Wołodymyr Zełenski uhonorował Przemyśl

Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, ogłosił Przemyśl Miastem – Ratownikiem. To wyróżnienie należało się Przemyślowi niewątpliwie, bo gdy 24 lutego Rosja napadła na Ukrainę i nasi sąsiedzi, głównie starcy, kobiety i dzieci w panice opuszczali swój kraj, to właśnie przemyślanie otworzyli dla nich swe domy i serca. – Nigdy wam tego nie zapomnimy – deklaruje Nadia z Charkowa, która w mieście nad Sanem znalazła schronienie. – Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi, na zawsze.

Wołodymyr Zełenski na swej oficjalnej stronie napisał, że Przemyśl otrzymuje miano Miasta – Ratownika za bezprecedensową solidarność władz lokalnych, mieszkańców i wolontariuszy z narodem ukraińskim, wszechstronną pomoc udzielaną na szeroką skalę obywatelom Ukrainy, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swojej ojczyzny w wyniku zbrojnej agresji Federacji Rosyjskiej oraz m.in. „za znaczące wsparcie dla Ukrainy w obronie jej niepodległości i suwerenności”. To miłe dla przemyślan. Tym milsze, że wcześniej honorowe miano otrzymał Rzeszów, co wielu rozczarowało. – Nie chodzi o to, że my pomagamy uchodźcom dla zaszczytów czy poklasku – mówili wtedy. – Pomagamy z serca, ze współczucia w normalnym ludzkim odruchu – podkreślali. – Ale jakoś tak jest przykro, że prezydent Ukrainy docenił Rzeszów, a nas nie.

Bezpieczny przystanek

O tym, że Wołodymyr Zełenski ma ogłosić Przemyśl Miastem – Ratownikiem mówiło się od kilku dni. Jedni wierzyli, że tak się stanie, inni uważali, że to tylko plotka. Gdy nadanie stało się faktem, przemyślanie nie kryli zadowolenia. – Jednak o nas pamiętał, jednak nas wyróżnił – cieszą się teraz. Do decyzji prezydenta Ukrainy odniósł się na swoim oficjalnym profilu prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun: „Tym samym Przemyśl został drugim miastem w Polsce odznaczonym tym wyróżnieniem. Nie bez znaczenia jest również fakt przyznania tego wyróżnienia w tak symbolicznym dniu, 11 lipca, kiedy w Polsce upamiętniamy ofiary Wołynia! To Przemyśl, jako miasto przygraniczne stał się pierwszym bezpiecznym przystankiem dla ponad miliona obywateli Ukrainy uciekających przed wojną. To tutaj od pierwszych dni konfliktu mogli liczyć na pomoc, której udzielali mieszkańcy, wolontariusze, międzynarodowe organizacje humanitarne itd. W ciągu czterech miesięcy miasto zorganizowało i rozdysponowało pomoc liczoną w dziesiątkach milionów. To wszystko dzięki sprawnej organizacji i współpracy z setkami organizacji i firm z Polski i całego świata! Sprawna współpraca administracji, służb, wolontariuszy, firm, osób prywatnych pozwoliła nam wszystkim zostać autorami największego dzieła pomocy humanitarnej jakiej udzieliło miasto. Coraz częściej pojawiają się głosy (w tym takich znakomitych osobistości jak Ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki – Pana Marka Brzezińskiego), że Przemyśl zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla! Ja nie mam co do tego wątpliwości! Jeszcze raz z całego serca dziękuję wszystkim mieszkańcom-ratownikom, wolontariuszom, urzędnikom, służbom, pracownikom spółek komunalnych, nauczycielom, kierownictwu, ratownikom medycznym, lekarzom, pracownikom spółek państwowych, przedsiębiorcom, miastom partnerskim, organizacjom pozarządowym i absolutnie wszystkim, którzy dołożyli swój kamyk do tego dzieła! To my PRZEMYŚLANIE – RATOWNICY!”

Bezradni i przerażeni

Do Przemyśla przyjeżdżały pociągi pełne zziębniętych, głodnych i umęczonych ludzi. Z jedną walizką albo tylko z reklamówką, czasem z kontenerem z kotem czy innym zwierzakiem. Małe dzieci i starsze bezradne osoby, przerażone tym, co się stało w ich ojczyźnie, niewiedzące czy stoi jeszcze ich dom, czy żyją bliscy. Potrzebowali picia, jedzenia i schronienia, ale potrzebowali też przyjaznej dłoni i dobrego słowa, świadomości, że nie są sami i że są już bezpieczni wśród życzliwych ludzi. To wszystko ze wszystkich sił starali się dać uchodźcom z Ukrainy przemyślanie.
O tym najlepiej mogą opowiedzieć ci, którzy byli na pierwszej linii, na dworcu PKP, czy przy dawnym Tesco. Krzysiek Butra z Przemyśla jest strażakiem. Pomagać uchodźcom zaczął 25 lutego, w drugim dniu wojny. – Najpierw byłem na Lwowskiej, przy dawnym Tesco – wspomina. – Wtedy jeszcze nie było tam Centrum Pomocy Humanitarnej. Rozbiliśmy namioty, żeby ludzie mogli się choć trochę ogrzać. Pakowaliśmy dary, rozdawaliśmy jedzenie i picie oraz środki czystości – opowiada 37-latek. – Z granicy przyjeżdżało coraz więcej ludzi. Zastanawialiśmy się, gdzie znajdą schronienie i… znajdowali. Ludzie przyjmowali ich u siebie w domach, przyjeżdżały busy, które zabierały ich dalej w Polskę albo za granicę. Szybko się zorganizowaliśmy – uśmiecha się. – Potem byłem na dworcu PKP w Przemyślu. Tu przyjeżdżały pociągi pełne przerażonych ludzi. Pamiętam taką kobietę, która wysiadła z pociągu z Ukrainy i po prostu zaczęła płakać. Na lewej ręce trzymała niemowlę, a prawą za rączkę 5-latka. Miała tylko jedną reklamówkę, taką z dyskontu ukraińskiego. Tam miała cały „dobytek”. Nie mogłem jej tak zostawić, podszedłem. Powiedziała, że nie ma w Polsce nikogo, poza Polską także. Nie wie, gdzie ma się podziać i co będzie z nią i jej dziećmi. Może to nie wypada mężczyźnie i strażakowi, ale płakałem razem z nią – przyznaje Krzysiek. – Wziąłem się w garść i zacząłem myśleć, gdzie ta kobieta mogłaby pojechać. W końcu pojechała do Niemiec, do domu mego kolegi, strażaka. Poznałem Maksa, gdy przyjechał tu z pomocą humanitarną i tak jakoś się zaprzyjaźniliśmy. On przyjął tę Ukrainkę z dziećmi pod swój dach – mówi Krzysiek.

W młynie pozytywnej energii

– Na początku to było tak, że widząc tę masę ludzi, przestraszonych, wymęczonych, głodnych zastanawiałem się, jak my damy radę im pomóc. Ale później nie było już żadnych wątpliwości, że damy radę. Po prostu nie było rzeczy niemożliwych – zauważa strażak. – Każdy robił swoje, wierzył, że da radę i …każdy dawał – uśmiecha się. – Dumny jestem z nas, przemyślan. Naprawdę pokazaliśmy całemu światu, co znaczy solidarność i współczucie. Kiedyś zagraniczny dziennikarz zapytał, dlaczego tak się angażuję w pomoc uchodźcom. Powiedziałem, że chciałbym, żeby moim bliskim też ktoś tak pomógł, gdyby tego potrzebowali. Myślę, że wielu wolontariuszy miało podobne odczucia – podkreśla. A jak dawali radę fizycznie sprostać takiemu ogromowi pracy? – Nie wiem – odpowiada szczerze Krzysiek. – Wiem tyle, że spało się mało. Byłem na dworcu do 2 czasem 3 w nocy, a rano przychodziłem na 8. Po dość krótkim czasie ważyłem tyle, co w VIII klasie podstawówki – śmieje się 37-latek. – Nie, jedzenia nam nie brakowało. Po prostu nie było kiedy. Bo było coś do zrobienia, zrobiło się i zaraz było więcej do zrobienia, a swoje potrzeby człowiek odkładał na drugi plan – wyjaśnia. – Ale przy tym całym „młynie” miało się dużo energii, takiej pozytywnej. No i dostawało się najlepsze nagrody! Uśmiech dziecka, czyjeś szczere „dziękuję” i to znów ładowało akumulatory – wspomina strażak. Pytamy, czy wyobrażał sobie taką sytuację, z którą przemyślanom przyszło się zmierzyć. – Nie i pewnie nikt z nas sobie tego nie wyobrażał – zauważa Krzysiek. – Nikomu nie przyszłoby do głowy, że w XXI wieku, w Europie może dojść do ataku jednego państwa na inne. Dla wszystkich to był szok, a dla nas tym większy, że napadnięto na naszego sąsiada. Musieliśmy jednak z tego szoku wyjść, żeby móc pomagać. To stało się najważniejsze.
Kiedyś mówiło się, że Przemyśl to miasto na końcu Polski. Dziś przemyślanie z dumą mówią, że są z miasta na początku Polski, takiego o którym każdy słyszał. – Przemyśl to stolica wolontariatu – mówi Nicolas, dziennikarz z Francji. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem: tyle serca, tyle dobrej woli, tyle pomocy – wylicza. – Kiedyś przyjadę tu z moją rodziną na wakacje i pokażę im te miejsca, gdzie widziałem heroizm przemyskich wolontariuszy.
Zaszczytny tytuł Miasta – Ratownika nadany Przemyślowi przez prezydenta Zełenskiego to symbol wdzięczności za pomoc dla jego rodaków. Ale tak naprawdę ta wdzięczność jest w sercu każdego, komu pomogli przemyślanie. Do tych, którzy wspierali uchodźców piszą ci z nich, którzy wyjechali dalej w Polskę albo za granicę. Piszą i dziękują za okazane serce. Teraz miasto na początku Polski, Przemyśl, sam stał się symbolem tego, co jest najwspanialsze w człowieczeństwie.

Monika Kamińska