
ale chęć ratowania pupila i szok
spowodowały, że instynktownie
przytuliła go do siebie. Fot. M. Rokoszewska
Wszystko trwało nie dłużej niż 10 minut. Na 13-latkę idącą z terierem naskoczył pies. Rzucił się na prowadzonego na smyczy pupila, łapiąc go zębami za kark. Przerażona dziewczynka zabrała pupila na ręce, co spowodowało, że agresor zaczął skakać na nią. Napadnięty psiak skomlał i piszczał. Nastolatka płakała i uciekała. Wszystko to, działo się nie więcej niż 300 metrów od tarnobrzeskiego Rynku. W minioną sobotę.
To był wyjątkowo upalny dzień. Z nieba lał się żar. Powietrzem nie wzdrygał najmniejszy powiew wiatru. 13-letnia Ania z mamą i psem wybrały się na spacer do mieszkających w okolicy Zamku Dzikowskiego dziadków.
– Idąc przez Rynek nie spotkałyśmy ani jednej osoby, podobnie było na ulicy Sandomierskiej. Nawet żartowałyśmy, że chyba wszyscy uciekli przed upałem nad jezioro Tarnobrzeskie, gdzie odbywały się wtedy Dni Tarnobrzega. Miasto było zupełnie wymarłe – mówi mama Ani, odtwarzając wydarzenia minionej soboty.
Dziewczynka z mamą i psem skręciły już w boczną ulicę domków jednorodzinnych, gdy nagle na wprost nich zauważyły dużego psa. To był mieszaniec wielkości owczarka niemieckiego. Pies też je zauważył i zaczął w ich stronę biec.
– Zachowanie tego psa od pierwszej chwili mi się nie podobało. Zobaczyłyśmy go, gdy był jakieś 200 metrów od nas. Pies nie miał smyczy, ale obok niego na murku jednego z domów siedziały dwie osoby. Kobieta i mężczyzna. Myślałam, że to ich pies. Zwierzę, gdy nas zobaczyło, zaczęło biec w naszą stronę. Zatrzymało się przy nas, powąchało naszego psa, a następnie złapało go pyskiem za kark. Nasz Roki zaczął piszczeć. Tamten go gryzł, wyszarpywał mu sierść. To był szok. Miałam przy sobie tylko torebkę, więc zaczęłam go nią uderzać. Pamiętam, że zaczęłam krzyczeć „czyj ten pies?”, „czyj ten pies?”, „zabierzecie tego psa”. Byłam pewna, że to zwierzę tych ludzi, którzy siedzieli na tym murku. Oni jednak zupełnie nie reagowali na to, co się działo.
Nastolatka chcąc bronić swojego pupila, chwyciła go na ręce. Agresor jednak nie odpuszczał i zaczął skakać na nią. Dziewczynka będąc już w szoku, próbowała uciekać z psem na rękach. Tamten zaczął ją gonić i dopadł jakieś 100 metrów dalej i tam znów skakał i gryzł mniejszego psa. Matka dziewczynki cały czas wzywała pomocy. Kobieta i mężczyzna, którzy siedzieli na murku byli kompletnie pijani i choć znali psa, kompletnie nie reagowali na to, co się działo.
Kobieta wybiegła boso, mężczyzna ze sztachetą
Głos zrozpaczonej matki usłyszeli mieszkańcy okolicznych domów. Wybiegli i próbowali odgonić psa, którego nie odstraszały ani krzyki, ani uderzenia, ani przeganianie. Jedna z kobiet wybiegła boso. Mężczyzna ze sztachetą w ręce. Inni krzyczeli z domów, próbując pomóc zza płotów.
– Ten pies nie zachowywał się normalnie. Był tak zawzięty, że nie reagował na nic. Po prostu gryzł. Trudno mi powiedzieć, ile trwało to całe zajście. Może jakieś 10 minut od chwili, gdy nas dopadł, do momentu, gdy jakieś 100 metrów dalej udało się go w końcu odgonić przez osoby, które nam pomogły.
Jak się po całym zajściu okazało, pies należy do jednego z mieszkańców ulicy, który nie sprawuje nad nim należytej opieki. Pies zaatakował już w przeszłości kobietę, której pogryzł rękę. Miała zakładane szwy, a sprawa trafiła do sądu. Mężczyzna został ukarany grzywną, ale nad psem nadal nie panuje.
Dzieci boją się wychodzić z domu
– To nie pierwszy raz, gdy ten pies atakuje ludzi na tej ulicy. On nas tu już od dawna terroryzuje. Biega bezpańsko po drodze. Na moją córkę też kiedyś naskoczył, ale wtedy był mniejszy i łatwo było go odciągnąć. Wydawało się zresztą, że może chce się tak bawić – wspomina jeden z mieszkańców ulicy Jasińskiego, który był świadkiem sobotniego ataku. – Interweniowaliśmy w sprawie już niejeden raz. Jego właściciel to osoba zupełnie bezkarna. Nie obchodzi go, że ten pies jest groźny dla ludzi i innych psów. Ucieka z podwórka, gdy ktoś z niego wychodzi i biega po okolicy, siejąc popłoch.
– Żeby to był mały pies, to można by się go nie bać, ale to jest kawał zwierzęcia. Nie jest łatwo go odgonić. Bogu dzięki, że nic się teraz nie stało, bo ten atak był naprawdę groźny i wszyscy jesteśmy w szoku, że ten pies jest do tego zdolny. Widzieliśmy na własne oczy, jak potrafi być agresywny – mówi inny z mieszkańców ulicy Jasińskiego. – U córki była w sobotę koleżanka, jak zobaczyła, co się dzieje, bała się sama wrócić do domu. To jest nie do pomyślenia, żebyśmy się bali wychodzić z własnych domów.
Chciałam tylko uratować mojego psa
Napadnięta dziewczynka dzięki reakcji mieszkańców okolicznych domów fizycznie wyszła z całego zajścia bez szwanku. Jej pies stracił trochę sierści, miał zadrapania, ale obyło się bez ran. W psychice 13-latki zostaną już jednak na długo emocje i poczucie przerażenia i strachu, które przeżyła w trakcie ataku.
– Niby wiedziałam, jak powinnam się zachować, bo miałam w szkole takie zajęcia o bezpieczeństwie, ale gdy to wszystko się działo, myślałam tylko o tym, żeby uratować mojego psa. Nie słyszałam, jak mama krzyczała, żebym go wypuściła z rąk, bałam się, że ten pies go zagryzie. Chyba byłam w jakimś szoku, bo dopiero jak to się wszystko skończyło, to zaczęło do mnie coś docierać – opowiada zaatakowana Ania.
– Gdyby nie sąsiedzi, nie wiem, co by się stało – przyznaje matka dziewczynki i nie kryje wdzięczności za okazaną jej pomoc.
Na miejsce sobotniego zdarzenia przez matkę zaatakowanej dziewczynki została wezwana policja. Przybyły patrol spisał informacje dotyczące zajścia i podjechał przed dom właściciela psa. Ten jednak nie otworzył policjantom drzwi i ukrył psa.
Przez godzinę krępowali agresywnego bulteriera
Podobne zdarzenie miało miejsce w podrzeszowskiej Kielnarowej 3 lipca br., gdy na jednej z ulic dwie osoby spacerujące z psem zostały zaatakowane przez bulteriera.
– Bulterier zaatakował małego psa. Aby go ochronić, spacerująca z nim kobieta, wzięła psa na ręce. Sama została też ugryziona przez bulteriera w palce dłoni – informowała wówczas rzeszowska policja. Na pomoc kobiecie ruszył jej mąż, okoliczni mieszkańcy i przejeżdżający kierowcy. Agresywnego czworonoga udało się oddzielić i skrępować dzięki pomocy kilkunastu osób. Trzymali go oni przyciśniętego do ziemi przez prawie godzinę. Właściciel odebrał swojego psa, nie przejmując się specjalnie całym zajściem.
Jak należy się zachować, gdy zostaniemy zaatakowani przez psa? Zasad jest kilka. Stań, nie uciekaj. Nie patrz psu w oczy. Nie okazuj strachu. Nie odwracaj się, zwłaszcza jeśli jest duży, bo gdy skoczy na ciebie, może cię przewrócić. Stań do psa bokiem, na lekko rozstawionych nogach. To pozwali ci utrzymać równowagę. Staraj się przyjąć pozycję żółwia, chroniąc rękami twarz.
Należy pamiętać, że pogryzienie przez psa wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej, nawet jeśli konsekwencją ataku zwierzęcia są tylko powierzchowne rany. Lekarz powinien oczyścić i opatrzyć rany oraz – co najważniejsze – podać szczepionkę przeciwko tężcowi i wdrożyć profilaktykę wścieklizny.
Małgorzata Rokoszewska


