
Po 12 latach pracy, z najwyższym możliwym awansem zawodowym, zarabiam 3400 zł brutto. Na takim samym stanowisku w Urzędzie Miasta pracownik zarabia ponad 6000 zł brutto. Prezydent Fijołek na spotkaniu sam przyznał, że widzi te różnice – mówi Anna Chobel, przewodnicząca Podkarpackiego Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej w Rzeszowie.
W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Rzeszowie od 27 czerwca trwa spór zbiorowy, który zapoczątkował Podkarpacki Związek Zawodowy Pracowników Pomocy Społecznej w porozumieniu ze Związkiem Zawodowym Opiekunek, Opiekunów i Pracowników MOPS w Rzeszowie. We wrześniu zostaną przeprowadzone mediacje z władzami. – Chcemy zaprosić prezydenta, przewodniczącego Rady Miejskiej oraz skarbnika. Zawsze mamy nadzieję na zmiany, ale życie pokazuje inny scenariusz – mówi Sabina Rożenek, członek komisji rewizyjnej związku.
Jakie mają żądania?
Jedną z najważniejszych kwestii jest podwyższenie wynagrodzenia zasadniczego. – Zażądaliśmy 2000 zł brutto dla każdego pracownika MOPS-u w Rzeszowie. Zdajemy sobie sprawę, że jest to duża kwota, ale należy pamiętać, że zarobki pracownika w tym zawodzie to najniższa krajowa lub nieco ponad, a jesteśmy osobami po studiach, często z kilkoma kierunkami, po specjalizacjach, z kilkunastoletnim stażem pracy – mówi Anna Chobel, przewodnicząca Podkarpackiego Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej w Rzeszowie. – Po 12 latach pracy, z najwyższym możliwym awansem zawodowym, bo jestem starszym specjalistą pracy socjalnej, zarabiam 3400 zł brutto. Sabina ma przepracowanych 20 lat, a zarabia 3607 zł, Monika Trzyna, skarbnik związku z 16 latami – 3550 zł, ale wiele osób zarabia jeszcze mniej
– dodaje Anna Chobel. Twierdzi, że ludzie nie chcą przychodzić do pracy z takimi płacami. – Nie są w stanie wynająć pokoju, spłacić kredytu, a jest to praca obciążająca – dodaje.
Zarząd związku podkreśla, że pracownicy mają coraz więcej nowych obowiązków. – Byliśmy chyba jedyną instytucją otwartą w czasie pandemii, pracownicy chodzili w teren – mówi Anna Chobel. Postulaty protestujących dotyczą też corocznej waloryzacji wynagrodzenia zasadniczego. Usłyszeli już, że nie ma na to szans. Ważną kwestią jest też wprowadzenie zmian w Regulaminie Wynagradzania Pracowników Zatrudnionych w MOPS Rzeszów, a chodzi głównie o dodatki specjalne. – Była pandemia, teraz jest konflikt w Ukrainie, mamy dużo nowych obowiązków, a za tym nie idą żadne dodatkowe pieniądze. Lekarze dostali dodatki covidowe. My nie, a przecież pracujemy z ludźmi, wielu z nas przechorowało koronawirusa, ja sama
– trzy razy – mówi Anna Chobel.
Mediacje już we wrześniu
– W lipcu i sierpniu odbyły się rozmowy z dyrekcją ośrodka, które jednak nie doprowadziły do podpisania porozumienia między stronami. Były też pisma do prezydenta, mieliśmy trzy spotkania. Jedno z Konradem Fijołkiem, który odmówił nam podwyżek, argumentując to tym, że budżet jest już zamknięty i nie ma na to dla nas pieniędzy. Dwa spotkania były z wiceprezydentem Krystyną Stachowską, która na ostatnim oświadczyła, że szanse na jakiekolwiek podwyżki w tym roku są nikłe – informuje zarząd związku.
Pracownicy są przekonani, że jeżeli przyszłe mediacje nie zakończą się porozumieniem, na pewno będą protestować. – Jesteśmy zdeterminowani i zdesperowani. Na pewno odejdziemy od biurek i podopiecznych – mówi Sabina Rożenek. – Ja mam 3400 zł brutto, a starszy specjalista w UM zarabia ponad 6000 zł brutto. Prezydent Fijołek sam na spotkaniu przyznał, że widzi te różnice. Powiedział, że będzie to wyrównywał, ale na razie, nie widzimy tego – mówi przewodnicząca zarządu. Poza tym pracownik pomocy społecznej z wieloletnim doświadczeniem często zarabia tyle, ile nowo zatrudniony.
Odpowiedzialność i stres
Jak twierdzi zarząd związku, od Urzędu Miasta wie, że pani od sprzątania zarabia tam więcej niż pracownicy MOPS-u. – Mamy studia wyższe kierunkowe i o wiele większą odpowiedzialność. W tamtym tygodniu klient groził koleżance, że gdyby mógł, to by ją zabił – tłumaczy zarząd.
Niektóre z pań pracują w dziale przemocy. – W tym roku była sytuacja, że trzeba było wzywać patrol policji. Mężczyzna odgrażał się, a kobieta przybiegła zapłakana. Jeździmy też na rozprawy, chodzimy na przesłuchania – podkreśla Anna Chobel. Dodaje, że pracownicy pomocy społecznej też chcą żyć godnie. – Nie jesteśmy w stanie opłacić rachunków i kupić podstawowych rzeczy. Planujemy protesty. Strajk jest ostatecznością, ale też bierzemy go pod uwagę – zapowiada.
Kinga Siewierska


