Ten lot nie miał prawa się odbyć!

W wypadku zginęło dwóch 19-letnich braci. Nie mieli uprawnień do pilotowania. Fot. KPP Mielec

Dwaj 19-letni bracia, którzy na początku czerwca zginęli w wypadku motoszybowca, nie mieli uprawnień do pilotowania, a maszyna przeglądu i ubezpieczenia – do takich szokujących ustaleń doszli eksperci Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jej raport nie pozostawia złudzeń – ten lot nie miał prawa się odbyć.

Do tragicznego wypadku doszło 5 czerwca 2022 r. w Górkach niedaleko Mielca, gdzie rozbił się motoszybowiec z dwoma 19-latkami na pokładzie. Tuż po uderzeniu w ziemię maszyna stanęła w płomieniach. Jeden z młodych mężczyzn zginął na miejscu, drugi zdołał się wydostać z płonącego szybowca. Został przetransportowany do szpitala w Krakowie, gdzie zmarł po kilku dniach.

Chcieli przetestować szybowiec

Jak ustalili eksperci, bracia przyjechali z ojcem rano na lądowisko. Chcieli przetestować motoszybowiec Straton D-8 Moby Dick. Na miejsce przyjechał też poprzedni właściciel maszyny, aby przeszkolić nowych właścicieli z pilotażu.
– W ramach przeszkolenia pokazał im jak uruchomić silnik i wykonał jego próbę. Nowy właściciel wiedział, że samolot nie ma aktualnego przeglądu technicznego i obowiązkowego ubezpieczenia OC, stwierdził jednak, że chce zobaczyć samolot w locie, bo jest to „element transakcji” – czytamy w raporcie opublikowanym przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych. Poprzedni właściciel wykonał dokładny przegląd przedlotowy, w trakcie którego stwierdził, że samolot jest zmontowany poprawnie. Następnie próbował nawiązać łączność radiową z wieżą Mielec, aby uzyskać zgodę na lot. Próba nawiązania łączności nie powidła się, w związku z czym zgodę na lot uzyskano telefonicznie. – Poprzedni właściciel wykonał trzy loty (po jednym z nowym właścicielem i jego dwoma synami) pilotując samolot z pierwszej kabiny. Po lotach telefonicznie zgłosił ich zakończenie. Widząc, że synowie nowego właściciela są mocno podekscytowani lotem, zapytał ich, czy mają uprawnienia do latania takim samolotem, na co uzyskał odpowiedź, że nie mają. Dowiedział się też w międzyczasie, że ich doświadczenie lotnicze jest niewielkie. Przed opuszczeniem lądowiska powiedział, aby „uważali” – czytamy dalej w raporcie PKBWL.

Co poszło nie tak?

Poprzedni właściciel samolotu odjechał z lądowiska o godz. 16, z kolei nowy właściciel wraz z synami stwierdzili, że wieczorem, jak ucichnie wiatr, pokołują samolotem po lądowisku. – Około godz. 21 samolot został ustawiony do startu na początku pasa startowego i po rozbiegu długości około 40 – 50 m wystartował. Według świadka zdarzenia, pierwszy zakręt w lewo o 90 stopni pilotujący wykonał na wysokości około 60 metrów, a następnie po krótkim locie po prostej wykonał kolejny taki zakręt i samolot leciał równolegle do pasa startowego. Po drugim zakręcie samolot przeszedł na wznoszenie i zaczął tracić prędkość. Następnie pochylił się na dziób i zaczął nabierać prędkości (wzrosły też obroty silnika), po chwili przeszedł ponownie na wznoszenie i obroty silnika zmalały. Samolot stracił prędkość, przepadł w prawo i rozpoczął rotację w prawo ze skrzydłami w poziomie (korkociąg płaski). Po wykonaniu około 1,25 zwitki, opadając prawie pionowo zderzył się z ziemią w odległości około 250 m po wschodniej stronie lądowiska – ustalili eksperci.

Wiele nieprawidłowości

W raporcie czytamy, że żadna z osób znajdujących się w samolocie w chwili wypadku nie posiadała uprawnień do jego pilotowania. Dodatkowo, zgodnie z opisem technicznym samolotu, minimalna masa pilota w pierwszej kabinie powinna wynosić co najmniej 70 kg. Wg oświadczeń świadków, masa pilota w pierwszej kabinie wynosiła około 60 kg. W związku z tym samolot prawdopodobnie miał tylne wyważenie (wskazuje na to również wejście samolotu w korkociąg płaski). Tylne położenie środka ciężkości powoduje nadsterowność – utrudnia pilotaż – wyjaśniają eksperci w raporcie. Maszyna nie miała ważnego przeglądu technicznego i nie była ubezpieczona.

Martyna Sokołowska