Dziennikarz portalu za bardzo drążył?

Dziennikarz Mariusz Piotr Sidor jako pierwszy zainteresował się tematem. Później, jak opowiada, wydawcy portalu, z którym współpracował dali mu
do zrozumienia, że ma przestać drążyć temat. W końcu zablokowano mu służbową skrzynkę mailową i możliwość publikowania na portalu. For. Archiwum

Reporter jednego z lokalnych portali informacyjnych niedawno na Facebooku pożegnał się ze swoimi Czytelnikami.
W swoim obszernym wpisie nie ukrywał, że powodem, dla którego zaprzestano z nim współpracy, było jego zainteresowanie kontrowersyjnym festiwalem „Łączy nas historia”, który ma się odbyć wkrótce w Przemyślu. Festiwal wzbudza kontrowersje przede wszystkim dlatego, że w jego ramach ma zostać zaprezentowana rekonstrukcja triumfalnego przejazdu cara Mikołaja II przez zdobyty Przemyśl, a także „zabawna scenka rodzajowa z domu uciech w kamienicy Pod Jeleniem”. Pikanterii wszystkiemu dodaje fakt, że festiwal jest finansowany z Funduszy Norweskich.

Plakat festiwalu pojawił się w zeszłym miesiącu na nie wiadomo przez kogo administrowanym fanpage’u na Facebooku i zrazu mało kto zwrócił nań uwagę. Wkrótce jednak przemyślanki i przemyślanie zaczęli wyrażać w mediach społecznościowych swoje oburzenie. A to wzięło się nie tylko z faktu, że ktoś chce upamiętniać za pomocą rekonstrukcji objazd po zdobytej Twierdzy Przemyśl przywódcy jednego z zaborców, ale także dlatego, że chodzi o cara Rosji, a kilkanaście kilometrów od Przemyśla mamy granicę z Ukrainą, na którą współczesna Rosja napadła. Internautom nie podobało się też odgrywanie „zabawnej scenki” z domu publicznego. Przypominali, że wiele kobiet w czasie I wojny światowej musiało handlować swoim ciałem, żeby przeżyć i podkreślali, że nie ma w tym doprawdy nic zabawnego. Tematem jako pierwszy zainteresował się Mariusz Piotr Sidor, który wówczas od ok. 3 miesięcy współpracował z jednym z regionalnych portali informacyjnych. – Podszedłem do tematu merytorycznie i rzetelnie – podkreśla dziś w rozmowie z nami. – W mojej pracy nad tym tematem nie było nic osobistego wobec kogokolwiek – zauważa. Wkrótce Sidor ustalił, że za rekonstrukcjami budzącymi kontrowersje stoi znany rekonstruktor Mirosław Majkowski, będący też radnym z prezydenckiego klubu Wspólnie dla Przemyśla, a także szefem Związku Gmin Fortecznych Twierdzy Przemyśl. To właśnie on na Facebooku napisał obszerną wypowiedź skierowaną do przeciwników festiwalu „Łączy nas historia”. W tej odpowiedzi, niestety, były fragmenty, przez które część oponentów Majkowskiego mogłaby się poczuć urażona. Głos zabrał też prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun, który także bronił formuły festiwalu.

Co na to Królestwo Norwegii?

Festiwal „Łączy nas historia” jest finansowany z Funduszy Norweskich. Otrzymanie przez Przemyśl pieniędzy z FN nie było wcale tak oczywiste. Miasto bowiem swego czasu przyjęło rezolucję zwaną potocznie anty LGBT. Radny Mirosław Majkowski był jednym z głosujących za tą rezolucją. Później, gdy o jej odwołanie zawnioskował do Rady Miejskiej Przemyśla włodarz miasta, Wojciech Bakun, Majkowski dla odmiany zagłosował za jej cofnięciem. I ostatecznie Przemyśl mógł skorzystać z Funduszy Norweskich. Redaktor Mariusz P. Sidor nie ukrywa, że zwrócił się do odpowiedniej komórki rządowej zajmującej się FN z zapytaniem, czy tego rodzaju impreza, jak festiwal „Łączy nas historia” może być finansowany z FN, i czy aby Królestwo Norwegii popierałoby taką lekcję historii, jaką ma być w rozumieniu jej pomysłodawców wspomniany festiwal. Dowiedział się, że rozliczenie FN następuje po realizacji projektu. – Po tym fakcie zaczęto mi zarzucać, że „nasłałem” kontrolę z ministerstwa
– opowiada dziś dziennikarz.
– Wkrótce też zostały mi zablokowane służbowa skrzynka mailowa oraz możliwość publikowania na portalu – wspomina.

Dziennikarz: – Formuła festiwalu nie była z nikim konsultowana

– Prezydent w drodze zarządzenia miał powołać Komitet ds. Wdrażania, Monitoringu i Ewaluacji zapewniający udział społeczeństwa w procesach decyzyjnych i kontrolnych realizowanego norweskiego projektu. W BIP-ie nie można odnaleźć żadnych śladów tego działania. Komitet w drodze konsensusu miał decydować o realizowanych elementach programu Razem Zmieniamy Przemyśl, w tym np. festiwalu. Tymczasem pomysłów na jego program nikt nie konsultował z komitetem. Tak twierdzą aktywiści biorący udział w pracach nad Programem Rozwoju Lokalnego, z którymi rozmawiałem na ten temat. Miało być Wspólnie dla Przemyśla, a dalej są sami swoi? Niestety, na to pytanie nikt nie chciał odpowiedzieć – mówi dziś Sidor.
Tak czy owak, reporter nie mógł już publikować żadnych informacji na ten temat na portalu, z którym współpracował.
– Wydawcy wprost dali mi do zrozumienia, że mam przestać interesować się tym tematem
– zdradza dziennikarz. – Nie wiem, co stało za taką ich postawą, ale ja rozpoczynając współpracę z nimi umawiałem się na rzetelne, obywatelskie dziennikarstwo – podkreśla. – Jako że nie mogłem już publikować na portalu, pożegnałem się z Czytelnikami na Facebooku – dodaje. A czy zgodnie z sugestiami przestał interesować się tematem festiwalu? – Oczywiście, że nie – zapewnia Mariusz P. Sidor.
Po tym, jak temat festiwalu i kontrowersji wokół niego poruszył Sidor, zajęły się nim także lokalne i ogólnopolskie media.

Monika Kamińska