Dla kogo PGE Ekstraliga?

Wszystko wskazuje na to, że tym razem pogoda nie stanie na przeszkodzie w rozegraniu rewanżowego meczu finałowego pomiędzy Stelmetem Falubazem Zieloną Górą i Cellfast Wilkami Krosno. – Pełna mobilizacja i koncentracja. Czujemy się silni i jesteśmy silni. Jedziemy wygrać, a planem minimum jest zdobycie 41 punktów – mówi przed sobotnim pojedynkiem w Grodzie Bachusa Grzegorz Leśniak, prezes podkarpackiego I-ligowca.

Pierwotnie rewanżowy finał miał się odbyć w minioną niedzielę, ale już dzień wcześniej wobec niesprzyjających prognoz pogody został odwołany. To, a zwłaszcza forma odwołania meczu, spotkała się z niezadowoleniem ekipy z Krosna, a w szczególności jej menedżera Michała Finfy, który dzień później w mediach społecznościowych opublikował filmik, na którym prezentuje się na tle zielonogórskiego obiektu w blasku słońca. – Nie wracamy już do minionego weekendu. Żyjemy tym, co jest teraz i co przed nami. A przed nami najważniejszy mecz w historii krośnieńskiego speedwaya – mówi Grzegorz Leśniak.
Zamieszania nie udało się uniknąć także z nowym terminem meczu. Pierwotnie został on przełożony na 25 września, jednak później data ta została zmieniona na 24 września. – Dla nas to nie ma żadnego znaczenia, czy jedziemy w sobotę, czy w niedzielę -przekonuje prezes Cellast Wilków, który dodaje: – Jedziemy na bardzo trudny i gorący teren, ale chcemy w Zielonej Górze udowodnić, że awans nam się należy, mimo iż większość ekspertów nie daje nam większych szans. Przypadkiem jednak w finale się nie znaleźliśmy – mówi sternik klubu z Krosna. Wobec zwycięstwa w pierwszym meczu 50-40, w rewanżu Wilki muszą zdobyć minimum 41 „oczek”, by cieszyć się z awansu do elity polskiego speedwaya. Goście postanowili nieco utrudnić zadanie rywalom, desygnując do awizowanego składu Miłosza Grygolca. Zabrakło w nim z kolei miejsca dla Tobiasza Musieleka. Mimo jego słabego występu w pierwszym meczu, trudno sobie wyobrazić, być w rewanżu mogło zabraknąć popularnego „Tofika”. Wskoczy on najprawdopodobniej w miejsce Grygolca, zaś pod 8. pojedzie Australijczyk Keynan Rew. Być może „szachy” sztabu szkoleniowego Wilków spowodowane są faktem, że w piątek w finale SEC w Pardubicach wystartuje Vaclav Milik i Andrzej Lebiediew. W przypadku
– odpukać rzecz jasna – kontuzji któregoś z nich, krośnianie chcą mieć jakieś pole manewru, a należy pamiętać, że w awizowanym składzie można dokonać dwóch zmian.

Kciuk Fricke’a i pożegnanie „PePe”

Kłopoty przed sobotnim rewanżem mają za to zielonogórzanie. Nie dość, że muszą się oni zmierzyć z odrobieniem 10-punktowej straty, to jeszcze sen z powiek spędza im stan zdrowia jednego z liderów, a mianowicie Maxa Fricke’a. Australijczyk porozbijał się przed tygodniem w GP Szwecji, po której przeszedł zabieg kontuzjowanego kciuka. Tuż po nim menedżer żużlowca zapewniał, że potrzebuje on kilka dni odpoczynku i na weekend ma być gotowy do startu. Jak się jednak okazuje, sytuacja wydaje się być o wiele poważniejsza. – Teraz nawet nie da się określić ruchomości kciuka, bo rana została obandażowana. A to jest lewa ręka, bardzo ważna. Ten wypadek w Grand Prix naruszył nerwy, one musiały być szyte. Oczywiście, że zrobimy wszystko, żeby pojechać, ale z ostateczną decyzją musimy się wstrzymać. Tak naprawdę to lekarz zdecyduje, czy Max będzie mógł wystartować – mówi Tomasz Gaszyński, cytowany przez polskizuzel.pl.
Sobotni mecz będzie szczególny dla weterana polskich torów, 47-letniego Piotra Protasiewicza, który tym pojedynkiem zakończy swoją karierę. W Winnym Grodzie wszyscy liczą na jego zdecydowanie lepszą jazdę, niż miało to miejsce w Krośnie. Wówczas „PePe” zupełnie nie poradził sobie z torem przy ul. Legionów, na którym pojawił się tylko raz, a potem był zastępowany przez kolegów. – To będzie dla mnie trudny pojedynek. Nie tylko z tytułu samego meczu i stresu z nim związanego. Chciałbym się pożegnać godnie, ale wiem, że nie będzie fajnie, lekko i przyjemnie. Spodziewam się trudnego spotkania, a szczególnie dla mnie, w związku z sytuacją, która jest. 10 punktów straty to dużo. Nie wiemy, jak się poukłada sobotni mecz. Korzystniej byłoby mieć jakiś zapas, ale mecz w Krośnie potoczył się dla nas tak, a nie inaczej. Zdajemy sobie sprawę, jaka jest sytuacja. To jest finał, to nie jest walka lidera z outsiderem, tylko dwóch najmocniejszych drużyn, które mają wyrównany skład. Z drugiej strony jedziemy u siebie, gdzie każdy z nas czuje się troszeczkę lepiej, niż na torze w Krośnie – mówi w rozmowie z klubowym mediami Piotr Protasiewicz. – Łącznie z Piotrem skupiamy się na najbliższym spotkaniu, a to, czy przygotujemy mu jakieś pożegnanie, to pomyślimy o tym po meczu. Zawsze mówię, że mam 8 zawodnikom w drużynie i liczę na wszystkich. Staramy się zrobić naszym zawodników powtarzalny tor i jesteśmy dobrej myśli – przekonuje Tomasz Szymankiewicz, menedżer ekipy z Zielonej Góry.

AWIZOWANE SKŁADY:
STELMET FALUBAZ: 9. P. Protasiewicz, 10. K. Buczkowski, 11. R. Tungate, 12. J. Kvech, 13. M. Fricke, 14. M. Borowiak, 15. A. Mencel.
CELLFAST WILKI: 1. V. Milik, 2. R. Karczmarz, 3. M. Grygolec, 4. Ma. Szczepaniak, 5. A. Lebiediew, 6. F. Karczewski, 7. K. Sadurski.
Sędzia: Artur Kuśmierz. Komisarz: Krzysztof Okupski. W pierwszym meczu: 40-50.

STELMET FALUBAZ – CELLFAST WILKI
sobota, godz. 15
transmisja Canal+ Sport5)

Marcin Jeżowski