Ratują serduszka dzieci bez rozcinania klatki piersiowej

– Nasz zespół tygodniowo wykonuje 4 – 5 tego typu zabiegów. Mamy już duże doświadczenie i dlatego przyjeżdżają do nas pacjenci z całej Polski. A jak widać, także z zagranicy – mówi dr n. med. Piotr Weryński, specjalista kardiolog dziecięcy, specjalista w zakresie wad wrodzonych serca i chorób serca, kardiolog inwazyjny. Fot. Anna Moraniec

Zabiegi przeprowadzane są w pracowni Radiologii Zabiegowej i Badań Naczyniowych. W środę, 14 września serduszka naprawiono trzem małym, niespełna 3-letnim pacjentom. Dwóm polskim dziewczynkom i chłopcu z Norwegii. Kilkuletni malec z Ukrainy, który również miał być operowany, dostał infekcji i musi jeszcze poczekać na naprawę serca.

Na czym polega zabieg? – Dla komfortu dziecka zabieg przeprowadzamy w znieczuleniu ogólnym, nad którym czuwa wspaniały zespół anestezjologów. Wchodzimy przez nakłucie żyły i tętnicy cewnikami, przez które przechodzi układ zamykający – implant. Implant wykonany jest ze specjalnego stopu metalu, tzw. nitynolu w kształcie ślimaka, sprężynki, stożka, w zależności od kształtu ubytku – tłumaczy dr n. med. Piotr Weryński, specjalista kardiolog dziecięcy, specjalista w zakresie wad wrodzonych serca i chorób serca, kardiolog inwazyjny. Zabieg oczywiście wykonywany jest pod kontrolą angiografii, czasami żeby sprawdzić szczelność i lokalizację implantu wykonuje się jeszcze echokardiografię. Doktor dodaje, że przegroda międzykomorowa pełni w sercu bardzo ważną funkcję i dlatego implant musi z nią współpracować, nie może jej usztywniać, ani jej deformować. Kształt implantu jest ważny, bo od tego zależy jego dopasowanie się do ubytku, a ten jest trwały i służy pacjentowi do końca życia. Po prostu wrasta w serce i funkcjonuje z pacjentem, tymczasem serce normalnie potem rośnie.

Pacjent nie może być zbyt mały, a ubytek zbyt duży

Jacy pacjenci mogą być operowani tą małoinwazyjną metodą? – U dzieci z wadami serca implantujemy dość duży zestaw. Żeby zabieg przeprowadzić bezpiecznie, nie uszkodzić naczyń, dziecko musi mieć ok. 10 – 12 kg, chociaż zdarzyło mi się, że wykonywałem zabieg u dziecka, które miało 7,5 kg, to było najmniejsze dziecko, u którego udało się zamknąć ubytek komorowy przeznaczyniowo
– mówi dr Weryński. – Przed chwilą skończyłem natomiast zabieg u 2,5 letniej dziewczynki z Łańcuta, która z kolei miała bardzo duży ubytek, 3 mm, niemal na granicy wskazań do interwencyjnego zamknięcia, w dodatku położony bardzo blisko zastawki aortalnej. To była bardzo trudna operacja i gdyby nam się nie udało zamknąć ubytku, dziewczynka musiałaby przejść operację kardiochirurgiczną.
Skąd w Rzeszowie wzięło się dziecko z Norwegii? Rodzice tego 3-latka szukali po prostu alternatywy do klasycznej operacji, niestety zabiegi tego typu wykonywane są w niewielu miejscach Europy. Znaleźli nas, a że jesteśmy doświadczonym zespołem, wykonaliśmy już kilkadziesiąt takich zabiegów, wybrali nas
– mówi kardiolog. – Naszym pacjentem miało być dziś także dziecko z Ukrainy. Zabieg przełożyliśmy na za miesiąc, bo pacjent się rozchorował. A miał być operowany dużo wcześniej w Kijowie, wybuchła jednak wojna i chłopiec trafił do nas.

Skutecznie zamknięty ubytek, to wyleczona wada

Dr n. med. Oksana Trębacz, kardiolog ze szpitala, która nie tylko wykonuje zabiegi, ale potem opiekuje się pacjentami mówi, że przeznaczyniowe zamykanie ubytków to wielkie dobrodziejstwo dla pacjenta. Takie dzieci praktycznie nie wymagają intensywnego nadzoru. Wybudzają się, a na sali wybudzeń już jest rodzic i może utulić dziecko. Po dwóch dobach wychodzi do domu i może zapomnieć o kłopotach z sercem. – Im wcześniej usuniemy wadę serca, tym wcześniej dziecko ma szansę na normalne życie, uczestniczenie w lekcjach wychowania fizycznego czy późniejszej aktywności zawodowej. Oczywiście my ściśle współpracujemy z kardiochirurgami. Czasem nam się coś nie udaje i musimy ich prosić o pomoc, czasami jest odwrotnie – mówi dr Trębacz. I dodaje, że ich pacjenci prowadzą normalne życie, ale wymagają dożywotniego nadzoru. Coraz częściej rodzą się bowiem dzieci nie z pojedynczymi ubytkami, ale wieloma, gdy dochodzą do tego choroby wieku dojrzałego trzeba ich odpowiednio prowadzić.

Anna Moraniec