„Chciałbym upaść tu na kolana i przeprosić wszystkich…”

Przed sądem Wołodymyr K. przyznał się
do winy i poprosił o wybaczenie wszystkich, którzy ucierpieli
w katastrofie oraz stracili
w niej swoich bliskich. Fot. Monika Kamińska

W piątek (15 lipca) rozpoczął się proces 49-letniego kierowcy ukraińskiego autobusu, Wołodymyra K., który w marcu zeszłego roku spowodował katastrofę w ruchu lądowym. W jej wyniku 5 osób poniosło śmierć, a rannych zostało blisko 40 pokrzywdzonych, w tym kilkunastu ciężko. Mężczyźnie groziło od pół roku do 8 lat pozbawienia wolności. W sądzie przyznał się do winy, wyraził skruchę i za pośrednictwem swego obrońcy złożył wniosek o poddanie się karze 2,5 roku pozbawienia wolności oraz 3-letniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Zarówno oskarżycielka publiczna, jak i pełnomocnicy oskarżycieli prywatnych zgodzili się na to. Wyrok ma zostać wydany w najbliższy piątek (22 lipca).

Do katastrofy doszło 5 marca 2021 roku. Autobus jechał z Poznania do naddnieprzańskiego Chersonia w Ukrainie. Po drodze „zbierał” pasażerów, obywateli Ukrainy. Wraz z ukraińskimi kierowcami podróżowało nim 57 dorosłych osób. Przed północą autokar dojeżdżał do Korczowej. Przy zjeździe na MOP Kaszyce, na końcu pasa zjazdowego, nagle uderzył w osłonę energochłonną, przebił barierkę i runął do rowu przewracając się na bok. Na miejscu zginęły 4 osoby, kolejna ofiara zmarła w szpitalu. Rannych zostało 39 osób, stan 14 z nich określano jako ciężki. Zarówno prowadzący autokar w chwili katastrofy Wołodymyr K. jak i jego zmiennik Stepan K. byli trzeźwi.
Jak ustalili śledczy, przyczyną katastrofy było niedostosowanie przez kierowcę prędkości do warunków na drodze i manewru, który wykonał. Autokar początkowo pędził z prędkością 95 km/h, a następnie Wołodymyr K. zaczął gwałtownie hamować, redukując ją do 45 km/h. Obie te prędkości są dozwolone na autostradzie, ale druga, choć wydaje się niewielka, jest zbyt duża na to, by wchodzić z nią w zjazd. Wołodymyra K. oskarżono o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem była śmierć 5 osób i ciężkie obrażenia ciała innych pasażerów. Jako że przyjęto, iż kierowca działał nieumyślnie, groziło mu od pół roku do 8 lat pobawienia wolności.
W śledztwie Wołodymyr K. początkowo nie przyznawał się do winy twierdząc, że nic nie pamięta z chwili katastrofy. Później zmienił zdanie, do winy się przyznał, ale odmówił składania wyjaśnień, jako że utrzymywał, iż nie potrafi nic sobie przypomnieć. Zastosowano wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego i zakazu opuszczania Polski.

Oskarżyciele nie sprzeciwili się wnioskowi oskarżonego

Stanąwszy w miniony piątek (15 lipca) przed sądem Wołodymyr K. przyznał się do winy i wyraził głęboką skruchę. – Chciałbym upaść teraz na kolana i błagać tych, którzy przeze mnie cierpieli o wybaczenie – mówił drżącym głosem. – Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to, żeby nie doszło do tej tragedii – podkreślał. – Nie ma dnia, żebym nie myślał o tych, którzy zginęli, czy zostali ranni i o ich bliskich – zadeklarował. Na sali rozpraw obecna była żona oskarżonego, która płakała podczas jego wypowiedzi. Wołodymyr K. odmówił składania wyjaśnień, odczytano zatem jego zeznania ze śledztwa. Następnie oskarżony za pośrednictwem swego obrońcy złożył wniosek o poddanie się karze 2,5 roku pozbawienia wolności i 3-letniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Oskarżycielka publiczna, prok. Beata Starzecka nie sprzeciwiła się temu wnioskowi, natomiast pełnomocniczki oskarżycieli posiłkowych także nie były mu przeciwne, jednak wniosły o nawiązkę w wysokości 10 tys. złotych oraz częściowe zadośćuczynienie w wysokości 80 tys. złotych dla swoich mocodawców, a także o zwrot przez oskarżonego kosztów zastępstwa procesowego. Obrona poprosiła o przerwę, by móc porozmawiać z oskarżonym. Po niej obrońca Wołodymyra K. zadeklarował, że ten zgodził się na warunki finansowe stawiane przez pełnomocniczki oskarżycieli posiłkowych. Poprosił jedynie sąd o zwolnienie oskarżonego z kosztów procesowych motywując to tym, że sytuacja materialna Wołodymyra K. nie jest najlepsza, znajdzie się on w więzieniu, a ma do zapłacenia duże kwoty w ramach nawiązki i zadośćuczynienia pokrzywdzonym. Wyrok w tej sprawie zostanie wydany w najbliższy piątek (22 lipca) i wiele wskazuje na to, że będzie on zgodny z wnioskiem oskarżonego z uwzględnieniem żądań stawianych przez pełnomocniczki oskarżycieli posiłkowych.

Monika Kamińska