
Zwycięstwem Cellfast Wilków Krosno zakończył się pierwszy ćwierćfinałowy mecz w Landshut. Goście po 10 biegach prowadzili już 37-23, by ostatecznie wygrać różnicą 10 „oczek”. To jednak i tak znakomita zaliczka przed czwartkowym rewanżem (godz. 20) na torze przy ul. Legionów, który – biorąc pod uwagę wczorajsze rozstrzygnięcia – wydaje się formalnością.
LANDSHUT Devils 40
CELLFAST WILKI Krosno 50
TRANS MF LANDSHUT: 9. K. Huckenbeck 12+1 (2,1*,1,3,3,2), 10. K. Nilsson 11 (3,2,3,3,0,0), 11. V. Grobauer 2 (0,2,0,-,-), 12. M. Hansen 4 (3,0,1,0), 13. D. Berge 6 (0,0,2,3,1), 14. M. Niedermeier 0 (d,d,-), 15. N. Bloedorn 5+1 (2,1,0,2*)
CELLFAST WILKI: 1. T. Musielak 6+2 (1,2*,2,1*,0), 2. K. Rew 5+1 (1*,3,0,1), 3. Ma. Szczepaniak 11+1 (3,3,1,1*,3) 4. V. Milik 10 (2,1,3,2,2), 5. A. Lebiediew 11 (2,3,3,2,1), 6. F. Karczewski 6+1 (3,1,2*), 7. K. Sadurski 1 (1,0,0)
– Jedziemy do Landshut bogatsi o wcześniejsze wydarzenia na tym torze, z których wyciągnęliśmy wnioski. Najlepiej byłoby tam wygrać i potem na spokojne podejść do rewanżowego meczu w Krośnie – mówił przed wyprawą do Bawarii Ireneusz Kwieciński, szkoleniowiec podkarpackiego I-ligowca. Jego życzenie dzięki dobrej postawie krośnieńskich żużlowców się spełniło i to oni mogą być już niemal pewni awansu do najlepszej czwórki eWinner 1. Ligi. Krośnianie może nie z obawami, ale dużą niepewnością wybierali się na wczorajszy mecz. W ich pamięci ciągle bowiem tkwiła niedawna porażka na tym torze w meczu fazy zasadniczej. Wówczas krośnianie musieli sobie jednak radzić bez Vaclava Milika. Tym razem nie dość, że wystąpili oni w optymalnym składzie, to jeszcze wzmocnieni Australijczykiem Keynanem Rewem. Do ekipy znad Wisłoka po dłuższej przerwie powrócił także jej kapitan, Andrzej Lebiediew, dzięki czemu siła rażenia krośnian była naprawdę mocna. Gospodarze przekonali się o niej już po pierwszej serii startów, po której przegrywali 10-14. A to był dopiero początek, bowiem świetnie dysponowana „Wilcza Wataha” rozkręcała się z biegu na bieg. W jej szeregach na próżno było szukać słabych punktów czego nie da się powiedzieć o gospodarzach. Efektem takiego stanu rzeczy było prowadzenie krośnian po 10 biegach już 37-23. 14-
-punktową przewagę goście utrzymali także po kolejnej gonitwie, a w następnej skutecznym atakiem popisali się miejscowi. Jadący w ramach rezerwy taktycznej Kim Nilsson do spółki z Norickiem Bloedornem pokazali plecy duetowi z Krosna, dzięki czemu „Diabły” zniwelowały straty do 10 „oczek”
(31-41). O dziwo tak świetnie radzący sobie w 12. biegu Nilsson, w 13. odsłonie przyjechał na metę ostatni. Wygrał Dimitri Berge, ale na nic to się zdało miejscowym w kwestii niwelowania przez nich dystansu do krośnian. Ci przed biegami nominowanymi wciąż mieli 10 pkt przewagi (34-44). Miejscowi nie dawali jednak za wygraną, bowiem chcąc zachować jakiekolwiek szanse na awans do półfinału, musieli gonić wyniki. W przedostatnim biegu udało im się uszczknąć kolejne 2 „oczka”
(38-46), jednak wygrana 4-2 sprawiła, że krośnianie byli już pewni końcowego zwycięstwa. Zagadką były tylko jego rozmiary. Ta rozwiązana została w ostatniej gonitwie dnia, zakończonej wygraną gości 4-2.
Awans do półfinałów uzyskają zwycięzcy trzech ćwierćfinałów oraz drużyna z najlepszym bilansem spośród przegranych zespołów.
W innych meczach ćwierćfinałowych: H. Skrzydlewska Orzeł Łódź – Stelmet Falubaz Zielona Góra 50-40, Zdunek Wybrzeże Gdańsk – Abramczyk Polonia Bydgoszcz 46-43.
Marcin Jeżowski


