mieszkańcy nie chcą być wykiwani przez urzędników. Gdy głos zabrał architekt miejski, Janusz Sepioł i tłumaczył, że w mieście były „grzechy przestrzenne” i m.in. bardzo wolno uchwalano plany zagospodarowania przestrzennego, to przekrzykiwali go mieszkańcy. Pytali, dlaczego kosztem właścicieli prywatnych działek mają być wprowadzone plany miejskie. Mieszkańcy obawiają się, że przejęte od nich przez miasto grunty, z czasem mogą być przekwalifikowane na budowlane i deweloper zbuduje na nich bloki.
Prezydent Fijołek na koniec powiedział, że studium musi powstać, by w Rzeszowie nie było betonowej pustyni. Na pytanie, dlaczego zieleń nie będzie tworzona w centrum miasta tylko na obrzeżach (osiedlach), włodarz miasta stwierdził, że np. w śródmieściu trudno będzie znaleźć teren pod zieleń, choćby o powierzchni 1 procent. Mieszkańcy debatę podsumowali jednym słowem: „komuniści”. Według nich, to porównanie pasuje do władz Rzeszowa, którzy podobnie, jak kiedyś komuniści, zamierzają zabierać ludziom działki.

Mariusz Andres, lukas