
Rzeszów zapisał się na kartach historii Konfederacji Barskiej. Do bitwy doszło 253 lata temu – 13 sierpnia 1769 roku. Postanowiono bronić się w mieście, a punktem obrony miał być zamek rzeszowski, w którym dowódcy zamknęli się ze swoimi żołnierzami…
Rzeszowską bitwę dogłębnie zbadał Jan Feliks Szczęsny Morawski, którego ojciec pochodził z tutejszej rodziny rzeźników z tradycjami. Jan Feliks uczęszczał do szkoły elementarnej i rzeszowskiego gimnazjum. Pracował w lwowskim Ossolineum – wymarzona praca dla amatora historii – gdzie miał dostęp do wielu materiałów, które pomagały zaspokajać pragnienie wiedzy. Szczęsny Morawski był autorem wznawianej publikacji o bitwie konfederatów barskich w mieście nad Wisłokiem – „Pobitna pod Rzeszowem”. Przy pisaniu tej książki korzystał z pamiętników gwardiana rzeszowskich reformatów.
Ale wróćmy do samej bitwy. Od 1 sierpnia 1769 r. dowódcy Filip Radzymiński oraz książę Marcin Lubomirski wycofywali się spod Lwowa, gdzie chciano pobić Rosjan – Radzymiński w kierunku Jarosławia, a książę Marcin pod Leżajsk i Kolbuszowę. Stacjonujące w Łańcucie wojska rosyjskie wycofały się natomiast pod Sandomierz. 3 sierpnia 1769 roku płk Chojnacki, a 9 sierpnia Filip Radzymiński zjawili się w Rzeszowie. Planowano stworzyć bazę zamkniętą w czworoboku: Łańcut – Leżajsk – Kolbuszowa –
– Rzeszów i w niej bronić się przed Rosjanami. Jednak Rosjanie szybciej dotarli do Rzeszowa.
W arsenale rzeszowskiego zamku znajdowały się niewielkie zapasy broni – m.in.: armaty trzy- i jednofuntowe, 100 żelaznych kul, pistolety, przeszło 70 pałaszy, 100 kartaczy, kajdany, motyki, siekiery. Początkowo z chwilą przybycia do miasta konfederackich dowódców rzeszowianie chętnie zgłaszali się w szeregi powstańczej armii. Kiedy jednak Chojnacki rozpoczął zabierać z miejskich sklepów, wprawdzie za pokwitowaniem, potrzebne wojsku rzeczy, zapał rzeszowian nieco ostygł. Radzymiński zagroził jednak surowymi sankcjami wszystkim tym, którzy opierać się będą zarządzeniom wojskowych władz.
Wciągnąć księcia Wołkońskiego
Do decydującej bitwy doszło 13 sierpnia1769 r. Celem, jaki założyli Polacy, miała być obrona zamku, który Rosjanie oblegali 11 i 12 sierpnia. Książę Marcin Lubomirski ze swoimi siłami przybył do Rzeszowa 13 sierpnia i połączył się z Radzymińskim. W parku zamkowym nie udało się jednak wciągnąć w zasadzkę wojsk rosyjskich pod dowództwem księcia Wołkońskiego. Bitwa przeniosła się na drugi brzeg Wisłoka pod Powietną (dzisiejszy tzw. Kopiec Konfederatów Barskich). Polacy mieli ok. 2000 wojska – Rosjanie 3000. Początkowo przewaga była po stronie Polaków, jednak w drugim etapie siły rosyjskie – głównie piechota – ruszyły do ataku, zabijając 42 żołnierzy. W końcu nie mając dostatecznych sił, Rosjanie zaczęli cofać się w kierunku Łańcuta. Po stronie rosyjskiej zginęło ok. 70 żołnierzy. Radzymiński cofnął się do Sanoka, a książę Marcin Lubomirski do Kolbuszowej.
Morawski wspominał, że „w bliskim klasztorze ojców Reformatów leżeli ranni konfederaci i Moskale, których ksiądz gwardian doglądał z całą miłością bliźniego, nie robiąc różnicy z powodu wiary i narodowości”. Siedemdziesięciu zabitych Rosjan pochowano na gruntach niejakiego chłopa Reli.
Dzwony kościelne oddały hołd poległym
Nazajutrz Rzeszów przy biciu dzwonów wszystkich ówczesnych kościołów żegnał 33 bohaterskich obrońców. Tę smutną procesję, którą otwierały czarne żałobne chorągwie prowadzili: gwardian bernardynów, gwardian reformatów oraz ksiądz z rzeszowskiej fary. Za nimi szli przedstawiciele rzeszowskich cechów, mieszkańcy miasta i wreszcie jechały 33 karawany z trumnami powstańców. Ulice były pełne płaczących ludzi. Poległych pochowano na przykościelnym cmentarzu (dzisiaj plac Farny). Kolejnych 11 osób, które zmarły w wyniku odniesionych ran, pożegnano w dniach następnych… Dzisiaj nie ma już tamtego cmentarza.
W latach 1968 – 1971 podczas osuszania podziemi kościoła Ojców Reformatów w Rzeszowie, ówczesny proboszcz ks. płk Józef Pałęga zabezpieczył i przeniósł do krypty szkielety pochowanych pod kościołem sześciu zakonników oraz… szczątki poległych w 1769 r. „jakichś” żołnierzy. Skądinąd wiadomo, że wszystkie pogrzeby zakończyły się pochówkiem na cmentarzu wokół kościoła farnego. Jak to wytłumaczyć?
Arkadiusz Bednarczyk


