
i za kilka lat nie będzie miał kto was leczyć – alarmuje Marek Krupowczyk, specjalista medycyny rodzinnej z Orłów. Fot. Archiwum
Od 1 października NFZ wprowadza do podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) opiekę koordynowaną nad pacjentami. Lekarze rodzinni zyskają nowe kompetencje, będą mogli zlecać m.in. badania diagnostyczne, dotąd zarezerwowane jedynie dla specjalistów. Tymczasem lekarze rodzinni mówią że opiekę koordynowaną można będzie wprowadzić tylko
w dużych poradniach, na stałe współpracujących z lekarzami innych niż oni specjalizacjami i mających własne laboratoria czy pracownie diagnostyczne. Małe poradnie już umierają i część pacjentów w ogóle zostanie bez jakiejkolwiek opieki, nie tylko tej koordynowanej.
„Pacjenci z obszarów wiejskich tracą dostęp do specjalistów medycyny rodzinnej! To już nie czarne wizje, to fakt – pacjenci z obszarów wiejskich tracą dostęp do poradni medycyny rodzinnej. Brak zachęty do podejmowania pracy na terenie małych miast i wsi sprawia, że nawet POZ dwóch prędkości to dzisiaj mit, bowiem w wielu małych miejscowościach nie można już mówić o żadnej prędkości. Czy pogarszająca się sytuacja pacjentów spoza dużych miast wreszcie znajdzie godne miejsce na liście priorytetów decydentów w ochronie zdrowia?”
– czytamy na stronie Porozumienia Zielonogórskiego, zrzeszającego lekarzy rodzinnych.
Małe poradnie umierają wraz ze śmiercią ich lekarzy
„Rozmierz – mała miejscowość położona na terenie województwa opolskiego. Umiera 81-letnia lekarka, która do końca opiekowała się swoimi pacjentami. W wyniku tej sytuacji 1300 pacjentów pozostało bez opieki specjalisty medycyny rodzinnej. Położona 10 km dalej poradnia w Izbicku nie jest w stanie pomóc chorym z Rozmierzy, podobnie jak inne placówki z okolicy. Już teraz emerytowany lekarz przyjmuje tam większą, niż powinien liczbę chorych, bo aż 3150 osób”. Jak mówi Bernard Knosala, specjalista pediatra z poradni Med-Izb: „Mimo szczerych chęci, nie jesteśmy w stanie pomóc pacjentom. Od ponad 20 miesięcy jestem na emeryturze, mimo tego jednak nie chcę zostawiać swoich pacjentów, ale nie jestem wyjątkiem. W naszym powiecie ponad połowa lekarzy POZ to emeryci, a młodych chętnych nie ma, bo nie ma dla nich żadnej zachęty. Boję się myśleć, co stanie się z pacjentami, kiedy wszyscy emeryci będą chcieli odejść na zasłużoną emeryturę”. Dla osób starszych pokonanie 10 km do najbliższej przychodni jest praktycznie niemożliwe, tak jak i dojazd lekarza do domu pacjenta, wówczas bowiem opieki zostaną pozbawieni inni. Podobna sytuacja ma miejsce na Podlasiu. W miejscowości Trzcianne zmarł lekarz, po jego śmierci ponad 2000 osób pozostało bez opieki specjalisty medycyny rodzinnej.
Na Podkarpaciu jest podobnie
W naszym regionie sprawa wygląda podobnie. – W Przemyślu np. przyjmują głównie emeryci, a w POZ zdarzają się pojedyncze przypadki lekarzy „rodzynków”, którzy mają ok. 50 lat. Pozostali, tak jak ja, to ramole na emeryturze, pracujący w praktykach jedno – dwuosobowych. Z chwilą odejścia robi się DRAMAT!!! Dobrze, że jeszcze nam się chce… Ale ja już mam dosyć i nie mam komu tego przekazać, nawet gdybym bardzo chciał! – mówi Marek Krupowczyk, specjalista medycyny rodzinnej z Porozumienia Podkarpackiego, skupiającego 50 proc. gabinetów POZ w regionie. I dodaje, że gdy w powiecie brzozowskim zmarł jedyny w przychodni lekarz, nie było go kim zastąpić. – Na szczęście pacjentów przejęła koleżanka z sąsiedniej przychodni i teraz pracuje za dwóch! Jak długo da radę? Reasumując, szykuje się OGROMNA DZIURA pokoleniowa i za kilka lat nie będzie miał kto WAS leczyć. Ale proszę się nie martwić: każdy rząd sobie poradzi. Ma swoje kliniki! – kończy.
Federacja Porozumienie Zielonogórskie od miesięcy apeluje o pilnej potrzebie przeciwdziałania dramatycznej i stale pogarszającej się sytuacji pacjentów z obszarów wiejskich. POZ dwóch prędkości, czyli lepszy dostęp do opieki medycznej w dużych miastach i znacznie gorszy na wsiach, przybiera na sile, prowadząc już nie do dwóch prędkości, ale do całkowitego zatrzymania świadczeń w ramach POZ dla pacjentów z małych miejscowości. Wstrzymane przez Narodowy Fundusz Zdrowia wypłaty środków na podwyżki, rażąco zaniżona przez AOTMiT zmiana sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, która szczególnie dotkliwie uderzyła w placówki medycyny rodzinnej, do tego projekt opieki koordynowanej w POZ, który w obecnej formie tylko pogłębi problem. „Czym decydentom zawinili pacjenci z obszarów wiejskich? Trudno mi zrozumieć, że w obliczu tak dynamicznie i drastycznie pogarszającej się sytuacji chorych, decydenci nadal uderzają w lekarzy, zamiast w końcu zacząć z nami rozmawiać i wspólnie znaleźć wyjście z kryzysu, którego ofiarą padają przecież pacjenci” – zastanawia się Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Anna Moraniec


