Korepetycje coraz droższe

CBOS podaje, że średnio na dodatkowe zajęcia rodzice wydają 400 zł miesięcznie. Fot. Wit Hadło

Angielski w domu nauczyciela z 22-letnim stażem – 70 zł za godzinę, matematyka u znajomej rodziców – 50 zł, geografia online – 80 zł za 90 minut. Ceny korepetycji rosną, a chętnych nie brakuje. Szacuje się, że w dużych miastach z dodatkowych lekcji korzysta już ponad połowa uczniów.

Rok szkolny dopiero się zaczął, a Internet już jest pełen ogłoszeń rodziców, którzy szukają korepetytorów. Dla tych ostatnich wakacje były tylko chwilowym oddechem: – Już w czerwcu miałem lekcję próbną z tegorocznym maturzystą. Stwierdził, on, że dobrze się ze mną pracuje i właśnie rozpoczęliśmy cotygodniowe zajęcia – mówi 34-letni Zbyszek, który odkąd wyprowadził się poza miasto, lekcji udziela tylko przez Internet. – To jeden z trzech uczniów, których w tej chwili mam na stałe. Jak zaczną się sprawdziany, pojawią się dodatkowi. Na godzinę, dwie, żeby podszkolić konkretny materiał.
Półtoragodzinne korepetycje z geografii kosztują u niego 80 zł. – Mógłbym brać więcej, ale nie jestem nauczycielem, tylko robię to z pasji. I podobno mam dobre podejście do młodzieży, więc korzystają obie strony. Im łatwiej przyswoić przedmiot, ja mam dodatkowe pieniądze.

Co trzeci na korepetycjach

Z raportu „Ukryta prywatyzacja w polskiej szkole”, który dwa lata temu przygotowała Fundacja Batorego wynika, że już wtedy z płatnych korepetycji korzystało ponad 34 procent rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. Najwięcej w dużych miastach, w tych liczących ponad 500 tys. mieszkańców – ponad połowa. Na wsiach był to co czwarty uczeń.
Dane te potwierdza Centrum Badania Opinii Publicznej, które wydatkom na dodatkowe zajęcia przygląda się od 1998 roku. W roku szkolnym 2014/2015 po raz pierwszy płaciła za nie ponad połowa rodziców, cztery lata później było to już 67 procent. Dziś te liczby nieco spadły, nadal za dodatkowe zajęcia płaci ponad 50 procent. Najpopularniejsza jest nauka języków obcych, którą w tym roku zamierza finansować 32 procent rodziców. 31 proc. dołoży do pozaszkolnych zajęć sportowych. – Na trzeciej pozycji uplasowały się korepetycje i kursy przygotowawcze, które w tym roku zdecydowała się opłacać dzieciom co czwarta rodzina
– czytamy w opublikowanym właśnie komunikacie z badań „Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2021/2022”.
28-letnia Marta z Rzeszowa po raz pierwszy zapisała córkę na korepetycje na początku tego roku, dwa miesiące przed egzaminem kończącym podstawówkę: – Ala długo upierała się, że sobie poradzi, ale ona z matematyki jest kompletna noga. Zawaliła całą podstawówkę, nie była w stanie nagle się podciągnąć. My też nie potrafiliśmy jej pomóc, zostały korki. Przed egzaminem na lekcje chodziła dwa razy w tygodniu, teraz raz. Do liceum się dostała, ale cały czas nadrabia zaległości. Jak jej będzie dobrze szło, to zrezygnujemy.

Dzieci dziś nie potrafią się uczyć

Marta przyznaje, że w ostatnich latach coraz więcej koleżanek córki korzysta z dodatkowych lekcji. Jakie są tego przyczyny? Jako pierwsza wymienia pandemię i zdalne nauczanie.
– Przecież te dzieciaki czasem nie wstawały nawet z łóżka, tak wyglądała ta ich nauka. Druga sprawa – w szkołach brakuje młodych nauczycieli, takich, którzy potrafiliby trafić z przekazem do młodych ludzi i jakoś „z jajem” im tę wiedzę tłumaczyć. W firmie mam ludzi po anglistyce, którzy wolą pracę w „korpo”, bo szkoła im się zwyczajnie nie opłaca. Ci, którzy mają talent do nauczania, dorabiają na korepetycjach.
Barbara Olearka, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Rzeszowie, która jest i matką, i nauczycielką, przyznaje, że sama posyła dzieci na dodatkowe zajęcia. – Szkoła ma dawać podstawy, wskazywać kierunek. Mój Iwo jest utalentowany sportowo, w szkole ma cztery lekcje WF-u w tygodniu, do tego SKS, ale wiem, że jeśli chce być w tym bardzo dobry, to musi mieć dodatkowe zajęcia. Natasza z kolei kocha języki, więc wysyłamy ją na dodatkowe zajęcia, żeby rozwijała się w tym kierunku. To samo dotyczy innych przedmiotów – mówi. I dodaje: – Innym, chyba największym problemem jest dziś to, że dzieci nie potrafią się uczyć. Z każdej strony są atakowane tysiącami bodźców, ale nikt im nie mówi, że materiał trzeba powtarzać, podkreślać potrzebne rzeczy, systematycznie do nich wracać. Gdyby to umiały, to mogłyby w stu procentach wykorzystać to, co się w szkole dzieje i żadne korepetycje nie byłyby potrzebne.

50 zł po znajomości

Marta za godzinę matematyki płaci 50 zł. Jak zaznacza – po znajomości, bo nauczycielka to dobra koleżanka rodziców. Z raportu opublikowanego przez jeden z portali pośredniczących w korepetycjach wynika, że to właśnie korepetycje z przedmiotów ścisłych są dziś najdroższe – za matematykę wyższą trzeba zapłacić średnio 74 zł za godzinę, za informatykę – 65 zł, a fizykę – 58 zł. W cenie są też języki: godzina włoskiego lub hiszpańskiego to koszt 54 zł, francuskiego 52, a angielskiego 49 zł. Dane zebrano na podstawie 200 tysięcy ogłoszeń z 30 polskich miast. Wszystkie uśrednione ceny są o kilka złotych wyższe niż w ubiegłym roku.
Indywidualna cena zależy od wielu czynników. Przykładowo, studenta filologii angielskiej, który pomoże w nauce, można w Rzeszowie znaleźć już dysponując kwotą 40 zł za godzinną lekcję. Nauczyciel z 22-letnim stażem, który ogłasza się na jednym z portali, za 60 minut bierze 70 zł. Zaznacza, że czeka na uczniów szkoły podstawowej, oprócz standardowych lekcji oferuje „przygotowanie do egzaminu ósmoklasisty oraz olimpiady kuratoryjnej”. Z kolei Katarzyna, która proponuje naukę angielskiego dla dorosłych, przygotowuje do wyjazdu za granicę, prowadzi też zajęcia z Business English – pierwszą godzinę wycenia na 150 zł. Taniej wychodzi w pakiecie – 8 zajęć to 1040 zł, wychodzi 130 zł za godzinę.

Grzegorz Król