O pewnym święcie, kiedy to nie mieliśmy co świętować…

Manifest PKWN u jednych wzbudzał ciekawość i nadzieję na lepsze, u innych złość i irytację… Zdjęcie – domena publiczna

Przez lata 22 lipca zaznaczano w kalendarzu na czerwono. W rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego fetowano Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Pochody i zloty odbywały się
w całej Polsce Ludowej, w tym także i w Rzeszowie. Choć o żadnym odrodzeniu oczywiście nie mogło być mowy.

Kiedy Armia Czerwona przekraczała Bug w lipcu 1944 roku, tekst „Manifestu Lipcowego” leżał już podpisany na biurku Józefa Stalina. Oficjalnie ogłoszono go w Chełmie Lubelskim 22 lipca 1944 roku. Manifest powierzał władzę w ręce Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. W tym marionetkowym rządzie znaleźli miejsce „ludzie Stalina” z powstałego w ZSRR Związku Patriotów Polskich oraz Polskiej Partii Robotniczej i kilku bezpartyjnych figurantów.

Sowieci na zamkowej podłodze

3 listopada 1944 roku we wnętrzach łańcuckiego zamku – ponoć „symbolu ciemiężenia klasy chłopskiej” – odbyła się propagandowa uroczystość. W sali balowej dokonano symbolicznego nadania aktów własności ziemi wybranym delegatom poszczególnych miejscowości. Uczestniczący w tym propagandowym spektaklu ówczesny szef PKWN Edward Osóbka-Morawski osobiście próbował skuwać z zamkowego portalu herb byłych właścicieli ordynacji, Potockich…
Potem odbyły się bale, na których dziewczęta spod słomianych strzech tańczyły obertasy z towarzyszami nie tylko jedynej słusznej partii, ale i radzieckimi weteranami wyzwoleńczych walk. Podkute i ciężkie obuwie towarzyszy z Armii Czerwonej, chcąc nie chcąc zadało zabytkowym podłogom wielkopańskiej rezydencji wiele bolesnych ran… A ile wypito wówczas wina i mocniejszych trunków zgromadzonych w zamkowych piwnicach, wiedzieli tylko sędziwi łańcucianie. Czerwonoarmiejcy, a potem i okoliczni „utrwalacze” urządzali sobie skoki… z zamkowych wież. Przychodziło nowe…

Bezkarność i buta

Władzę ludową pomagali wprowadzać na ziemach polskich towarzysze z NKWD, m.in. towarzysz generał Iwan Sierow jako doradca NKWD przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Zbrojnym ramieniem socjalistycznej władzy był Korpus Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Żołnierzy formacji kierowano na tzw. naloty w różnych miastach, celem wyłapywania „wrogów władzy ludowej”. Jedną z takich akcji opisuje Marcin Zaremba w książce „Wielka trwoga”. I tak np. w godzinach nocnych 21 sierpnia 1946 roku do łańcuckiego grodu przyjechała grupa żołnierzy korpusu. Powołani do walki z reakcją i podziemiem antykomunistycznym funkcjonariusze KWBW budzili postrach, ale i niechęć samych żołnierzy siłą do niego wcielanych. Zdarzały się masowe dezercje oddziałów (np. w pobliskim Lubaczowie czy Biłgoraju). Wysiadający z aut żołnierze rozpoczęli … bezwładną strzelaninę. Chodząc po opuszczonych ulicach miasta siali prawdziwy postrach. Jak się później okazało, żołnierze mieli przeprowadzać masową kontrolę dokumentów mieszkańców Łańcuta szukając „elementu reakcji i wrogów systemu”. Ludzie bali się otwierać drzwi żołnierzom i wpuszczać do mieszkań (ci podawali się za policję, której już przecież nie było), tym bardziej że obowiązywał zakaz wpuszczania do domu obcego. Podobno kilku obywateli zostało rannych i zabitych, także wśród żołnierzy, gdyż ci nie widząc się w ciemnościach strzelali do siebie nawzajem…

Pokazowe egzekucje

Od chwili wydania wyroku śmierci skazanych członków podziemia antykomunistycznego przetrzymywano w piwnicach rzeszowskiego zamku, w tzw. celi śmierci, w piwnicy opodal więziennych warsztatów. Wyrok wykonywano strzałem w głowę z bliskiej odległości. Wykonywano również wyroki śmierci przez powieszenie (szubienica stała na zamkowym dziedzińcu). Zdarzały się wypadki gwałcenia więźniarek przez funkcjonariuszy NKWD. Szczególnie drastyczny przebieg miała pokazowa egzekucja dwóch żołnierzy AK ze Słociny 17 czerwca 1946 roku. Egzekucję – niczym w średniowieczu – przeprowadzono na oczach specjalnie spędzonych na plac Ofiar Getta ludzi – głównie uczniów rzeszowskich szkół. Szczególnie dramatycznym momentem było zerwanie się sznura pod ciężarem jednego ze skazanych; musiano całą okrutną procedurę rozpoczynać od nowa.

Zabawa w luksus

Mając świadomość tych faktów, fetowanie 22 lipca wydaje się czymś koszmarnym. Świętowano w wielu polskich miastach. Jak to wyglądało w Rzeszowie? Np. 22 lipca 1952 roku przy ul. Langiewicza na stadionie ówczesnej „Gwardii” odbył się zlot Młodych Przodowników Pracy. Od wczesnych godzin porannych na stadion przybywały delegacje z zakładów pracy, instytucji i urzędów, sportowcy i junacy. W przemówieniach podkreślano, że: „z Chełma, pierwszego skrawka ziemi wyzwolonej z faszystowskiej niewoli przez Armię Radziecką i Wojsko Polskie rozbrzmiały jak grom potężnym echem, krzepiąc siły mas ludowych słowa: Rodacy Wybiła godzina wyzwolenia!”. Przodownicy pracy z rzeszowskich fabryk (m.in. WSK i porcelany w Boguchwale) otrzymali tego dnia specjalne dyplomy. „Przodownikami Pracy” byli robotnicy, którzy wykonywali plany zakładowe ponad założone wcześniej normy… A prawie każdy chciał zaimponować partii; zatem prześcigano się w produkcji, co nie zawsze szło w parze z jakością. Obchody święta uświetnił kolorowy pochód junaków, dzieci i weteranów pracy, który ruszył pod pomnik Wdzięczności. Popołudnie obfitowało w huczne zabawy ludowe, na których można było zaopatrzyć się w „luksusowe artykuły” niedostępne na co dzień.

Umacnianie sojuszy…

W 1959 roku w lipcu do Polski z oficjalną wizytą przybył przywódca Związku Radzieckiego towarzysz Nikita Chruszczow. W upalny poniedziałek, 20 lipca 1959 roku po wyjściu z samolotu Nikita pomachał wszystkim zgromadzonym słomkowym kapeluszem. Na szczęście nie zdjął buta – tak jak to zrobił rok później – podczas sesji ogólnej Zgromadzenia Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, kiedy to walił jego podeszwą w mównicę… Na rzeszowskim lotnisku „znamienitego” gościa powitali członkowie ówczesnych władz województwa na czele z Władysławem Kruczkiem, I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Rzeszowie. Po pompatycznych przemówieniach i owacjach, przed spędzonymi na płytę lotniska harcerzami i działaczami partyjnymi, delegacja w odkrytym samochodzie przejechała z Jasionki ulicami Rzeszowa do WSK. W Trzebownisku Chruszczowa witała chłopska brama na której umieszczono napis: „Chłopi ziemi rzeszowskiej serdecznie witają drogich gości”. Polskie Koleje Państwowe sprowadziły do Rzeszowa dodatkowe „siły” w postaci ociekających oliwą żelaznych lokomotyw, tak aby u towarzysza sekretarza spotęgować wrażenie… W końcu delegacja przyjechała rzeszowskimi ulicami do WSK, gdzie spotkała się z załogą. Owacjom i płomiennym przemówieniom nie było końca. Zebrali się tu delegaci świata pracy z Mielca i Stalowej Woli.
Święto 22 lipca zniesiono ustawą dopiero 6 kwietnia 1990 roku.

Arkadiusz Bednarczyk