
„Mam na imię Kamil. Przez wiele lat razem z żoną staraliśmy się naturalnie o dziecko, ale dopiero metoda in vitro pozwoliła nam mieć najjaśniejszą iskierkę w naszym życiu, moją ukochaną Córeczkę” – napisał na zrzutka.pl mężczyzna. I dodał, że chce zebrać pieniądze na proces przeciwko Ministerstwu Edukacji i Nauki, a przede wszystkim samemu Przemysławowi Czarnkowi oraz autorowi hejterskiego i kompletnie nienadającego się do edukacji podręcznika, jakim jest Historia i Teraźniejszość”. W ciągu kilku godzin zebrał ponad 100 tys. zł. W czwartek na jego koncie było już 315 tys. zł, a do zakończenia zbiórki pozostało jeszcze 84 dni.
W tym roku do szkół ponadpodstawowych wchodzi nowy przedmiot Historia i teraźniejszość, który ma zastąpić Historię i Wiedzę o społeczeństwie. „Przedmiot, którym rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość chce uformować młodego człowieka na wzór prawicowego stachanowca” – pisze pan Kamil Mieszczankowski w wyjaśnieniu powodu zbiórki. „W tej książce oprócz tego, że feminizm to zło, muzyka punkowa to zło i Niemcy to zło, przeczytacie również, że nikt tych urodzonych dzieci hodowanych w laboratoriach nie będzie kochał”. I na potwierdzenie swoich słów dodaje cytat z HiT: „Wraz z postępem medycznym i ofensywą ideologii gender wiek XXI przyniósł dalszy rozkład instytucji rodziny. Lansowany obecnie inkluzywny model rodziny zakłada tworzenie dowolnych grup ludzi czasem o tej samej płci, którzy będą przywodzić dzieci na świat w oderwaniu od naturalnego związku mężczyzny i kobiety, najchętniej w laboratorium. Coraz bardziej wyrafinowane metody odrywania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli. Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju „produkcję”? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej”. – Koniec tępego cytatu. Krótko mówiąc, wg autora postęp medyczny przyczynił się do rozwoju metody in vitro, która jest de-facto hodowlą ludzi, których nikt później nie będzie kochał, a na pewno tej miłości „to coś” nie zazna od państwa, które dopuściło do możliwości stosowania tej „haniebnej” metody „produkcji” dzieci. Autor zapomniał, że metoda in vitro nie jest metodą produkcji ludzi, ale metodą LECZENIA NIEPŁODNOŚCI, z którą zmaga się w Polsce ok 1,5 miliona par, czyli 15 – 20 proc. par w wieku rozrodczym (i ta liczba co roku się powiększa)! – pisze mężczyzna na zrzutka.pl. Dodaje również, że „Najjaśniejszy rząd PiS i o tym też pomyślał, likwidując w 2016 r. ogólnopolski program in vitro. Wprowadził w zamian metodę leczenia niepłodności nazywaną „naprotechnologią” (połączenie kalendarzyka, diety i modłów). Oficjalne wyniki? Proszę bardzo: in vitro (2013 r. – 2016 r.) – 21 000 urodzonych dzieci; naprotechnlogia (2016 r. – 2018 r.)
– 70 (słownie: siedemdziesiąt) urodzonych dzieci”. Swój wpis na zrzutka.pl pan Kamil kończy: Nie pozwolę, żeby w publicznej szkole moja Córka była wytykana palcami jako obiekt eksperymentów i dziecko niekochane przez rodziców, dlatego zrobię wszystko, żeby zanim trafi do szkoły, ten podręcznik był już odległą przeszłością i niechlubnym świadectwem czasów, w jakich przyszło nam wszystkim żyć”. Dziękując za wsparcie twórcom „ tego gniota” dedykuje im wpis Aleksandry Sarny na Twitterze: „Ej, panie Czarnek i panie Roszkowski! Wiecie, co jest zasadniczą różnicą pomiędzy dziećmi z in vitro, a tymi, które zostały poczęte w sposób tradycyjny? Te z in vitro ZAWSZE były chciane.”
Anna Moraniec


