
nie widać tłumów turystów. Fot. Archiwum
Wakacje na półmetku. W tym roku w Bieszczadach wyglądają inaczej niż dotychczas. Na szlakach, w popularnych kurortach, hotelach i restauracjach tłumów nie ma. Dominują turyści z Podkarpacia
i ościennych województw. Skończył się też czas tygodniowych pobytów. Turyści przyjeżdżają głównie na trzy, czterodniowe pobyty.
– Mieszkam na Podkarpaciu, więc w Bieszczady mam rzut beretem. Bywam tu dosyć często. Ostatnio odwiedziłem Polańczyk i przyznam, że byłem nieco zaskoczony, bo wakacje, piękna pogoda, a na ulicach i w restauracjach prawie pusto – powiedział nam Mirosław, mieszkaniec Podkarpacia.
Nieco lepiej jest w weekendy, choć i tak do frekwencji z ubiegłych lat daleko. – Dominują klienci indywidualni. To głównie turyści z Podkarpacia i ościennych województw, którzy w Bieszczady mają stosunkowo blisko. Od gestorów wiemy, że w tym roku w Bieszczadach jest niewielu turystów z centralnej i północnej Polski – mówi nam Karolina Gniewek z Bieszczadzkiego Centrum Turystyki i Promocji w Ustrzykach Dolnych.
Jak mówi Super Nowościom Karolina Gniewek powołując się na relacje turystów, powodem są przede wszystkim wysokie koszty paliwa i galopująca inflacja, która winduje ceny w hotelach i restauracjach. – Jest mniej gości. Ludzie przywożą ze sobą na wakacje swoje jedzenie, lub sami sobie gotują, żeby zaoszczędzić – przyznaje właścicielka jednej z restauracji w Cisnej.
– Początek lipca był kiepski, ale w połowie miesiąca turystów zaczęło przybywać i już jest nieco lepiej. Liczymy na to, że ten trend się utrzyma, chociaż w porównaniu do ubiegłych lat, wyłączając czas pandemii, frekwencja jest niższa – usłyszeliśmy w jednej z restauracji, która mieści się w Smereku.
– Ludzi jest faktycznie mniej. Widać to choćby po frekwencji na koncertach – potwierdza właściciel małego lokalu w Dołżycy.
Rezerwują na ostatnią chwilę i na kilka dni
Podobnie jest w hotelach, pensjonatach i gospodarstwach agroturystycznych. Turyści rezerwują noclegi na ostatnią chwilę, przyjeżdżają na kilka dni. W wielu obiektach, mimo pełni sezonu, są jeszcze wolne miejsca. – Skończył się czas długich pobytów i rezerwowanie noclegów z wielotygodniowym wyprzedzeniem. W tym roku wynajmujemy pokoje na trzy, cztery dni. Najczęściej turyści przyjeżdżają w piątki i wyjeżdżają w poniedziałek. Robią sobie tzw. długi weekend – mówi nam właściciel jednego z bieszczadzkich hoteli.
– Faktycznie, mamy takie sygnały od hotelarzy, że noclegi są skracane do kilku dni. Powodem są wysokie koszty pobytu. To nie jest kwestia wyłącznie Bieszczadów, tak wygląda sytuacja w turystyce w całej Polsce. Ceny i opłaty rosną. Ludzie, którzy ze względów finansowych muszą z czegoś zrezygnować, w pierwszej kolejności rezygnują z wakacji, lub jadą tam, gdzie mają blisko. Już sam koszt dojechania w Bieszczady np. ze Szczecina generuje spore koszty – mówi Karolina Gniewek z Bieszczadzkiego Centrum Turystyki i Promocji w Ustrzykach Dolnych.
Spokojnie w Bieszczadach
Tłumów nie ma też na bieszczadzkich szlakach. – Ludzi jest mniej, choć powoli coś rusza. Dzisiaj na naszych parkingach jest pełno samochodów – powiedział nam Stanisław Kucharzyk, zastępca dyrektora bieszczadzkiego Parku Narodowego. Szczyty, które cieszą się największą popularnością wśród turystów to Tarnica i Połonina Wetlińska.
– W lipcu Bieszczady były dosyć puste. Dla nas to był wyjątkowo spokojny miesiąc – przyznaje Jan Koza, ratownik Bieszczadzkiej Grupy GOPR.
Brak turystów przełożył się na mniejszą liczbę interwencji ratowników w górach. – Pracy nie było dużo. Pomagaliśmy głównie turystom, którzy na szlakach doznali urazów kończyn, lub zachorowań spowodowanych przemęczeniem lub odwodnieniem
– kontynuuje ratownik.
Od początku sierpnia turystów zaczęło przybywać. – Parkingi są praktycznie cały czas zajęte, ludzi na szlakach jest zdecydowanie więcej – przyznaje Jan Koza.
Wybierając się w góry należy odpowiednio się do tego przygotować, dostosować trasę do naszej kondycji i sprawdzić prognozę pogody. Wędrówkę trzeba zaplanować tak, aby dotrzeć do celu przed zmrokiem.
W plecaku powinna znaleźć się kurtka przeciwdeszczowa, mapa, napoje izotoniczne oraz telefon z naładowaną baterią oraz powerbank. Ratownicy apelują także o instalowane w telefonach aplikacji „Ratunek”, która w razie konieczności, wskaże naszą lokalizację. – To bardzo ułatwia nam dotarcie do poszkodowanej osoby – tłumaczy Jan Koza.
Martyna Sokołowska


